Poglądy polityczne a przyjaźń?
Witam internetowe robaczki!
Mam pytanie związane pośrednio z polityką, ale tak naprawdę sądzę, że bardziej chodzi o to, jak czyjeś przekonania przekładają się na relację.
Wczoraj spotkałam się z dwiema bliskimi przyjaciółkami i przypadkiem weszłyśmy na temat zazwyczaj nie poruszany przez nas - politykę i okazało się, że jedna z nich nazwijmy ją Julka (30 lat) jest razem ze swoim narzeczonym konfederatką. Zanim ktokolwiek coś wywnioskuje to nie, nie jestem lewicowa, nie o to chodzi. Zadawałam pytania dlaczego myśli tak a nie inaczej np. o prywatyzacji służby zdrowia, ale nie była w stanie uzasadnić mi, dlaczego myśli tak a nie inaczej. Mam wrażenie, że dotknęło mnie to personalnie i emocjonalnie, bo gdyby nasza służba zdrowia wyglądałaby tak jak w US to albo moi rodzice byliby masywnie zadłużeni albo by mnie już nie było na tym świecie, bo przeszłam 3 operacje, regularnie bywam w szpitalu z powodu wrodzonej wady układu moczowego. Też nie za bardzo odpowiada mi to, że konfederacja nie za bardzo wspiera zwierzaki a ja ratuje psiaki które tej partii są obojętne. Sama zawsze podchodzę do tematu głosowania na "mniejsze zło" i oddawałam głos na PO.
Do meritum: Mam po wczorajszym spotkaniu okropny niesmak. Trudno mi patrzeć na nią tak jak do tej pory. Nie umiała mi wytłumaczyć, uargumentować dlaczego sądzi tak a nie inaczej co pogorszyło tylko jej obraz w mojej głowie. Chciałam Was podpytać jak wy radzicie sobie z tak skrajnymi różnicami w Waszym światopoglądzie ze znajomymi.
Czy unikacie takich ludzi w ogóle i wycofujecie się z relacji, czy może po prostu unikacie tematów politycznych z takimi ludźmi? Czy przeszkadza Wam to i gdzieś tam siedzi w głowie to jak ta druga osoba patrzy na świat jeżeli jest to PACZENIE tak strasznie różne od Waszego?
EDIT: Podkreślę raz jeszcze, mój post nie ma na celu dyskusji na temat polityki. Pytam o coś zupełnie innego, co podkreślam wyżej.