Miejsce: Warszawa - lokalnie + tzw. Ziemia Obiecana - zdalnie
Firma - teoretycznie tłumaczeniowa, w praktyce próbuje wszystkiego, gdzie leżą potencjalne pieniądze. Amełykańskie korpo.
Temat do pośmiania się, nie użalam się tutaj, w razie pytań pytajcie, kiedyś odpiszę.
Najciekawsze akcje wodza:
- któregoś razu menedżerowie podobno przegapili parę maili. Na skutek tego wódz zdecydował zrobić nam, w większości 30-40-latkom, szkolenie z Outlooka i zakładania filtrów :D Ale nie to jest najlepsze - w krótkim czasie po szkoleniu wysłał polecenie, by każdy wysłał mu screenshota swojego Outlooka z filtrami, o których mówił na szkoleniu, na dowód, że go nie olaliśmy :D Nieważne, że po kilku latach w korpo każdy ma swoje preferencje na filtrowanie maili, ma być tak, jak u niego w Żymie - jeszcze szkoda, że nie kazał pokolorować każdemu inboxa na niebiesko.
Mój hack - skorzystałem z tego, że mój Windows jest po polsku i dostał ode mnie screenshota z Outlookiem po polsku ^^ Nic nie odpisał.
- był system tzw. Positive Feedback - że menedżer mógł wystawić komuś poniżej siebie, np. mi, odpowiedni tickecik, który wymieniał się na kartę podarunkową o wartości 75$. Pewnego razu dostałem coś takiego wraz z 1-2 kolegami. Wódz się wkurzył i ochrzanił menedżera za nagrodzenie nas, bo jak to tak nagradzać kogoś, z kim się pracuje na co dzień :D Od tej pory jedyny sposób, w jaki mogłem być pochwalony za swoją pracę, to tekst na czacie lub parę słów na spotkaniu (ale broń Boże przy wodzu).
- ludzie zaczęli się orientować, że coś z nim nie tak, i regularnie zaczęli odchodzić. Na jednym z comiesięcznych spotkań online wypalił, że "nie ma problemu z tym, że ludzie odchodzą jeden po drugim, bo dzięki temu rośnie GM" (gross margin, kluczowa wartość $$$) :D
- miał on wyraźny problem z jedną z osób. Mówił, że za wolno pracuje, próbował przemycić ją do innego zespołu (nic nie mówiąc liderce tamtego zespołu), a po jakimś czasie zadzwonił do niej z tekstem, którego kontekst był "otwórz kalendarz i wybierz sobie datę odejścia" :D Polski giermek wodza (króciutko o nim później) też był na tym spotkaniu i podobno nieśmiało się wstawił w obronie - nie zmienia to jednak faktu, że po paru miesiącach spotkanie o podobnej tematyce powtórzyło się, już bez polskiego giermka, i tam wprost wódz przedstawił osąd w kontekście "lepiej, jeśli stąd odejdziesz"
- znalazłem nową pracę, 31 lipca złożyłem wypowiedzenie UoP (będąc na wakacjach), z giermkiem ustaliłem skrócenie okresu wypowiedzenia z 3 na 2 miesiące, do 30 września. I poszła salwa od wodza:
Kontekst: wiosną zespół dostał info, że jest budżet na podwyżki, wódz osobiście zjawił się w Warszawie, by z każdym 1 v 1 obgadać wysokość (oczywiście max parę %). Poszło też info, że podwyżka należy się od czerwca, ale wypłacona zostanie w sierpniu, z wyrównaniem za czerwiec i lipiec. Co zrobił wódz po moim wypowiedzeniu? Anulował podwyżkę nic mi o tym nie mówiąc - dowiedziałem się o tym, widząc kwotę na pasku wypłaty za sierpień :D Oczywiście nie ma czegoś takiego, jak anulowanie wypłaty podwyżki za poprzednie miesiące, używając wyrównania jako wytrycha, więc ciąg dalszy nastąpi.
Kontekst - zespół, po osiągnięciu celu, jakim jest odpowiednia wartość wspomnianego wcześniej GM, podlega premiom kwartalnym, zazwyczaj wypłacanym 2 miesiące po końcu kwartału. Przychodzi koniec listopada, 2 miesiące po końcu mojej pracy zgodnie ze świadectwem pracy, czekam na bonus - nic nie przychodzi. Pytam byłych współpracowników - oni dostali premie. Wniosek? Wódz (nielegalnie, o czym później) anulował mi premię za wyniki :D
- wracając do tematu podwyżki - puściłem maila wodzowi, o co biega (to był środek września, jeszcze pracowałem). Po 4 dniach odpisał mi 2 (słownie: dwoma) zdaniami zawierającymi kilka kryteriów przyznawania podwyżek (btw. identycznego, słowo w słowo maila wysłał do osóbki od wyboru w kalendarzu daty odejścia, gdy ona niezależnie ode mnie zapytała o to samo co ja). Kryteria te srogo i w większości obiektywnie obaliłem w odpowiedzi, dając na CC cały zespół, jego HR w Ziemi Obiecanej i jego bossa w US and A, co on sobie myśli, żeby człowiek dowiadywał się z payslipa, że nie dostał kasy. Wódz się obraził i w ciagu 24 h na 2 ostatnie tygodnie wysłał mnie na Gardening Leave, a potem dowiedziałem się, że pofatygował się wykonać telefon z Ziemi Obiecanej do recepcji biura w Warszawie, by nigdy mnie nie wpuszczać do biura, najpewniej nawet do działu HR :D (dla kontekstu - w biurze regularnie bywają goście, często zewnętrzni vendorzy)
- co do tematu bonusa - wróciłem z tematem do jego giermka na czacie - miałem go dodanego na koncie prywatnym. Normalnie to on informował o wysokości bonusa, wcześniej ustnie, przy świadkach mnie zapewniał, że po moim exicie bonus wpłynie. Giermek nigdy nic nie odpisał. Nawet zapytałem go na jednym z grupowych czatów, dla widoczności innych ludzi - też się bał odpisać.
Dla formalności, bez złudzeń o ukaraniu wodza przez firmę z kraju zasilającego Ziemię Obiecaną wszystkim co ma, wysłałem oficjalną skargę na niego, łącznie ponad 2000 słów (na giermka zresztą też, za unikanie tematu bonusa). Po wysłaniu upomnienia, by ruszyli zadki z moją skargą, HR (z Londynu, dla pozorów neutralności) zaczął mielić temat, zebrali ode mnie więcej info, osoba będąca przedmiotem zdarzenia "otwórz kalendarz i wybierz sobie datę odejścia" miała z HR godzinnego calla i podzieliła się nagraniem. Po ponad 3 miesiącach dostałem oficjalną odpowiedź - na ~1,5 strony lużno formatowanego PDFa, którą można określić jako "nie widzimy tu nic złego, jego zachowania to tylko różnice kulturowe" :D
Odesłałem im formalną odpowiedź co o tym sądzę, obiektywnie wypunktowałem wszystkie ich głupoty i zostawiłem stertę pytań, łącznie z tym jak oni by się czuli, gdyby dowiedzieli się o braku podwyżki ze swojego payslipa, a nie od bossa, a ostateczna odpowiedź to "zdecydowaliśmy, że nie podejmiemy już żadnych działań" :D
Co do kasy - sprawa już poszła do prawnika, zaraz poleci do firmy przedsądowe wezwanie do zapłaty. Nie można cofać kasy za miesiące, które już minęły (temat podwyżki), a gdy bonus jest za osiągnięcie jasno określonego wyniku, nabiera on charakteru gwarantowanego i roszczeniowego bez względu na to, jak jest zapisany w umowie, bo liczy się praktyka wypłacania. Jak nie wypłacą po dobroci, sprawa idzie do sądu - nie szkodzi, że chodzi o jakieś 3000 zł, mam o tyle dobrą sytuację, że miałbym czystą satysfakcję z faktu ukarania firmy, nawet jakbym w ostatecznym rozrachunku parę złotych dopłacił.
Co do wodza - w wolnym czasie, krok po kroku, uruchamiam ofensywę w social mediach, kręcącą bekę z niego i z firmy jawnie broniącej typa, który normalnie dawno by poleciał (również dlatego, że 1. rok jego przywództwa przyniósł spadek obrotów zespołu o 40%) - zaczynam tutaj :)