r/pisarze

Drugie życie książki

Taki pomysł. Dać drugie życie książki. Pozwolić na rozmowę ze stroną, rozdziałem, książką na rozmowę z personą autora i jego twórczością.

Tak powstała koncepcja 👉 Librenis.com

Dodatkowo możliwość tworzenia swoich dzieł w tym miejscu i zdobywania feedback od czytelników do tworzenia nowych dzieł.

Co na ten temat sądzicie?

u/Money_Long6362 — 22 hours ago

Książka dla dzieci 2-4 lata

Witam napisałam krótką książkę obrazkową dla dzieci 2–4 lata i szukam 3–5 osób, najlepiej rodziców dzieci w tym wieku, potrzebuje oceny pod kątem zainteresowania dzieci, czy bohater może być zapamiętany, czy nie jest to nudne i czy oczywiście się podoba :) najlepiej konstruktywna krytyka

reddit.com
u/Traditional-Jump-289 — 2 days ago

.

Boję się śmierci tak jak boję się ludzi ale nie powstrzymuje mnie to by się rano obudzić
za każdym razem kiedy patrzę w niebo
Uczę się na nowo doceniać życie kolego
Ten strach jest taki przeszywający
Myślę o nim kiedy znowu błądzę
Jedyne co mnie trzyma w tym świecie to ludzie
Od których uciekam w odludzie

reddit.com
u/Key-Primary4356 — 2 days ago
▲ 23 r/pisarze

Odchudziłem powieść o tyle, jestem dumny

Nigdy bym nie pomyślał, że tak ciężko będzie usuwać.

u/miZuBlue — 3 days ago

Nauka pisania

Cholera, nie wiem czy kiedykolwiek zdołam nauczyć się pisać. Umiem robić filmy, pisać scenariusze, znam tysiące historii, tropów pisarskich, schematów i sposobów prezentowania historii, ale nie umiem ładnie pisać. Gdy miałem około 11 lat podjąłem próbę napisania książki, która poległa po zapełnieniu nieproporcjonalnie wielkimi literami dwóch stron zeszytu A5. Jako 13 latek zdołałem ukończyć książkę zapełniającą 3 grube zeszyty, ale w trakcie przepisywania do komputera zdałem sobie sprawę, że w trakcie pisania trochę dojrzałem i artystycznie i mentalnie, a historia którą spisywałem została w tyle od strony formy i treści. Jako 15 latek pisałem liczne recenzje i newsy, ale porzuciłem literaturę na rzecz sztuki wizualnej. Minęło kilka lat i zapragnąłem powrócić do pisania, ale przy próbie utworzenia pierwszego zdania zdałem sobie sprawę, że moje dotychczasowe obcowanie z literaturą było niewystarczające, więc zacząłem więcej czytać. Po dwóch kolejnych latach znowu usiadłem do pisania - tym razem skupiłem się na krótszej formie i w ciągu kilkunastu dni zrealizowałem kilka krótkich opowiadań. Po tym jak jedno z nich zostało określone (z perspektywy czasu słusznie) grafomanią rzuciłem całkowicie pisanie i zacząłem nałogowo pochłaniać książki, zwłaszcza te uważane za klasyki. Mija kolejne kilka lat, znowu czasem przysiądę do Worda i za każdym razem odnoszę wrażenie, że jedynie cofnąłem się w rozwoju. Słowa wychodzą spod moich palców z prędkością oddalania się Księżyca od Ziemii.

Reasumując - obawiam się, że samo "czytaj więcej" na niewiele się tu zdało. Nadal nie umiem pisać, ale historie które mam w głowie nie dają mi spać po nocach, próbując przewiercić mi się przez czaszkę. Co mogę jeszcze zrobić? Rzucić wszystko i nie oglądając się na nic pisać nieumiejętnie, co najwyżej do szuflady? Czy może wybrać się na kurs pisania albo przesmyknąć się do sali wykładowej jakieś humanistycznej uczelni na wykład z literatury? Czy może jedyną opcją pozostaje czytanie?

reddit.com
u/AcceptableWatch7714 — 3 days ago
▲ 0 r/pisarze+1 crossposts

Napisałem thriller psychologiczny o pamięci, winie i prawdzie, której lepiej było nie odkrywać — „Zanim przestaniesz patrzeć”

Cześć,

chciałem podzielić się książką, którą niedawno wydałem — „Zanim przestaniesz patrzeć”.

To thriller psychologiczny o zawodnej pamięci, poczuciu winy i sytuacji, w której człowiek przestaje być pewien, czy może ufać własnym wspomnieniom.

Kiedy zwyczajne życie bohatera zaczyna się rozpadać, przeszłość coraz mocniej daje o sobie znać. Pojawiają się sprzeczne tropy, niewygodne pytania i wydarzenia, których nie da się łatwo wyjaśnić.

Im bliżej jest prawdy, tym mniej pewne staje się to, co naprawdę wydarzyło się wcześniej.

Jeżeli lubicie mroczne thrillery psychologiczne, tajemnice, śledztwa, niepewnych narratorów i historie, w których nic nie jest takie, jak się wydaje, może Was zainteresować.

📖 Zanim przestaniesz patrzeć — Robert Hunter

Amazon Polska:
https://www.amazon.pl/dp/B0FP2B1QV1

https://www.amazon.co.uk/dp/B0FP2B1QV1

Dostępna jest wersja w miękkiej i twardej oprawie.

Jeśli ktoś przeczyta, z przyjemnością poznam Waszą opinię.

u/case_strategy_uk — 3 days ago

Przecztam coś ...

Szukam czegoś amatorskiego do czytania. Najlepiej skończonego, ale może być też opowiadanie. Tematyka: obyczajówka, byle niezwiązana z przemocą, romans/erotyk albo kryminał.

reddit.com
u/Own_Wishbone_3912 — 5 days ago

„Mężczyzna spod mojego okna”

Był ponury, jesienny wieczór. Deszcz cicho uderzał o szyby, a wiatr poruszał nagimi gałęziami drzew.
Jak każdego dnia, siedziałam przy oknie i patrzyłam na ulicę.
Wtedy znowu go zobaczyłam.

Mężczyzna w czarnej skórzanej kurtce i kapeluszu. Z wykałaczką w zębach szedł spokojnie chodnikiem, jakby nigdzie się nie spieszył.
Widziałam go codziennie. Rano, wieczorem, w deszczu, podczas śniegu, a nawet w upalne dni. Zawsze przechodził obok mojego okna mniej więcej o tej samej porze.
Nigdy z nim nie rozmawiałam.
Nie znałam nawet jego imienia.

A jednak zaczęłam się zastanawiać, dokąd codziennie chodzi.
Pewnego wieczoru postanowiłam poczekać na niego dłużej. Siedziałam przy oknie, aż zegar pokazał dokładnie tę samą godzinę co zawsze.
I wtedy się pojawił.
Tym razem jednak nie przeszedł dalej.
Zatrzymał się pod moim oknem.
Podniósł głowę i spojrzał prosto na mnie.
Zamarłam.
Wyjął wykałaczkę z ust, uśmiechnął się lekko i powiedział:
— Długo już na mnie patrzysz.
A potem odszedł, zostawiając mnie z jeszcze większą ilością pytań niż wcześniej.

reddit.com
u/HereFor_The_Drama_ — 6 days ago

Kwiaty, kwiaty, kwiaty

Na parapecie stał kwiatek w doniczce. To dlatego Moryś wzruszył się pierwszy raz od dnia pogrzebu.

W tym mieszkaniu nie był od miesiąca. Puste było i ciche, w kątach czaił się kurz i pająki, w powietrzu unosił się już tylko zapach książek. I dopiero, gdy Moryś zobaczył ten kwiatek na parapecie, uschnięty już wprawdzie, ale nadal pyszniący się w ręcznie malowanej doniczce, strach złapał go za gardło. Nie pozwolił sobie jednak; zmarszczył brwi i zacisnął pięści, paznokcie wbite w dłonie. Łzy przestały piec w oczy.

Elizie zawsze przynosił kwiaty. Nie, żeby bardzo chciał. Po prostu inaczej się nie dało. Eliza była taką dziewczyną, że trzeba było ubierać ją w kwiaty, bez kwiatów bladła i zamierała w bezruchu.

Zimą ukradkiem odłamywał odnóżki z doniczek u babci w domu, chował czule pod kurtką i przemycał w cieple swej własnej chudej piersi; jechał autobusem, sprawdzając czujnie zgrabiałą dłonią, czy aby wciąż jest cały. Albo pod czapką - mróz czy plucha, a on świecił gołą głową i czerwonymi uszami prawie dwa metry nad ziemią.

Ale wiosną - wiosną! - dopiero zaczęła się zabawa. Najpierw ukradł krokusy z ronda Waszyngtona. Ziemia między palcami, żółte środki kwiatów oślepiły go, jakby żaden inny kolor nie istniał przez całą zimę. "Idiota!" ktoś wrzasnął na niego z tramwaju, bo Moryś nie znał przepisów drogowego ruchu. Ale machnął tylko ręką - kiedy indziej to by może w mordę dał, ale nie z krokusem w garści przecież. Stokrotkami ją obsypał w Skaryszaku. Stokrotki za uszami, we włosach stokrotki, w kieszeni dżinsów także. Mleczy nazbierał pod blokiem na trawniku, widział ją w żółtym wianku na głowie, mój Boże, jak pięknie, ale przecież połamałby sobie te kościste palce, gdyby próbował zapleść wianek z kwiatów. Wręczył jej więc całe naręcze bez słowa, gdy tylko otworzyła mu drzwi. Wtedy Eliza pocałowała go po raz pierwszy, pachniała fiołkami, Moryś zwariował. Jej plecy pod jedwabnym szlafrokiem w peonie były dokładnie takie, jak Moryś sobie to wyobrażał, jak płatek dzikiej róży. Bał się jej niemal dotknąć swoimi niezgrabnymi rękami, kanciastymi ustami mógł jej poharatać policzki, mógł ją zgnieść i zmiąć jednym niezręcznym ruchem, swoim topornym, zgarbionym ciałem, gotowym wiecznie do walki. Ale tak się nie stało. Więc w maju łamał tylko gałązki bzu - biały, różowy, fiolet z mlekiem, kiście duszącego zapachu w szklankach, w słoikach, w wazonach, cała sypialnia Elizy usiana bzem. Eliza płacze, bo jest szczęśliwa, zawsze tak robi - jej zielone oczy są mokre, promienieją światłem, zapewniają Morysia, że wszystko jest dobrze. Tulipanów nie kradł - tulipany babcia pozwoliła zebrać w ogródku. Różowe, dziwne, o rozchylonych papuzich płatkach, mdlejące z gorąca. I znowu doniczki - zielono, dużo zielonego potrzeba było Elizie, więc doniczki na parapetach, na półkach z książkami, na lodówce w kuchni i na podłodze - te duże. Skórzaste, chłodne liście, sprężyste łodygi, wiotkie pnącza spływające gładko po meblach. Kaktusy nawet - małe, bulwiaste, brzydkie, śmieszne. Eliza tylko kaktusom nadawała imiona. To dlatego, że były takie bezceremonialnie surowe. Rogate jak Moryś.

Z jesienią przyszły tylko wrzosy i ich smutne, suche kwiatki. Eliza umarła i Moryś był bardzo zdziwiony, jak wiele brzydkich, nieprawdziwych kwiatów ludzie przynieśli na jej pogrzeb. Ohydne koszmary, spowite czarnymi wstęgami. Moryś nie mógł na nie patrzeć. Sam nie przyniósł kwiatów. Wydało mu się to okropnie niestosowne. Patrzył tylko zazdrośnie na zapomniany nagrobek tuż obok, zarosły gęsto bluszczem. Marzył o bluszczu, wyobrażał sobie, jak kiełkuje pod jego stopami, oplata jego kostki i patyki nóg, sięga łakomie do jego brzucha i pnie się do ramion, wychodzi gardłem i łaskocze w uszy; na końcu przykrywa litościwie jego twarz i oczy. Łączy go jak głóg z jego Izoldą. Ale pod powiekami zamiast łagodnych liści był tylko piasek, a Moryś nie zapłakał tego dnia ani razu. Noce natomiast rozpływały się w nieskończoność, słoną i krwawą. Moryś znów się bił.

I teraz przyszedł do niej do domu, bo tak należało - porządnie pożegnać się po raz ostatni. Wszystko zabrali, oprócz tego ostatniego kwiatka z parapetu. Moryś popatrzył za okno i zapalił papierosa - no, bo skoro to już ostatni raz... Tramwaje przyjeżdżały i odjeżdżały z tłumionym dzwonieniem, na ulicy było żółto, jak to w październiku, nawet słońce świeciło. I ponieważ nikt go nie widział, Moryś jednak zapłakał, po raz pierwszy w życiu za dnia. Nad sobą, nad tym, że nie będzie już wiosny i nad tym, że Eliza nie poszła do Nieba.

czerwiec 2018

reddit.com
u/ArturZmyslony — 6 days ago

Mój pierwszy wiersz proszę mnie nie oszczędzać o ocenie.

Zawsze to samo
Kolejny raz mam puścić swoją ulubioną piosenkę,
 biorę telefon podłączony do głośnika
,niepewnie wpisuje tytuł i wykonawcę,
 wszystko po to żeby wycofać
 się i puścić to co lubią inni.

 Moja muzyka nie bawi.
 Zmusza by stanąć w tym tłoku brudnych dźwięków
 i zastanowić się gdzie w tym wszystkim jest sens.

 Ale gdy hordy podłych fanatyków Skolima
 czy kolejnego społecznego hitu
 pytają mnie o ulubiony kawałek-
 kłamie.
 Podaje jakiś popularny szit.
 nawet gdy siądę z kimś kto egzotyki zaznał
 i opowiem o swej potocznej Nirvanie,
 słyszę często:
 „
zmień to, bo to nie to
”.
reddit.com
u/Kindly_Matter4032 — 9 days ago
▲ 9 r/pisarze+1 crossposts

Baśnie dziadka Benka

Świtezianka, córka Brzasku i Porannej Mgły...

Jeśli wstaniesz rano, by zobaczyć Świteziankę, w nagrodę dostaniesz długi, słoneczny dzień.

I kto powiedział, że nie ma cudów na świecie?

– Przecież jesteś.

Tamtego ranka znowu ją widziałem.

Tylko na chwilę przystanęła.

Rozjaśniała, jakby chciała zostać gwiazdą...

W pląsy pomiędzy łąki ruszyła i moje sarny wystraszyła.

Świtezianka, pewna siebie jak zawsze, śmignęła pomiędzy dwiema, które przyszły pod sam płot. Była szybka jak błysk światła. Niestety... znowu nie zdążyłem zrobić zdjęcia.

Tym razem jednak trochę się przeliczyła.

Jedna z saren dyskretnie podstawiła jej nogę.

Świtezianka zrobiła dwa koziołki i z rozmachem wyrżnęła gołą dupą w rosę.

Sarny uciekły w las.

A ona... zamiast się obrazić, usiadła na mokrej trawie i śmiała się tak głośno, że aż poranna mgła zatrzęsła się ze śmiechu.

Poranna Mgła stanęła w rozkroku, żeby przypadkiem nie nadepnąć córki.

Uniosła rąbek sukni... i świat rozjaśniał.

Świt aż przystanął. Patrzył z otwartymi ustami.

Nie dowierzał temu, co zobaczył.

Brzask mruknął tylko złowrogo:

– Te... sarna! Chcesz w ryj?

– A ty, Świcie... czego się tak gapisz i zęby szczerzysz?

Po chwili odwrócił się do córki.

– Córciu... załóż majtki, proszę.

– Nie, tato.

– One mnie gilają... znaczy łaskoczą.

Poranna Mgła zachichotała i zasłoniła córkę swoim welonem.

– Daj spokój, Brzasku. Jeszcze się lato nie skończyło.

Ledwo to powiedziała, też się zarumieniła, bo sama majtek nie nosiła.

Świtezianka objęła mamę Mgiełkę za szyję.

– Widzisz, mamo? Mówiłam, że to po tobie.

Brzask westchnął ciężko.

– No pięknie... Jaką ja mam rodzinę?

A Księżyc, rzecz jasna, nic nie powiedział. Schował się za pannę Chmurkę, bo doskonale pamiętał, że sam kiedyś namówił Świteziankę, żeby pobiegała boso po rosie.

Sarny spojrzały po sobie.

– Wiesz...

– Co?

– Chodźmy stąd.

– Dlaczego?

– Bo jeszcze nas w coś wkręcą.

Księżyc tylko szelmowsko się uśmiechał.

Bo już wiedział, która to sarenka.

Ta, która co noc przeglądała się w nim jak w lustrze.

– Lustereczko... pokaż przecie...

– Która sarenka jest najpiękniejsza na świecie?

Księżyc uśmiechnął się pod nosem.

– Wszystkie jesteście piękne.

Sarenka tupnęła kopytkiem.

– Nie wykręcaj się. Pytam o mnie!

Księżyc westchnął.

– Ech... dlatego wolę rozmawiać z wilkami. One nigdy nie pytają o urodę.

A potem zza krzaków rozległ się śmiech Świtezianki.

– Nie słuchaj go! On każdej mówi to samo!

Biedny Księżyc zrobił się jeszcze bledszy niż zwykle.

Słońce przyglądało się temu z ciepłym uśmiechem.

– Oj... dzieci, dzieci...

I odwróciło się, żeby nie parsknąć śmiechem.

Tylko Świt zrobił się niespokojny.

– Gdzie wy wszyscy idziecie?

– Dajcie się jeszcze napatrzeć!

Brzask tylko złapał się za głowę.

– Synu...

Słońce odchrząknęło znacząco.

Księżyc schował twarz w Chmurkę.

A Świtezianka mrugnęła do Świtu i... pobiegła jeszcze szybciej.

Nazajutrz Świt postanowił niczego nie przegapić.

Jeszcze przed świtem zasadził się w krzakach.

Zajął najlepsze miejsce.

– Będę wszystko widział.

– I wszystko wam zapiszę.

I wtedy zza pleców odezwał się Księżyc.

– Synku...

– Tak?

– Wiesz, że jest taki dziadek Benek i robi dokładnie to samo?

Świt zaniemówił.

– Naprawdę?

– Codziennie o piątej czterdzieści pięć. Z kubkiem kawy. Czasem z aparatem.

– To on też prowadzi kronikę?

– Od dawna.

A Świtezianka tylko wystawiła głowę zza paproci.

– Chłopcy... nie starajcie się. I tak obaj zawsze przychodzicie za późno.

Świt wywiesił nawet ogłoszenie:

*Mam jeszcze wolne miejsca w krzakach. Bilety do nabycia u Konika.*

Konik Polny okazał się jednak przedsiębiorczy.

Sprzedał wszystkie.

A do ceny doliczył rozmiar podkowy.

Świt powoli przecisnął się przez tłum.

– Spokojnie. Każdy wszystko zobaczy.

Konik cicho parsknął.

– Kto kupił bilet z rozmiarem podkowy, ma miejsce w pierwszym rzędzie, na belach słomy.

– A bez rozmiaru?

– Za paprocią.

I nagle zza korony drzewa odezwał się Brzask.

– Kto tu prowadzi sprzedaż bez zezwolenia?

Konik wzruszył ramionami.

– Ja tylko pośredniczę.

Na to Księżyc:

– A prowizja?

– Symboliczna. Tylko tyle, żeby starczyło na nowe podkowy.

Niestety krzaki okazały się za ciasne.

Ktoś wydrukował więcej biletów, niż było miejsc.

– Kto? – zapytał Świt.

Księżyc westchnął.

– To Cwany Lis.

– Widziałem, jak w lustrze...

– Nocą ciągnął drukarkę przez pole.

– I jeszcze malował kręgi w zbożu.

Od tamtej pory ludzie do dziś zastanawiają się, skąd biorą się tajemnicze kręgi.

A Lis?

Nigdy się do niczego nie przyznał.

Tylko czasami, kiedy nikt nie patrzył, uśmiechał się pod nosem.

Na to wszystko dmuchnął mój przyjaciel Wiatr i rozgonił towarzystwo.

Na niebie zostało tylko cieplutkie słoneczko i Wiatr tańczący z panną Chmurką.

A ja?

Ja tylko siedzę rano z kubkiem kawy na tarasie.

Patrzę na pola.

Patrzę na las.

Patrzę na dwie sarny.

I kiedy ktoś pyta mnie, czy naprawdę wierzę w Świteziankę...

Uśmiecham się.

– A dlaczego by nie?

reddit.com
u/Benedykt_640 — 8 days ago
▲ 11 r/pisarze

Jak wydać pierwszą książkę?

Hej,

to mój pierwszy post kiedykolwiek. Nigdy nie korzystałam z Reddit.

Long story short - chodzi o to, że bardzo chciałbym wydać książkę, ale potrzebuję porady albo naprowadzenia.

Napisałam już wiele książek, ale chciałabym aby moim debiutem zostało Na Zewnątrz. Jest to twór dziejący się w Berlinie. Lata osiemdziesiąte, thriller psychologiczny. Mogę potem przedstawić więcej szczegółów.

Jest to moje jedyne dzieło pisane w narracji pierwszoosobowej (zabieg celowy, narrator niewiarygodny, wpływa to na twist fabularny).

Anyways.

Próbowałam publikować na Wattpad, ale od pewnego momentu zepsuły mi się rozdziały - nie wyświetla się treść. Kontaktowałam się z supportem, ale nic to nie dało.

Myślałam, że Wattpad będzie najlepszym sposobem na znalezienie czytelników. Stronka jest jednak nieintuicyjna i pełna błędów.

Mam wrażenie, że wybić mogą się tam jedynie typowe fanfiction.

Nagrywałam tiktoki, ale nie umiem się przekonać. Właśnie z tym jest problem. Książki mam, ale nie umiem ich sprzedać. Nie wiem, gdzie szukać. Jak to wygląda w waszym przypadku?

Zaznaczę, że mam dość studencką kieszeń, więc wolałabym wydać przez wydawnictwo.

Wiem, że teraz trzeba zaistnieć, aby wydawnictwo wyraziło zainteresowanie. Jak to zrobić? Jak zbudować zasięgi i nie stracić autentyczności?

Pozdrawiam!

reddit.com
u/bauhausowykot — 13 days ago

Ocena prywatna

Czy ktoś z państwa chciałby może udzielić swojej opinii na temat mojej książki, której jeden rozdział podam w wiadomości prywatnej? Będę wdzięczny!

Nie chciałbym rozsyłać tego publicznie, stąd decyzja o zrobieniu tego na pv

reddit.com
u/kavathecaffeine — 12 days ago

Legendy Martwego Księcia

Jestem amatorem, po prostu próbuje i jestem w około jednej czwartej mojej pierwszej powieści i wiem, że moja proza wymaga poprawy jak gramatyka i ortografia( mam stwierdzoną dysortografię) jednak wciąż liczę, że ktoś chciałby przeczytać to skupiając się na historii i relacjach pomiędzy postaciami i lore. Jeśli ktoś byłby chętny z góry dziękuję i zachęcam do kontaktu.

reddit.com
u/Beautiful_Answer7795 — 11 days ago