„Mężczyzna spod mojego okna”
Był ponury, jesienny wieczór. Deszcz cicho uderzał o szyby, a wiatr poruszał nagimi gałęziami drzew.
Jak każdego dnia, siedziałam przy oknie i patrzyłam na ulicę.
Wtedy znowu go zobaczyłam.
Mężczyzna w czarnej skórzanej kurtce i kapeluszu. Z wykałaczką w zębach szedł spokojnie chodnikiem, jakby nigdzie się nie spieszył.
Widziałam go codziennie. Rano, wieczorem, w deszczu, podczas śniegu, a nawet w upalne dni. Zawsze przechodził obok mojego okna mniej więcej o tej samej porze.
Nigdy z nim nie rozmawiałam.
Nie znałam nawet jego imienia.
A jednak zaczęłam się zastanawiać, dokąd codziennie chodzi.
Pewnego wieczoru postanowiłam poczekać na niego dłużej. Siedziałam przy oknie, aż zegar pokazał dokładnie tę samą godzinę co zawsze.
I wtedy się pojawił.
Tym razem jednak nie przeszedł dalej.
Zatrzymał się pod moim oknem.
Podniósł głowę i spojrzał prosto na mnie.
Zamarłam.
Wyjął wykałaczkę z ust, uśmiechnął się lekko i powiedział:
— Długo już na mnie patrzysz.
A potem odszedł, zostawiając mnie z jeszcze większą ilością pytań niż wcześniej.