IT rekru vel 2026 - Proszę pana, ja już nie mam oczekiwań finansowych. Ja mam tylko nadzieję na zatrudnienie
Prowadzimy rekrutacje na stanowisko juniorskie w IT. Wynagrodzenie okolice minimalnej, kilka konkretnych technologii, podstawowe doświadczenie i angielski.
Po kilku dniach mamy setki CV. Wśród kandydatów są osoby po informatyce, ludzie po przebranżowieniu, juniorzy z doświadczeniem komercyjnym ale też osoby które jeszcze niedawno pracowały jako midzi albo seniorzy. Niektórzy mają naprawdę imponujące CV. Kilka lat doświadczenia, duże projekty, znajomość technologii których nawet nie wymagamy na tym stanowisku.
Kandydat podaje oczekiwania finansowe, słyszy jaki mamy budżet i nagle okazuje się że jednak może pracować za mniej. Potem jeszcze mniej. A czasami dostajesz wiadomość że pieniądze nie są najważniejsze i kandydat chce po prostu dostać szanse.
Z perspektywy HR wygląda to momentami absurdalnie. Masz człowieka który jeszcze niedawno zarabiał kilka razy więcej a teraz chce zaczynać od stanowiska juniorskiego za stawke niewiele wyższą od minimalnej.
I teraz postawmy się po stronie firmy. Masz 850 CV, z czego kilkaset osób spokojnie nadaje się do pracy. Część ma dokładnie takie kompetencje jakich potrzebujesz, inni nawet znacznie większe.
Dlaczego miałbym wybrać kogoś z mniejszym doświadczeniem skoro mogę zatrudnić osobę mocniejszą za podobne pieniądze. Biznesowo to się po prostu opłaca.
Jeżeli na jedno miejsce aplikuje kilkaset osób, a wśród nich są ludzie z kilkuletnim doświadczeniem którzy są gotowi zejść ze swoich oczekiwań finansowych o połowe, to w pewnym momencie przestajesz konkurować umiejętnościami. Zaczynasz konkurować tym kto zgodzi się na gorsze warunki.
Senior aplikuje na juniora, junior przegrywa z seniorem, a osoba po studiach informatycznych nie może dostać pierwszej pracy bo na jej miejsce czeka 500 osób które już mają doświadczenie.
Potem wszyscy absolwenci studiów IT się dziwią że nie mogą wejść do branży.
Najbardziej interesujące jest to jak szybko zmieniło się podejście do pracowników. Jeszcze kilka lat temu firmy walczyły o specjalistów, podbijały stawki i oferowały coraz więcej benefitów. Teraz część kandydatów sama proponuje coraz niższe wynagrodzenia byle tylko dostać prace.
Firma nie jest organizacją charytatywną i ma prawo pilnować kosztów. Nie mam pretensji do kandydatów bo każdy ma rachunki do zapłacenia i nie każdy może sobie pozwolić na pół roku bez pracy. Ale z perspektywy rekrutera ciężko nie zauważyć że sytuacja robi się dziwna.
Bo jeżeli możesz zatrudnić specjalistę z kilkuletnim doświadczeniem za pieniądze które jeszcze niedawno były ofertą dla początkującego, to oczywiście że wiele firm z tego skorzysta.
Pytanie tylko co będzie dalej. Bo kandydaci którzy dzisiaj godzą się na wszystko nie znikną z rynku po zatrudnieniu jednej osoby. Pozostali nadal będą szukać pracy, obniżać oczekiwania i konkurować z kolejnymi osobami które znalazły się w podobnej sytuacji.
I w pewnym momencie może się okazać że problemem nie jest już to że firmy nie mogą znaleźć dobrych ludzi. Problemem jest to że mają tak duży wybór że przestają mieć powód żeby oferować więcej. A wtedy nawet bardzo dobry kandydat może mieć coraz mniejszą siłę negocjacyjną.