Preferuję pesymistów
Hej, Odkąd pamiętam zawsze preferowałem rozmowy i spotkania z osobami, które nie czerpią pełnej radości z życia. Ludzie pozytywnie nastawieni zawsze mnie odrzucali, wydawali mi się sztuczni, mniej refleksyjni, prostsi i nudniejsi, a nawet głupsi.
Jeżeli chodzi o dziewczyny, które mi się podobały, to zauważyłem że zawsze były to osoby silnie depresyjne.
Tak samo mam z muzyką: Ta nacechowana negatywnie, pełna gniewu czy smutku jest świetna, a ta gdzie ludzie śpiewają pozytywne rzeczy wydaje mi się niczym szum.
Moja ex najbardziej atrakcyjna wydawała mi się w okresie gdy dużo narzekała, a gdy była już po dwóch latach terapii i podchodziła do życia swobodniej przestała mi się podobać (na szczęście).
Gigantycznym zdziwieniem było dla mnie odkrycie z tego roku, że społeczeństwo nie lubi osób chorych na depresję. Na serio większość preferuje te sztuczne uśmiechy i nieskrępowaną wariacką energię, niż spokojnych, wrażliwych ludzi?
To takie luźne przemyślenia. Jak u was? Wolicie spędzać czas z smutasami czy to ja jestem jakiś dziwny?