Obijanie się o szafki

Mam pytanie z serii głupich, ale od jakiegoś czasu, właściwie odkąd zaczęłam pracę, ciągle się o coś obijam i chodzę cała w siniakach. To nie jest tak, że siniaki mi się tworzą bez powodu, z resztą badania krwi mam dobre i problemów z krzepnięciem nigdy nie było. Po prostu co najmniej raz dziennie walnę kolanem albo przeoram udem o jakiś wystający kant. Nie zliczę, ile razy odwróciłam się i uderzyłam o coś łokciem albo przetarłam ręką. Dzisiaj przykładowo tak z rozpędu uderzyłam dłonią o wystający metalowy kant półki na klawiaturę, że aż zrobiło mi się słabo i ciemno przed oczami. Moje kolana i uda są całe w drobnych siniakach, dłoń od dzisiejszego uderzenia mam spuchniętą. Nie wiem, z czego to wynika. Może mam jakieś zaburzenia koordynacji, których nie czuję? Może zbyt dynamicznie się ruszam albo w drugą stronę - jestem tak flegmatyczna, że czasem nie wymierzę dobrze odległości i jeb. Moja praca ma to do siebie, że jest siedząco-stojąco-chodząca, ciągle wstaję, siadam, schylam się. Tak czy siak, jestem chyba jedyną osobą, która raz dziennie przeklnie z bólu po uderzeniu kolanem o stół. Czy Wy też tak macie? XD

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 1 day ago

Highlights - do they look good?

I just got my highlights done and I wonder if they are poorly done or not. I don't know if I like that, from the front and in good lights they look alright but from the top... I don't know. What do yall think?

u/Exact_Carrot223 — 14 days ago
▲ 0 r/Hair

Are those highlights chunky?

I wanted a natural-looking highlight effect, and that’s what I got. I’m not sure what to think of them —I guess I can’t get used to them. What do you think? Are they really bad?

u/Exact_Carrot223 — 16 days ago

New hair from hairdresser and I don't like it

I just got back from the hairdresser—I had highlights done. This is what my hair looks like. I feel like the line of demarcation is too harsh and it looks bad. I didn't look closely enough while I was there, but now that I'm home and checking it from different angles, it seems like a poor result. What can I do to make these strands look less intense? Does it really look that bad? I took photos in different lights.

u/Exact_Carrot223 — 16 days ago

Prosto od fryzjera - prośba o opinię

Wyszłam od fryzjera, miałam robiony odrost, bo pół roku temu zaczęłam robić refleksy na naturalnie jasnobrązowych włosach. Tym razem fryzjerka dodala mi trochę pasemek z przodu. W salonie wyglądało to fajnie, ale teraz w domu widzę, że te przejścia nie są aż tak gładkie, tylko jest takie jakby odcięcie i wrażenie odrostu. Co mogę zrobić, żeby to trochę zniwelować? Może to zależy od światła, bo raz wydaje się ok, a raz widać te placki. Chyba, że mi się tylko wydaje... Co myślicie?

u/Exact_Carrot223 — 16 days ago
▲ 2 r/Hair

I don't like my new hair

Hi, I just got back from the hairdresser—I had highlights done. This is what my hair looks like. I feel like the line of demarcation is too harsh and it looks bad. I didn't look closely enough while I was there, but now that I'm home and checking it from different angles, it seems like a poor result. What can I do to make these strands look less intense?

u/Exact_Carrot223 — 16 days ago

A crunch while inserting the needle

Hi! Have you ever had a situation where, while inserting the needle, you could literally feel it piercing the skin? You can feel—and even hear—a distinct crunching sound. Usually, the needle slides in smoothly without any sensation, but sometimes it is noticeable. Patients don't complain of any specific pain in those situations but I wonder what causes it. It happens most often in thin individuals with delicate skin.

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 1 month ago

Kupno mieszkania - nowe czy stare?

Witam. Za rok planuję zakup mieszkania i potrzebuję jakiegoś głosu rozsądku. Niby mam wszystko dokładnie rozplanowane, ale fajnie, jak ktoś jeszcze z boku na to spojrzy i coś doradzi.

Mam 26 lat, jestem singielką bez dzieci i zwierząt, aktualnie mam umowę o pracę na czas określony, w czerwcu 2027 dostanę na stałe. Zarabiam średnio 8.5k na rękę, w najbliższych latach raczej będą tylko delikatne podwyżki, zdarzają się jednorazowe premie i dodatki.

Aktualnie wynajmuję mieszkanie 35m², płacę za nie 1700 zł (dla właściciela) + 620 zł czynszu + prąd, więc łącznie wychodzi jakieś 2400 zł. Jest to mieszkanie w bloku z wielkiej płyty, ale samo wnętrze jest odnowione, po remoncie. Blok jest bardzo blisko mojego miejsca pracy, przystanków, sklepów, galerii - dosłownie ścisłe centrum. Sąsiedzi spokojni, ale w większości staruszki, okolica cicha, niczego więcej nie potrzeba. Właściciel powiedział, że w ciągu najbliższych kilku lat będzie to mieszkanie sprzedawać, no i intensywnie się nad tym zastanawiam. Jeśli byłaby możliwość, że sprzedawałby je już za rok to na pewno brałabym je pod uwagę.

Z drugiej strony marzy mi się mieszkanie w nowym budownictwie. Niekoniecznie musi to być najnowszy blok, świeżo postawiony, najlepszy według mnie byłby taki blok z 2015-2020 roku. Te nowo wybudowane też biorę pod uwagę, ale nie wiem, czy lepsze byłoby mieszkanie w stanie surowym do remontu, czy już takie wyremontowane. W razie czego mam w rodzinie budowlańców, którzy pomogliby mi w większości z remontem.

Mieszkam w małym mieście wojewódzkim, ceny za metr wynoszą tu jakieś 9-10k. Interesują mnie mieszkania max 35-40m². Oszczędności na ten moment mam 120k, do przyszłego roku będzie ze 180k, więc na wkład własny mam. Z tego zostawię sobie kilkadziesiąt tysięcy na zabezpieczenie, remonty, papierologię itd.

Co byście zrobili na moim miejscu? Kupować sprawdzone mieszkanie, w którym teraz mieszkam, o ile byłaby taka możliwość? Czy kupować w nowym budownictwie? Obawiam się, że opłaty w nowym bloku całkowicie mnie przytłoczą, ale z drugiej strony czytałam opinie, że to właśnie w tych starych blokach opłaty są wyższe. Nie wiem, czy kupowanie dużego mieszkania w nowym bloku to dobry pomysł, jeśli nadal jestem singielką. Do przyszłego roku jeszcze zostało dużo czasu, ale ja już teraz analizuję to na wszelkie możliwe sposoby i nadal potrzebuję opinii. Może ktoś z Was mieszka w takim nowo wybudowanym bloku i powie, jak to wygląda od strony praktycznej - czy opłaty są wysokie, czy ściany są faktycznie takie cienkie? Co tu robić, jak żyć? :D

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 1 month ago
▲ 10 r/Polska

Okulary

Czy u Was w pracy jest coś takiego jak dofinansowanie do kupna okularów? Dowiedziałam się, że u mnie jest (placówka publiczna, szpital). Wczoraj byłam prywatnie u optometrysty, wyrobiłam nowe okulary, wzięłam fakturę imienną, ale dzisiaj wyczytałam, że to chyba musi być skierowanie od lekarza zakładowego i wizyta u okulisty na NFZ, żeby przyznali zwrot. Myślicie, że przejdzie to jakoś? Jest u Was coś takiego?

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 1 month ago

Badanie wzroku

Słuchajcie, noszę okulary i mam dość dużą wadę wzroku, około -4.5 oraz astygmatyzm. Wada już mi się nie pogarsza, ale chcę wymienić okulary na nowe. Dodatkowo, na ostatniej wizycie u okulisty przy okazji badań do lekarza zakładowego, wykryto u mnie astygmatyzm, który prawdopodobnie mam od lat, ale nie mam do niego dobranych szkieł. Dostałam wtedy wynik, ale oddałam go do zakładówki. Planuję wybrać się do optometrysty, żeby dobrał mi szkła do mojej wady. Czy to dobry pomysł? Czy lepiej iść do okulisty, żeby wypisał receptę? Jeśli pójdę do optometrysty, to czy muszę mieć przy sobie receptę albo dokładnie wiedzieć, jaką mam wadę? Czy on już zbada od zera?

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 1 month ago

Recepta online

Hej, czy da się jakoś poprosić o receptę na lek online? Najlepiej tak, żebym nie musiała z nikim gadać przez telefon, bo gardło bardzo niedomaga 😅 I tak, żeby rodzinny się o tym nie dowiedział. Jedyne pastylki na gardło, które mi pomagają to Octeangin, ale cholerstwo niestety jest na receptę, a ja jestem poza moim rodzinnym miastem. Słyszałam, że jest jakaś opcja online przez czat, tylko na czym to polega?

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 1 month ago
▲ 7 r/Polska

Problem z jazdą autem

Czy Wy też po dłuższej przerwie od jazdy autem albo po zmianie auta na dużo nowszy macie problem z prowadzeniem? Prawko mam od 5 lat, na kursie szło mi świetnie, bezpośrednio po zdaniu też, kochałam jeździć. Potem przez te kilka lat siedziałam za kółkiem może z kilkanaście razy, nie potrzebowałam auta i jedynie czasem pożyczałam je od rodziców. Dzisiaj po ponad rocznej przerwie siadłam do ich nowego auta (wcześniej był ford z 2006, teraz nissan z 2022) i kompletnie nie mogłam go wyczuć, miałam problem z ruszeniem, ze zmianą biegów. Nie czułam, czy wrzucam 2 czy 4 bieg, co mnie kompletnie załamało. Tata też miał z tym na początku problem, bo biegi chodzą zupełnie inaczej niż w poprzednim, no ale poradził sobie z tym szybko, a ja przez te kilkanaście minut jazdy jeździłam jak oszołom. Czy Wy też tak macie na początku?

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 2 months ago

Młody wygląd

Czy Wam też zdarza się, że lekarze lub urzędnicy traktują Was lekceważąco tylko dlatego, że jesteście młodzi lub młodo wyglądacie?

​

Mam 26 lat, pracuję, sama się utrzymuję, prowadzę normalne dorosłe życie i moim problemem jest (choć przecież nie powinno) to, że bardzo młodo wyglądam. Alkoholu bez dowodu nie kupię, lekarze pytają, do której klasy chodzę albo czemu nie przyszłam z rodzicem. W pracy pacjenci traktują mnie jak studentkę czy praktykantkę, mimo że mam kilkuletnie doświadczenie w zawodzie.

​

Wkurwiła mnie dzisiejsza wizyta u neurologa. Poszłam do niej z przewlekłymi bólami głowy napięciowymi. Zapytałam, czy może to mieć związek z kręgosłupem szyjnym, w odpowiedzi zaśmiała się i powiedziała, że jestem za młoda. Co z tego, że nieraz w pracy zgina mnie z bólu kręgosłupa i mam za sobą już rwę kulszową. Dostałam skierowanie na rezonans, ale wystawiła je z wielką łaską, bo pewnie pomyślała, że małolata wymyśla. To samo u ginekologa - taka młoda i już przychodzi na wizytę? U chirurga onkologa - taka młoda i ma guzki w piersiach? Taka młoda i już pracuje? Taka młoda i sama przychodzi do urzędu, żeby załatwić "dorosłe" sprawy? No chuj mnie czasem strzela, często trafiam na profesjonalne osoby, które traktują mnie normalnie, jak dorosłą osobę, a czasami trafi się ktoś, kto lekceważy moje problemy, bo młodo wyglądam.

​

Moja mama miała w młodości to samo, a właściwie nadal ma. Mimo, że urodziła mnie w wieku 30 lat, to na porodówce słyszała, że ojoj nastolatka w ciąży. Teraz często słyszymy, że my to chyba jesteśmy siostry, a jak mama mówi, że ma prawie 30-letnią córkę, to myślą, że urodziła mnie jak miała 16 lat. Zaczęłam już nawet mocniej się malować, przefarbowałam łeb i jak widać nadal jest to samo, a postarzać się już nie chcę na siłę, bo i po co. Może to jest jakieś powszechne, że młodych tak się traktuje?

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 2 months ago

Android app

Hello! I am looking for a completely free app for android that can allow me to manually enter the distance I have cycled on a stationary bike and the time it took me to complete it. The app should be able to estimate the number of calories burned and provide statistics and progress tracking over time, so I can monitor my performance and improvements on a weekly and monthly basis. Do you have any recommendations?

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 2 months ago

Kłótnia o ewolucję

Pokłóciłam się dzisiaj bardzo ostro z ojcem i nie umiem już tak samo na to wszystko spojrzeć. Dosyć istotne w tej kwestii jest to, że jestem z zawodu medykiem, swego czasu byłam też ściśle związana z nauką, uczelnią, badaniami naukowymi. Tata jest bardzo wierzący, zagorzale wręcz, ja wierzę na swój własny sposób. Nie chodzę do kościoła, stawiam bycie dobrym człowiekiem ponad bycie dobrym katolikiem. On natomiast mam wrażenie, że czasami sam nie wie, w co wierzy. Jedno jest pewne - to, co powie ksiądz to dla niego jest świętość. Jak ktoś chodzi do kościoła to znak, że jest cudownym człowiekiem. Jak ktoś jest niewierzący, to jest durniem i nie wie, co czyni. Księża to chodzące bóstwa, nie ma szans, że którykolwiek z nich popełnił grzech, media kłamio (if you know what I mean). Jak się go o coś zapytasz związanego z wiarą to nic nie wie, kazań nie słucha, ale ważne, że ksiądz go widzi w pierwszej ławce i ludzie o nim mówią, że jest takim przykładnym katolikiem. Jednocześnie zawsze miałam nadzieję, że jednak popiera naukę, docenia to, o czym tyle lat się uczyłam i po prostu ma trochę tego racjonalnego myślenia. Myliłam się.

​

Poszło o totalną głupotę. Wspomniałam, że kuzynka pojechała do zoo i zażartowałam, że też bym chciała zobaczyć swoich przodków. W odpowiedzi usłyszałam "co ty za głupoty pieprzysz". Już całkiem na serio powiedziałam, że przecież ewolucja jest niezaprzeczalnie prawdziwa i wszyscy, kolokwialnie mówiąc, pochodzimy od małpy. Mama mnie poparła, na co ojciec się totalnie odpalił. Stwierdził, że "stara jest głupia, a młoda jeszcze głupsza", że nie wiemy, co mówimy. Poniosły mnie już nerwy i powiedziałam, że głupie to jest jego wierzenie, na co stwierdził, że mamy nie obrażać jego uczuć religijnych. Jak zaczęłam podawać naukowe argumenty i wręcz pokazywać mu dowody, machał rękoma, że mam to zabrać i nie opowiadać bzdur.

​

Szczerze mówiąc, opadły mi ręce całkowicie. Czasami czuję się jakbym rozmawiała z betonem. Gdybym nie była medykiem z wiedzą biologiczną, to może by mnie to tak nie dotknęło, ale poczułam się jakby bliska osoba napluła mi w twarz. Może za bardzo się wczuwam, ale nie wyobrażam sobie już poważniejszych rozmów z osobą, która podważa fakty naukowe.

​

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 2 months ago
▲ 49 r/Polska

Zmiana trybu życia na niezdrowy

Od kilkunastu miesięcy zmieniłam styl życia na bardziej niezdrowy i nie wiem, co się ze mną dzieje.

Zaczęło się w sumie od tego, że skończyłam studia, przeprowadziłam się i zaczęłam pracę. Aktualnie mam 26 lat, ważę prawie 67 kg przy wzroście 170 cm. Wiem, że to nadal nie jest tragedia, waga teoretycznie jest w normie, ale zawsze byłam szczupła, ważyłam max. 60-62. Nawet podczas okresu intensywnej nauki, kiedy nie miałam na nic czasu i chęci, udawało mi się codziennie sobie gotować samej albo kupować posiłki w barze mlecznym. Nie były to wykwintne i niesamowicie zbilansowane obiady ale zazwyczaj wpadły jakieś ziemniaki, placki warzywne, kotlety, ryby, surowe warzywa. Na śniadanie tosty, na kolację jakiś nabiał i to mi w zupełności wystarczało. Prawie codziennie wpadła jakaś niezdrowa przekąska, ale to były sensowne ilości. Nie jadłam w ogóle fastfoodów, jedynym niezdrowym obiadem były frytki mrożone i paluszki rybne raz na jakiś czas. Do maka pierwszy raz w życiu poszłam pod koniec studiów. Jedyne co wyglądało wtedy gorzej, to moja kondycja. Wtedy jedynie chodziłam na spacery, ale zdecydowaną większość czasu siedziałam na uczelni i w domu na łóżku.

Po studiach się przeprowadziłam do innego dużego miasta, zaczęłam pracę, no i się zaczęło. W okolicy mieszkania mam maka i kfc. Zarabiam wystarczająco dużo, żeby pozwolić sobie na fastfoody i tyle przekąsek, ile chcę. Po dyżurach 12h jestem padnięta i jedyne, na co mam ochotę to odgrzanie sobie mrożonej pizzy albo zapiekanki. Po nocce lubię sobie wynagrodzić wysiłek i robię parówki w cieście francuskim albo idę do maka. Na dyżury oprócz kanapek i obiadu, biorę różne przekąski, żeby dodać sobie energii i nie, nie są to owoce. Do pokoju socjalnego zawsze ktoś przynosi jakieś ciasta i inne słodycze, więc coś tam się skubnie. Teraz lato, więc ciągle sięgam po lody. Staram się jeść normalne obiady, ale najczęściej i tak są to mrożone frytki, kawałki kurczaka w panierce, makarony. Na studiach gotowałam chociażby kasze, ryż, mieszanki warzywne, a teraz nic. Od czasu do czasu daję sobie liść sałaty albo kilka rzodkiewek. Do pracy staram się brać zdrowe obiady, bo wstyd przed współpracownikami, a w domu potem nadrabiam. Gdyby nie to, że mam teraz bardzo dużo ruchu, to pewnie wyglądałabym o wiele gorzej. Na każdym dyżurze robię średnio 15k kroków, po pracy wszędzie chodzę pieszo, w domu jeżdżę na rowerku stacjonarnym. Tak czy siak, moje ciało wygląda na oklapnięte, zrobił mi się cellulit i oponka na brzuchu jeszcze większa niż była. Waga nie spada, a mam wrażenie, że nawet rośnie.

Wiem, że ta dieta jest tragiczna i nie mam pojęcia, jak to zmienić, skąd wziąć motywację. Wokół mam zbyt dużo niesprzyjających warunków i nie umiem sobie z tym poradzić. Na studiach byłam non stop zestresowana, miałam ściśnięty żołądek i jadłam mało. Teraz zero stresu, jedynie zmęczenie, a apetyt ogromny. W pracy jem ze zmęczenia, w domu chyba z nudów albo z przyzwyczajenia. Nie mogę się opanować i ciągle dokupuję słodycze. Oczywiście staram się hamować, to nie są kolosalne ilości dziennie, ale zawsze jakiś baton, żelki czy chrupki wpadną.

Nie wiem, jak się przemóc i zmotywować do gotowania normalnych posiłków. Nie mam na to siły i chęci, przez kilka dni jest dobrze i wymyślam zdrowe potrawy, a potem znowu przychodzi zmęczenie i kupuję gotowca. Męczy mnie codzienne gotowanie i wymyślanie posiłków. Łatwiej jest odgrzać pizzę czy frytki niż stać przy garach, potem to zjeść w kilka minut i kolejne kilkanaście minut myć i sprzątać. Co robić? Może jakieś porady jak zacząć normalnie funkcjonować, żeby trochę schudnąć i nie rozwalić sobie zdrowia?

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 2 months ago

Trauma po Energylandii

Post z serii durnych, ale autentycznie mam traumę po hyperionie i zastanawiam się, czy ktoś z Was też tak ma, czy to ze mną jest coś nie tak XD

Nigdy nie miałam lęku wysokości, uwielbiałam wieże widokowe, wyciągi narciarskie, z dużą prędkością też nie miałam problemu. Oglądałam filmiki z najbardziej ekstremalnych kolejek i zawsze mówiłam ALE SUPER, JA TAM CHCĘ. Do momentu aż pojechałam do energylandii i na pierwszą kolejkę w życiu wybrałam hyperiona. Widoki były piękne, ja podjarana z uśmiechem na gębie i przy pierwszym zjeździe tak mnie zgięło, że na sekundę zemdlałam, z przeciążenia nie mogłam się wyprostować i dosłownie czułam się jakbym umierała. Potem poszłam na zadrę, bo już szkoda mi było odpuszczać, przejechałam skulona z zamkniętymi oczami. Na mniejszych kolejkach było lepiej, ale każdy zjazd powodował u mnie to dziwne uczucie w brzuchu, wprost nienawidzę tych przeciążeń.

Od tamtej pory przy oglądaniu tiktoków z hyperiona i zadry pocą mi się dłonie i przypominam sobie to uczucie spadania. Myślałam, że po roku mi przeszło, ale dzisiaj byłam na kolei linowej na Szrenicę i dosłownie zachowywałam się jak nienormalna. Jak tylko usiadłam na krzesełku, to zaczęły mi się trząść nogi i ręce, nie mogłam oddychać i po paru minutach jak już wiedziałam, że nic mi nie grozi, to mimowolnie leciały mi łzy. O dziwo sama wysokość mnie nie ruszała, ale to uczucie bycia nad ziemią, bujania na boki, nagłego podjazdu doprowadziło mnie do jakiegoś ataku paniki. Od razu po wejściu przypomniał mi się ten wjazd na kolejkę w energylandii, tylko tutaj byliśmy raptem kilka metrów nad ziemią i jechaliśmy prawie w miejscu XD Jestem niepoważna, co to jest za dziwne zjawisko, że ja, kochająca wysokość i prędkość, nagle stałam się bardziej bojaźliwa od moich rodziców, którzy mając lęk wysokości dzisiaj chillowali bombę?

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 2 months ago
▲ 2 r/praca

Dziwna relacja w pracy

Cześć. Wplątałam się w bardzo dziwną relację w pracy i potrzebuję, żeby ktoś spojrzał na to z boku, na chłodno.

Mam 26 lat, a moja kumpela z pracy 48. Polubiłyśmy się dosłownie od pierwszego wejrzenia, jak tylko przyszłam tu do pracy (to moja pierwsza praca w zawodzie) to od pierwszych minut rozmawiałyśmy, jakbyśmy się znały od lat. Od początku była to jedna z nielicznych, jeśli nie jedyna osoba, która zawsze mi pomogła, wytłumaczyła coś nowego, podzieliła się swoimi notatkami i dawała mi cenne, "tajne" wskazówki, o których nie słyszałam od nikogo innego. Dzięki temu nieraz ułatwiłam sobie pracę i pomaga mi to do dziś. Jako jedyna dzwoniła do mnie przed i po pierwszych dniach, kiedy obejmowałam nowe stanowiska, interesowała się, dawała wsparcie. Zawsze mnie rozśmieszała i potrafiła rozładować napięcie, dzięki temu, że sypie żartami z rękawa i ma luźne, pozytywne podejście do wszystkiego. Nigdy mnie nie stresowała, nie nakręcała, nie dobijała, a raczej w drugą stronę.

Minęły dwa lata naszej znajomości, ta relacja trwa do dziś i nawet bym powiedziała, że jest coraz lepsza. Wiem, że to może być kontrowersyjne, ale aktualnie jesteśmy na takim etapie, że nasze rodziny się znają, odwiedzamy się, wychodzimy razem po pracy, wiemy o sobie bardzo dużo. Ja jestem z natury osobą skrytą, więc praktycznie nikomu nie opowiadam bardzo prywatnych rzeczy, jej również wszystkiego nie mówię. Mimo naszych relacji, zachowuję zdrowy rozsądek, bo to jednak jest osoba starsza ode mnie i jest to relacja, która nawiązała się w pracy. Nie zmienia to faktu, że jest ona dla mnie bardzo ważna i traktujemy siebie niemal jak rodzinę. Ona ma dzieci nieco młodsze ode mnie, więc i z tymi dzieciakami się zaprzyjaźniłam.

Problem jest taki, że jestem chyba jedyną osobą u nas w pracy, która ją tak bardzo lubi i zauważyła w niej wartościową osobę. Pracujemy w ponad 20-osobowym zespole, gdzie zna się każdy z każdym, bo na każdej zmianie jest inny skład. Jako że jestem dosyć dobrym obserwatorem, a przy okazji introwertykiem, to mało mówię o sobie, mało się odzywam, a bardzo dużo słucham i obserwuję. Już po paru miesiącach pracy zauważyłam, że jest u nas wiele podłych, zakłamanych, bezczelnych osób, które tylko czekają, aż powinie ci się noga. Są takie, które źle traktują personel niższego szczebla i nim pomiatają, a przy wykształconych, wysoko postawionych naukowcach udają cudowne, dobroduszne osoby. Są takie, które prosto w oczy nic nie powiedzą, a za plecami obgadują i wyzywają od najgorszych. Są osoby, które od początku pracy mnie podkopywały, dobijały, wątpiły we mnie. Kiedy byłam zestresowana i przemęczona nauką nowych obowiązków, potrafiły mi powiedzieć "musisz sobie radzić, bo tu każdy ma swoje sprawy i nikt nie ma czasu nad tobą siedzieć", "praca z praktykantami nigdy nie należała do przyjemnych". Są osoby, które potrafią dzwonić do mnie lub do innych pracowników i wytykać błędy, szukać winnych i wręcz doprowadzać do łez. Są tacy, na których widok mam ochotę wyjść i nie wrócić, których unikam jak ognia, byle tylko nie siedzieć z nimi przy jednym stole i nie wysłuchiwać wścibskich pytań wystrzelanych jak z kałasznikowa w moim kierunku. Są tacy, którzy mnie ciągle oceniają, obgadują, bo jestem nieśmiała, małomówna, prywatna i nie mam takich poglądów jak one. Dodam, że jestem tu najmłodsza i zdecydowana większość jest w wieku 50-60+, więc czasem przepaść światopoglądowa jest ogromna.

Są oczywiście też tacy, którzy mnie wspierali, pomagali, z którymi mogę normalnie, na luzie porozmawiać. No i niepokoi mnie to, że dosłownie wszyscy nie lubią tej mojej kumpeli albo przynajmniej nie wchodzą w żadne bliskie relacje z nią. Mam wrażenie, że nie podoba im się to, że ona jako jedyna jest tutaj gadułą, bardzo pozytywnie nastawioną do życia, która nie nakręca się pracą, nie traktuje tego jak walkę na śmierć i życie. Potrafi sobie wydzielić czas na pracę, ale i czas na odpoczynek, posiłek, toaletę, tak żeby nie zajechać się, ale też nie zaniedbać obowiązków. U nas jest ciągły wyścig, kto pierwszy, kto szybszy, kto lepszy, kto się pomylił, a kto nie. Ona natomiast pracuje spokojnie i moim zdaniem mądrze, co wielu osobom się nie podoba.

Dodatkowo, moja kumpela ma bardzo dużo znajomości ze względu na swoją ogromną kontaktowość i łatwość nawiązywania relacji. Wystarczy, że przyjdzie do nas klient, a ona już wchodzi z nim w gadkę, czasem jest w stanie coś dzięki temu załatwić, ukręcić przysłowiowy biznes. Może czasami za bardzo spoufala się z ludźmi i faktycznie przesadza, ale dzięki swojej otwartości poznała już masę dobrych osób, załatwiła bardzo dużo spraw, a w drugą stronę - wielu osobom pomogła. Ja też nieraz skorzystałam z jej znajomości i kilka razy już uratowała mi dupę. Do tego ma duże zdolności kombinatorskie, analityczne i jak tylko potrzebny jest jej dzień wolny, to tak kombinuje z grafikiem (jest on u nas bardzo elastyczny), że ostatecznie udaje jej się wszystko załatwić. Do ewentualnych zamian w grafiku najczęściej bierze pod uwagę mnie, bo my jesteśmy w stanie ze wszystkim się dogadać i wszelkie zamiany są zawsze na naszą wspólną korzyść.

No i zaczynają się schody. Jest kilka osób, które myślą, że ona mnie wykorzystuje dla swoich korzyści, że zamydliła mi oczy, jestem zaślepiona i nie potrafię jej odmówić. Śmieją się z niej, że z każdym się spoufala, żeby tylko mieć z tego jakieś korzyści i wykorzystywać ludzi. Mówią, że za dużo kombinuje, bo właśnie ma te swoje sposoby na ułatwienie sobie pracy. Najlepsze jest to, że nikt nie widzi siebie. Każdy stosuje te same sposoby, każdy czasem coś przykombinuje czy zamieni się w grafiku, ale po prostu nie mówią tego głośno.

Moja kumpela popełnia jeden, główny błąd - za dużo gada. Dzieli się ze wszystkimi tym, co dzieje się u niej w domu, na co choruje, gdzie wyjeżdża, z kim się spotyka itd. Myślę, że to jest kwestia tego, że ma srogie ADHD i dosłownie słowotok, jej wypowiedzi to jeden wielki monolog, przy okazji kabaret i stand up z milionem wątków na raz. Między wierszami zawsze chlapnie jakąś prywatną rzecz, której nie powinno ogłaszać się wszem i wobec. Są osoby, które tylko czekają aż ona podzieli się z nimi jakimś smaczkiem i potem jej to wypominają, obgadują ją. Tylko, że ona jakby nie była w stanie nad tym zapanować. Czasem też powie coś o mnie, więc dlatego też nie mówię jej wszystkiego, robię to z dużym wyczuciem, ale jeśli chodzi o jakieś prywatne sprawy to wiem, że umie dochować tajemnicy. Po prostu czasem nie ma zahamowań w swoim gadulstwie i mam wrażenie, jakby nie potrafiła się opanować.

Kumpela też bardzo często obgaduje inne osoby, z tym że mówi mi takie rzeczy, dzięki którym wiem, na kogo muszę uważać. Wszystko co ona mówi na czyjś temat, po jakimś czasie się sprawdza i mogę jedynie jej dziękować, że mnie ostrzegła i dzięki temu nie zaufałam danej osobie. Obie jesteśmy bardzo dobrymi analitykami, zauważamy dużo rzeczy, zmiany w czyimś zachowaniu, wyłapujemy drobne sygnały. Wystarczy, że ona opowie mi jakąś sytuację z przeszłości i wyjawi jakieś szczegóły na czyjś temat i po jakimś czasie sama się przekonuję na własnej skórze, że faktycznie z daną osobą jest coś nie tak. Dzięki niej rozgryzłam kilka największych, najbardziej dwulicowych "diabłów" w naszym zespole i zaoszczędziłam sobie dużo nieprzyjemności. Kumpela czasami nie przebiera w słowach i dosłownie wyzywa te osoby, mówi jak dużo nieprzyjemności przez nich miała i jak bardzo ich nie cierpi.

Problem jest taki, że dużo osób uważa ją wręcz za niebezpieczną i niegodną zaufania właśnie przez to, że dużo gada i często obgaduje innych. Oczywiście nie rozmawia na prywatne tematy z osobami, których nie lubi i które sprawiły jej przykrość. Te osoby mają o niej najgorsze zdanie, bo wiedzą, że ona się nie daje, że trochę nastawia innych przeciwko im i ostrzega przed nimi. Dochodzi do absurdalnych sytuacji, kiedy ona ostrzega mnie przed tymi osobami, a one ostrzegają mnie przed nią. Tylko, że to właśnie na nich wiele razy się przejechałam, nie usłyszałam ani słowa wsparcia, a jedynie pretensje, plotki na mój temat, krzyki i zarzuty z dupy.

Mimo, że naprawdę mamy świetną relację, to dopadają mnie czasem takie myśli. A co jeśli wszyscy mają rację, a ja jestem jakaś naiwna? Wiem ze sprawdzonych źródeł, że mnie nie obgaduje. Taką jaką mamy relację i za jaką osobę mnie uważa, to tak potem o mnie mówi. Natomiast są sytuacje, kiedy ona ewidentnie kogoś nie cierpi, a potem i tak normalnie z nimi rozmawia. Widać, że zachowuje dystans i jest w ich stosunku nieco pasywno-agresywna, często daje im do zrozumienia, że nie mają racji i jest sprawiedliwa, ale jednak nadal normalnie potrafi z nimi gadać, nie wiem, czy to nie jest przypadkiem trochę fałszywe. Natomiast nie wiem, skąd mogą brać się takie stwierdzenia, że jest niebezpieczna i mam na nią uważać. Komu ja mam ufać, jak mam się zachować?

Nie chcę stracić tej relacji, która jest naprawdę świetna, ale też nie chcę żyć w jakiejś iluzji. Często mówi mi, że jestem jej najbliższą osobą tutaj, że tylko ze mną rozmawia o takich prywatnych sprawach i opowiada mi dosłownie wszystko jak na spowiedzi. Słodzi mi, komplementuje, traktuje niemal jak córkę i mnie przekonuje, że jestem dla niej ważna, no i ja to widzę nie tylko w słowach, a i w jej czynach, bo jest w stanie oddać mi swoją ostatnią kromkę chleba nie oczekując nic w zamian. Jak jestem w jej towarzystwie to zawsze czuję się komfortowo, policzki bolą mnie od śmiechu, wiem, że nikt mnie nie oceni, nie opieprzy. Kiedy potrzebuję to oczywiście powie mi szczerze i dosadnie, co myśli na mój temat, co powinnam zmienić, ale zawsze robi to z wyczuciem. Z drugiej strony, czy to nie jest przesada, żeby z kimś z pracy wchodzić w taką relację? Nie wiem, mam wrażenie, że wszyscy inni są jacyś zepsuci albo mnie manipulują, bo boją się, że ich rozgryzę.

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 3 months ago

Blood cells

What do you think those are? Newborn, 2 days old. One on the top is of course neutrophile but I have a problem with two others

u/Exact_Carrot223 — 3 months ago

Niechęć przed wyjazdami

Jak w tytule - przed wyjazdami dopada mnie niechęć, poczucie beznadziei i odrobina lęku. Nigdy dużo nie podróżowałam, raczej od zawsze byłam domatorem. Najlepiej czuję się w swoim domu i w jego pobliżu, a wszelkie wyjazdy na dłużej niż 1 dzień mnie przytłaczają.

Pomimo to, bardzo lubię planować podróże, poznawać nowe miejsca, fotografować zabytki, chodzić po górach. Nie chcę zamykać się w swojej strefie komfortu, aczkolwiek nie wiem, z czego może wynikać ten mój dyskomfort.

Za tydzień wyjeżdżam z rodziną w góry. Byliśmy tam już dwa razy, niby nic nowego, chcę się totalnie zresetować. Mam ułożony plan działania, spisane rzeczy, które chcemy odwiedzić i zobaczyć. Ale im bliżej wyjazdu, tym bardziej mi się nie chce. Na samą myśl o kilkugodzinnej podróży i o spaniu poza domem wszystkiego mi się odechciewa. Nawet bym powiedziała, że boję się być w obcym mieście czy państwie, ten dyskomfort przewyższa ciekawość i ekscytację. Czuję się po prostu niekomfortowo, jestem chociażby zmęczona pakowaniem. Męczy mnie ta atmosfera wokół wyjazdu, a przecież to będzie coś przyjemnego, co pozwoli mi odpocząć i zobaczyć coś nowego.

Skąd to może wynikać i czy ktoś z Was ma podobnie? Jak to zmienić?

reddit.com
u/Exact_Carrot223 — 3 months ago