u/SkrajnyIntrowertyk

Okręt mój płynie dalej

Okręt mój płynie dalej,
cóż począć, że sztorm w głowie mojej.
Ciemno widzę wszystko, co nadchodzi,
porzuciwszy wszelką nadzieję, że światło ktoś zapali,
choć na moment zagości w moim bezkresie.

Nawet jakbyś chciał zostać ze mną,
cyfer blat koło zatoczy, a ty znikniesz.
Nie lada wyczyn jest mnie oswoić,
nie przywykłem do intymności,
bagaż lęków noszę na plecach,
już siły nie mam, by maszerować w dziurawych butach po bezdrożach.

Czy to kara za moich grzechów milion?
Z grymasem na twarzy toczę w oczach słone, bezlitosne krople łez.
Zrozumieć chcę cel tego, co ulepił wszechświat.
Czy to jawa, czy sen?
Czy bawić się każdą chwilą, omijając sumienie jak najgorszą zjawę?

Mam tylko jedno podcięte skrzydło,
z którym nauczyłem się szybować...

reddit.com
u/SkrajnyIntrowertyk — 21 days ago

Okręt mój płynie dalej .

Okręt mój płynie dalej,
cóż począć, że sztorm w głowie mojej.
Ciemno widzę wszystko, co nadchodzi,
porzuciwszy wszelką nadzieję, że światło ktoś zapali,
choć na moment zagości w moim bezkresie.

Nawet jakbyś chciał zostać ze mną,
cyfer blat koło zatoczy, a ty znikniesz.
Nie lada wyczyn jest mnie oswoić,
nie przywykłem do intymności,
bagaż lęków noszę na plecach,
już siły nie mam, by maszerować w dziurawych butach po bezdrożach.

Czy to kara za moich grzechów milion?
Z grymasem na twarzy toczę w oczach słone, bezlitosne krople łez.
Zrozumieć chcę cel tego, co ulepił wszechświat.
Czy to jawa, czy sen?
Czy bawić się każdą chwilą, omijając sumienie jak najgorszą zjawę?

Mam tylko jedno podcięte skrzydło,
z którym nauczyłem się szybować...

reddit.com
u/SkrajnyIntrowertyk — 21 days ago

A ktoś nie śpi po to aby spać mógł ktoś

Dla większości ludzi samotność kojarzy się z odizolowaniem, porzuceniem i smutkiem. Domyślnie zakładają, że to kara. Dla mnie to coś zupełnie innego – to przemyślany, świadomy wybór. Moje własne towarzystwo to przestrzeń, o którą dbałem i którą budowałem przez lata, by móc żyć z dala od iluzorycznego świata i zakłamanych relacji. Przebywanie w tłumie wysysa ze mnie energię; sprawia, że moje własne „ja” zaczyna znikać pod ciężarem oczekiwań innych. W swojej samotności odnajduję spokój, którego nigdzie indziej nie ma.
Są jednak momenty, w których ten stabilny świat zaczyna pękać.
Mimo że naprawdę kocham swoją samotność, czasami daje o sobie znać coś potężniejszego niż myśli i wybory – pierwotny instynkt. Natura stworzyła nas tak, byśmy przynależeli do stada. I chociaż głowa wie, jak bezpiecznie jest w odosobnieniu, to ten dawny, biologiczny głód bliskości i bycia usłyszanym potrafi nagle przytłoczyć. To momenty, w których nie chodzi o chęć wejścia w jakikolwiek tłum, ale o cichą potrzebę zrzucenia ciężaru i wygadania się komuś, kto po prostu przyjmie moją rzeczywistość bez fałszu.
Gdyby moja samotność była namacalna, miała swój zapach, dźwięk i kształt... pachniałaby wilgotnym lasem, brzmiała jak deszcz uderzający o parapet, a kształt miałaby nicości – jakbym sam nie istniał.
Często wyobrażam sobie, że jestem tylko tą przestrzenią między wdechem a wydechem. Czasem mam wrażenie, że umarłem za życia. Gromadzę w sobie wszystko, co przeżywam, bo po prostu nie umiem poznawać ludzi. A jednocześnie tak okropnie chciałbym poczuć czyjś dotyk – chociażby przytulić się do kogoś i zasnąć. Dacie wiarę, że ja nigdy w życiu nie zasnąłem przy drugim człowieku? Ogólnie mnóstwo prostych rzeczy po prostu mnie ominęło.
Samotność jest moją twierdzą i moim domem. Ale nawet w najbezpieczniejszej twierdzy czasem czuje się chłód.
Gdzie to wstawić na polskim Reddi

reddit.com
u/SkrajnyIntrowertyk — 22 days ago

A ktoś nie śpi po to aby spać mógł ktoś

Dla większości ludzi samotność kojarzy się z odizolowaniem, porzuceniem i smutkiem. Domyślnie zakładają, że to kara. Dla mnie to coś zupełnie innego – to przemyślany, świadomy wybór. Moje własne towarzystwo to przestrzeń, o którą dbałem i którą budowałem przez lata, by móc żyć z dala od iluzorycznego świata i zakłamanych relacji. Przebywanie w tłumie wysysa ze mnie energię; sprawia, że moje własne „ja” zaczyna znikać pod ciężarem oczekiwań innych. W swojej samotności odnajduję spokój, którego nigdzie indziej nie ma.
Są jednak momenty, w których ten stabilny świat zaczyna pękać.
Mimo że naprawdę kocham swoją samotność, czasami daje o sobie znać coś potężniejszego niż myśli i wybory – pierwotny instynkt. Natura stworzyła nas tak, byśmy przynależeli do stada. I chociaż głowa wie, jak bezpiecznie jest w odosobnieniu, to ten dawny, biologiczny głód bliskości i bycia usłyszanym potrafi nagle przytłoczyć. To momenty, w których nie chodzi o chęć wejścia w jakikolwiek tłum, ale o cichą potrzebę zrzucenia ciężaru i wygadania się komuś, kto po prostu przyjmie moją rzeczywistość bez fałszu.
Gdyby moja samotność była namacalna, miała swój zapach, dźwięk i kształt... pachniałaby wilgotnym lasem, brzmiała jak deszcz uderzający o parapet, a kształt miałaby nicości – jakbym sam nie istniał.
Często wyobrażam sobie, że jestem tylko tą przestrzenią między wdechem a wydechem. Czasem mam wrażenie, że umarłem za życia. Gromadzę w sobie wszystko, co przeżywam, bo po prostu nie umiem poznawać ludzi. A jednocześnie tak okropnie chciałbym poczuć czyjś dotyk – chociażby przytulić się do kogoś i zasnąć. Dacie wiarę, że ja nigdy w życiu nie zasnąłem przy drugim człowieku? Ogólnie mnóstwo prostych rzeczy po prostu mnie ominęło.
Samotność jest moją twierdzą i moim domem. Ale nawet w najbezpieczniejszej twierdzy czasem czuje się chłód.
Gdzie to wstawić na polskim Reddi

reddit.com
u/SkrajnyIntrowertyk — 22 days ago