czy ktoś też pochodzi z bardzo małej rodziny i czuje sie troche wyobcowany jak ludzie opowiadają o swoich wielkich rodzinach?
moja rodzina sklada sie tak naprawdę z moich rodziców, siostry, babci ze strony mamy, brata mamy i dziadków ze strony taty których i tak widuje raz na pare lat. w praktyce mam tak naprawdę cztery osoby (rodzice, siostra i babcia) z którymi mam kontakt i których rzeczywiscie widuję. nie mam żadnych kuzynów ani kuzynek, z moim jedynym wujkiem właściwie nie mam kontaktu i nie ma w mojej rodzinie takiego konceptu jak zjazdy czy jakiekolwiek eventy rodzinne, nawet na święta bo dziadkowie ze strony taty nigdy nie chcą spędzać z nami świąt xD
zawsze mam taki trochę dysonans poznawczy jak ludzie opowiadają o tych wszystkich wydarzeniach rodzinnych, o swoich wspomnieniach z wujkami i ciociami i kuzynostwem bo ja nie znam czegoś takiego. moje wyobrażenie rodziny to jest kameralna posiadowka w max. 5 osób. ktoś może jest w podobnej sytuacji?