u/According-Steak-8269

Rozstanie, co robić (nowość)

Cześć wszystkim, wiem że takich tematów jest multum, ale wydaje mi się, że moja historia lekko się różni od takiego typowego rozstania.

Więc tak, po krótce narzeczona postanowiła porzucić 5-letni związek a teraz miesiąc po rozstaniu próbujemy "walczyć" o powrót do siebie. Nasz związek zakończył się w ten sposób, że ona zaczęła kręcić z typem, którego poznaliśmy razem grając online, zaczęła stawiać go wyraźnie wyżej niż mnie i w końcu podczas kłótni doszło to do mnie tak mocno, że zdecydowałem się wyjechać na kilka dni do rodziny (mieszkałem w jej mieście oddalonym o 300 km od 3 lat) i mieliśmy po prostu dać sobie chwilę na ochłonięcie, ale kiedy byłem już u siebie, ona nagle postanowiła zerwać (prawdopodobnie też pod naciskiem przyjaciółki), zaczęła mnie atakować, wypominać błędy z przed nawet 4 lat, nagle wszystko jej we mnie nie pasowało, głównym problemem była moja stwierdzona depresja, przez którą byłem mniej czuły niż zwykle i nie zmywam z siebie winy, ale było to coś jak najbardziej do naprawy. Było pełno kłótni na messengerze, a ja głównie wszystko tłumaczyłem i błagałem o zrozumienie.

Wraz z upływem czasu wszystko się uspokajało, zaczęliśmy normalnie rozmawiać, ona przyznała, że żałuje tej decyzji i między innymi, że chciałaby, żeby któryś z jej znajomych powiedział jej, żeby do mnie wrócić - chyba szuka potwierdzenia, jest jej głupio wracać do mnie przed znajomymi i rodziną. Pomimo tego, że jest coraz lepiej to ogólny schemat wygląda tak, że najpierw mnie przyciąga do siebie a chwilę później odpycha i jest to bardzo wyniszczające. Kiedy ja się dystansuję, bo czuję chłód z jej strony to ona wtedy zaczyna mnie przyciągać z powrotem. Wczoraj wróciłem z naszego 2-dniowego spotkania u niej i jestem przybity. Niby było miło, ale jednak to ja jej dawałem ogrom uczuć i się starałem, ona była raczej chłodna, tak jakbym to tylko ja miał się starać. Ponownie wszystko przegadaliśmy i zgodziła się ze mną, że spróbujemy zawalczyć, ale jednak było to jakieś nieprzekonujące z jej strony.

Problem w tym, że czasem mam wrażenie jakby ona od nas oczekiwała relacji przyjacielskiej, mimo że zaprzecza temu. Poza tym mimo ogromnych uczuć, jakie do niej mam, jest mi bardzo źle, że tak po prostu zaczęła flirtować z pierwszym lepszym i próbowała mnie zastąpić, czuję się zdradzony. Prawdopodobnie też gdyby ten typ okazał się poważniejszy i sprostałby bardziej jej oczekiwaniom, poszłaby do niego i nie byłoby już naszego tematu - temu też przeczy, ale jednak ciężko w to uwierzyć. Moja pewność siebie spadła przez to do zera.

Bardzo ją kocham i nie chcę jej stracić, ale nie wiem czy to ma sens, podczas gdy ona ewidentnie nie jest pewna, czy chce żyć ze mną i podczas gdy mam świadomość, że tak łatwo potrafi wejść w inną relację kiedy pojawiają się problemy, z drugiej strony myślę, czy może to było jednorazowe tylko bo jednak przez te 5 lat nie było takich akcji, może rzeczywiście stało się to przez to, że sobie nie radziła? Według tego co mówi, jej największą obawą jest to, że znowu za bardzo zatraci się w związku i że boi się zranienia. Naprawdę sam już nie wiem co myśleć, kto bardziej zawinił i czy warto walczyć, nie widzę siebie już w innej relacji, za bardzo oddałem się tej.

Bardzo wszystko skróciłem i wiele rzeczy pominąłem, ale może ktoś coś doradzi po przeczytaniu tego skrótu, może ktoś był w podobnej sytuacji?

reddit.com
u/According-Steak-8269 — 2 days ago