u/No-Week-26

▲ 12 r/praca

Nietuzinkowe branże w których zarabia się kokosy ale każdy to ukrywa

​

Nieoczywiste zajęcia, zawody, branże w których ludzie trzepią ogromny hajs ale siedzą cicho żeby nie robić sobie konkurencji. Znacie takie?

Sztandarowy przykład lekarze - oficjalnie w raportach płacowych zarabiają 15k brutto, ale wiadomo że te statystyki są przekałamane bo dotyczą UoP, a lekarze siedzą na kontraktach, zwykły lekarz rodzinny od przepisywania recept na katar zarabia 25k na łapę minimum, jak mają stawki 300/h, za konsultacje 15 minut mają 250 zł, to tam hajs musi strumieniem płynąć.

Najdroższe dzielnice w mieście, wille na obrzeżach miasta, należą do lekarzy. Ja z ciekawości sprawdziłem sobie adresy z lekarzy na Google maps jakie mają domy, wille na obrzeżach miasta obok lasu. Albo szukam sobie willi na Google maps, kopiuje adres, wklejam do wyszukiwarki, pokazuje mi się firma powiązana z tym adresem, gro tych willi powiązana jest z usługami medycznymi lub przedsiębiorcami.

Ponadto są jakieś dofinansowania dla lekarzy, gdy lekarz będzie chciał otworzyć przychodnie to na luzie dostanie dotacje na miliony.

Ja znam jeden gabinet dentystyczny, spółka zoo sprawdziłem sprawozdania finansowe, dentystka dostała 3 miliony dotacji na otwarcie gabinetu. Przychodnia z kryształowymi żyrandolami, najdroższe meble, recepcja wygląda jak luksusową willa. Sprawdzilem ceny na booksy, cena wypełnienia zęba 600zł, leczenie kanałowe jednego zęba 2700 zł. Kalendarz prawie pusty, terminu dostępne od 8-16, nikt się nie zapisuje, więc sądzę że to jakaś pralnia pieniędzy, bo po co takie 100 razy droższe ceny ustawione. Robi do tego jakieś zabiegi kosmetyczne, ceny dwa razy większe niż w innych gabinetach, nikt tam się nie zapisuje. Mieszkam w okolicy i prawie nikt tam nie chodzi, ludzie nie wychodzą, nie wchodzą.

Jedna sprawa jest taka że lekarze mają ogromne stawki za konsultacje, 300 zł za 10 minut, druga sprawa jest taka że w medycynie są ogromne dofinansowania milonowe. To nie jest tak że muszą zapierdalać i leczyć ludzi, oni mają również możliwość wyciągania ogromnych pieniędzy na badania, czy na otworzenie przychodni. Więc dlatego siedzą cichutko i zawsze w mediach jest przekaz że lekarz mało zarabia, publikują zakłamane statystyki z UoP z średnia 15k, na takich umowach robią głównie rezydenci w trakcie specjalizacji.

Ja też zanam lekarza, wąsacz typowy Janusz lekarz PRLowski, daje diagnozy np. Pacjent zgłasza ból pleców w odcinku lędzwiowym zalecono ćwiczenia na kręgosłup Nic się nie dowiesz odwala robote na odpierdol. Ma ośrodek fizjoterapeutyczny, budynek w centrum miasta, trzypiętrowa przychodnia, warta ze 300 milionów, hajs dostał prawdopodobnie z dotacji.

Jakie znacie inne zawody zajęcia gdzie ludzie zarabiają kokosy sprytnym sposobem? Wydaje mi się że dotacje, wyciąganie hajsu z budżetu to jest jeden ze sposobów.

Kolejny przykład znam faceta rolnika który zna się z wójtem, dostał z Unii dofinansowanie na budowę stawu dla ryb, 5 milionów, wykupił najlepszy teren blisko terenu parku krajobrazowego pobudował tam hotel, staw zrobił jak oczko wodne żadnych ryb tam nie hoduje i nie łowi. W tym hotelu też nie ma klientów, nie ma tam żadnego ruchu, pusty budynek służy to mu jako prywatna willa za pieniedze z budżetu.

Podobną sprawa z KPO, ile biznesmenów podostawało milionowe dotacje na wałki.

Ci ludzie których ja znam którzy są obrzydliwie bogaci ciągną hajs z dotacji. Jest tyle knajp które widzę że stoją puste nikt tam nie chodzi, a lokalizacja w centrum miasta i taki biznes nie upada. Wiec z czego mają hajs?

reddit.com
u/No-Week-26 — 1 day ago
▲ 15 r/studia

Mentalność jestem kimś

Mam wrażenie że w Warszawie mieszka najwięcej buraków. Wiadomo, stolica Polski, najlepsze zarobki, awans spoleczny i ludziom odpierdala. Mam wrażenie że większość ludzi chodzi jak pawie, święte krowy. Parkują samochody na chodnikach, z psami srają gdzie chcą, z psami wchodzą do sklepów. Kiedy przeprowadziłem się do Warszawy to zacząłem nie lubić polaków i rozumieć dlaczego ludzie ze wsi nie lubią warszawiaków i Trzaskowskiego, bo zacząłem zauważać te burackie zachowania.

Mniej więcej w Warszawie każdy ma podobną manierę.

Zdobyli jakąś lepiej płatną pracę lub dostali się na lepsze studia i im odpierdala bo mieszkają w stolicy, są kurwa kimś. To jest bardzo widoczne w Warszawie i w relacjach międzyludzkich. Stereotyp ludzi z Wilanowa , to chyba jest peak burackej mentalności, zesrali się o to że Dino chcą im budować, kto to widział żeby obok prestiżowych ludzi stawiać wieśniacki sklep.

Mam wrażenie że ludzie w polsce są bardzo zamknięci, np na studiach ciężko było mi kogoś poznać każdy był napuszony jak paw, nie dało się normalnie pogadać, ludzie nie byli ciekawi siebie nawzajem, zamknięci na nowe znajomości. Zanim wogóle się do ciebie odezwą to patrzą na ciebie oceniająco jak jesteś ubrany z miną : |

Dziwne małpie zachowania, podziały, gatekeeping materiałów, usuwanie rzeczy z dysków przed kolokwium, nieprzekazywanie informacji całej grupie. Grupka popularnych ludzi ma info że w innej grupie wykładowca dał takie pytania, gatekeepuja przed innymi. Jest podział osób do grup, ludzie tworzą jakieś pary, grupki bo chcą być razem w grupie i tylko ze sobą te osoby rozmawiają a resztę ignorują. Znacie takich ludzi że ciągle są ze swoją bestie, tylko ze sobą gadają, innych ludzi nie znają, ignorują, nie nawiązują żadnego kontaktu. Podejdziesz do nich to side eye, odpowidzi, aha, okey, spoko.

Na korytarzu stoisz obok nich i plotkują na głos na twój temat.

Skąd się bierze takie buractwo?

Miałem na studiach takie dwie psiapsiółeczki bestie, było losowanie do grup do projektu, losowe rozdzielanie ludzi i księżniczki maja minę srającego kota bo trafiły do grupy randomów których nie znają. Zamiast nawiązać kontakt, rozmawiać tacy ludzie nie odzywają się, siedzą w telefonie i ignorują resztę.

Jest to dość częste zjawisko które obserwuje wśród Polaków, brak otwartości, ciekawość poznawania nowych ludzi, wygodnictwo. Mają znajomych od podstawówki i z nimi tylko gadają. Tak trudno jest poznać znajomych w polsce przez ten mental polaków, którzy odczuwają jakiś dyskomfort w rozmowach z nieznajomymi. Tylko rodzinka i znajomi których znają z podstawówki , dlatego uważam że w tym kraju jest duży nepotyzm i kolesiostwo.

Jeśli są wśród swoich zachowują się głośno, hałasują, jak są sami to wzrok spuszczony w telefon, nienawiązują z nikim kontaktu wzrokowego, nie odzywają się do nikogo.

W pracy jest to samo awanse dla kolegów i znajomych choćby była bardziej kompetentna osoba.

Znałem ludzi którzy szli na takie same studia jak ich ziomek z liceum, bo bali się obcych ludzi i że będą sami. Kompletnie nie czaje takiego mentalu.

Byłem na Erasumie w Danii i przeżyłem lekki szok kulturowy, jak tam ludzie potrafią być mili i otwarci.

W polsce bywało tak że podchodziłem do kogoś a ta osoba udaje że nie słyszy co mówię, lub niedawno miałem taką sytuację że idzie osoba z psem na smyczy jej pies sika, przejście zagrodzone, bo smycz ma wyciągniętą na całą szerokość chodnika... totalna ignorancja i skupienie się tylko na sobie.

Pracowałem w kilku zagranicznych korporacjach z ludźmi z różnych krajów, Ameryka, Niemcy, Indie, Ukraina i powiem wam że widać dużą różnicę między nimi a polakami. Ukraińcy wydają się bardziej tacy przyjaźni niż Polacy... przyjaźni, kulturalni, polacy zazwyczaj mina srającego kota, brak kontaktu wzrokowego, pasywną agresja.

Podobnie mam jak widzę te filmiki konfitury to krew mi się gotuje, on pokazuje jacy ludzie w polsce są naprawdę, tylko oni się liczą a na obcych ludzi mają wjebane do tego stopnia że jakoś cieszy ich uprzykrzanie życia innym , mają w sobie jakąś taką pasywną agresję, pokaz wyższość.

reddit.com
u/No-Week-26 — 5 days ago

Buraki w Warszawie

​

Mam wrażenie że w Warszawie mieszka najwięcej buraków. Wiadomo, stolica Polski, najlepsze zarobki, awans spoleczny i ludziom odpierdala. Mam wrażenie że większość ludzi chodzi jak pawie, święte krowy. Parkują samochody na chodnikach, z psami srają gdzie chcą, z psami wchodzą do sklepów. Kiedy przeprowadziłem się do Warszawy to zacząłem nie lubić polaków i rozumieć dlaczego ludzie ze wsi nie lubią warszawiaków i Trzaskowskiego, bo zacząłem zauważać te burackie zachowania.

Mniej więcej w Warszawie każdy ma podobną manierę.

Zdobyli jakąś lepiej płatną pracę lub dostali się na lepsze studia i im odpierdala bo mieszkają w stolicy, są kurwa kimś. To jest bardzo widoczne w Warszawie i w relacjach międzyludzkich. Stereotyp ludzi z Wilanowa , to chyba jest peak burackej mentalności, zesrali się o to że Dino chcą im budować, kto to widział żeby obok prestiżowych ludzi stawiać wieśniacki sklep.

Mam wrażenie że ludzie w polsce są bardzo zamknięci, np na studiach ciężko było mi kogoś poznać każdy był napuszony jak paw, nie dało się normalnie pogadać, ludzie nie byli ciekawi siebie nawzajem, zamknięci na nowe znajomości. Zanim wogóle się do ciebie odezwą to patrzą na ciebie oceniająco jak jesteś ubrany z miną : |

Dziwne małpie zachowania, podziały, gatekeeping materiałów, usuwanie rzeczy z dysków przed kolokwium, nieprzekazywanie informacji całej grupie. Grupka popularnych ludzi ma info że w innej grupie wykładowca dał takie pytania, gatekeepuja przed innymi. Jest podział osób do grup, ludzie tworzą jakieś pary, grupki bo chcą być razem w grupie i tylko ze sobą te osoby rozmawiają a resztę ignorują. Znacie takich ludzi że ciągle są ze swoją bestie, tylko ze sobą gadają, innych ludzi nie znają, ignorują, nie nawiązują żadnego kontaktu. Podejdziesz do nich to side eye, odpowidzi, aha, okey, spoko.

Na korytarzu stoisz obok nich i plotkują na głos na twój temat.

Skąd się bierze takie buractwo?

Miałem na studiach takie dwie psiapsiółeczki bestie, było losowanie do grup do projektu, losowe rozdzielanie ludzi i księżniczki maja minę srającego kota bo trafiły do grupy randomów których nie znają. Zamiast nawiązać kontakt, rozmawiać tacy ludzie nie odzywają się, siedzą w telefonie i ignorują resztę.

Jest to dość częste zjawisko które obserwuje wśród Polaków, brak otwartości, ciekawość poznawania nowych ludzi, wygodnictwo. Mają znajomych od podstawówki i z nimi tylko gadają. Tak trudno jest poznać znajomych w polsce przez ten mental polaków, którzy odczuwają jakiś dyskomfort w rozmowach z nieznajomymi. Tylko rodzinka i znajomi których znają z podstawówki , dlatego uważam że w tym kraju jest duży nepotyzm i kolesiostwo.

Jeśli są wśród swoich zachowują się głośno, hałasują, jak są sami to wzrok spuszczony w telefon, nienawiązują z nikim kontaktu wzrokowego, nie odzywają się do nikogo.

W pracy jest to samo awanse dla kolegów i znajomych choćby była bardziej kompetentna osoba.

Znałem ludzi którzy szli na takie same studia jak ich ziomek z liceum, bo bali się obcych ludzi i że będą sami. Kompletnie nie czaje takiego mentalu.

Byłem na Erasumie w Danii i przeżyłem lekki szok kulturowy, jak tam ludzie potrafią być mili i otwarci.

W polsce bywało tak że podchodziłem do kogoś a ta osoba udaje że nie słyszy co mówię, lub niedawno miałem taką sytuację że idzie osoba z psem na smyczy jej pies sika, przejście zagrodzone, bo smycz ma wyciągniętą na całą szerokość chodnika... totalna ignorancja i skupienie się tylko na sobie.

Pracowałem w kilku zagranicznych korporacjach z ludźmi z różnych krajów, Ameryka, Niemcy, Indie, Ukraina i powiem wam że widać dużą różnicę między nimi a polakami. Ukraińcy wydają się bardziej tacy przyjaźni niż Polacy... przyjaźni, kulturalni, polacy zazwyczaj mina srającego kota, brak kontaktu wzrokowego, pasywną agresja.

Podobnie mam jak widzę te filmiki konfitury to krew mi się gotuje, on pokazuje jacy ludzie w polsce są naprawdę, tylko oni się liczą a na obcych ludzi mają wjebane do tego stopnia że jakoś cieszy ich uprzykrzanie życia innym , mają w sobie jakąś taką pasywną agresję, pokaz wyższość.

reddit.com
u/No-Week-26 — 5 days ago
▲ 290 r/praca

Cyrkowcy na linkedin

​

Za każdym razem jak odpalam tą stronę to odczuwa ogromną falę żenady i obrzydzenia. Ludzie zachowują się jak zwierzęta w cyrku, pokaz najpaskudniejszej ludzkiej natury. Sztuczność, interesowność, zakłamanie, odczłowieczenie, pościg za pieniądzem, w baniach im się pierdoli od tego pościgu za pieniądzem i karierą, szmacą się, odwalają cyrki za zasięgi. Śliscy, dwulicowi ludzie.

Widzę posty ludzi którzy produkują się tam żeby być widoczni. Jedna baba na linkeidn wprost naklepała post jaka jest zajebista i lepsza od innych ludzi, bo ona jest aktywna na linkeidn, więc jest bardziej wartościowsza, buduje "markę osobistą".... Ona ma markę osobistą jest lepsza od wysoko wykwalifikowanego pracownika, który nie produkuje się tam.

Patrzę co te baba publikują i jak budują tą markę osobistą - zalew postów jakby wygenerowanych przez AI, przemyślenia z dupy, produkują posty np. piszą że odkryli Amerykę kim jest dobry menager, czym jest dobra rekrutacja, takie miałkie gówno, co to 5-latek wie, czytanie tego obniża IQ i marnuje czas. AI slop, bezwartościowe gowno. Lajkują sobie nawzajem te gównoposty z dupy, komentują dla zasięgów.

Przechwalają się kto jest bardziej zajebistszy.

Ja pier.... cringe, żenadometr wykracza poza skalę.

Najgorsze jest to że przy rekrutacjach ci piźdźnięci rekruterzy którzy produkują AI slop, patrzą na twój profil LN, nie jesteś aktywny, nie masz konta, to krzywo na to patrzą. Masz być taką samą małpą w cyrku żeby należeć do ich stada....

W ogóle chwalą się że dostali robotę przez networking na linkeidn... wyróżniła się na tle innych kandydatów z czarny białym CV, bo ona produkowała AI slop.

Nie wspomnę o tym że jak miałem do czynienia z takimi linkeidn inflencerami to w realu tak samo są piźdźnięci, zarobasy, berety sprane korpoideologią.

Widomo jak korporacje wyzyskują ludzi, człowiek jest komórką w Excelu dla nich i przyjdzie taki korpowyrobnik influencer na linkeidn i on gardzi ludźmi którzy chcą mieć spokój, nie angażują się w ten korpo cyrk, nie przychodzą na integrację, nie starają się być widoczni, nie odwalają szajsu, korpowyrobnik będzie kablował do szefa że się nie angażujesz, robisz quiet quitting czy gównocoś co wyczytał na linkeidn. No po prostu ludzie że spranymi łbami , pieski na smyczy korporacji. Kołchozy ich uwielbiają bo pilnują zwykłych ludzi którzy chcą mieć prywatne życie.

To jest obrzydliwe, zachowanie tych ludzi, takie nachalne paskudne promowanie się.

Networking to określenie tworzenia nieszczerych interesownych relacji, zezwierzęcenie ludzi którzy lajkuja innym posty bo może coś dostaną, zbierają znajomych, bo może przyda się do w przyszłości do wydojenia. Nie interesują ich szczere relacje międzyludzkie tylko kogo znasz, gdzie pracujesz, ile zarabiasz i czy będziesz dla mnie wartościowy żeby wcisnąć mnie po znajomości na posadkę. Będę się uśmiechał do ciebie i komentował twoje gównoposty, to może mi coś skapnie.

Większość z nich to starsi Milleniallsi, chociaż widzę że młodzi dynamiczni też się angażują w tym cyrku.

LinkedIn jak tak paskudnym miejscem objawiający najobrzydliwsze cechy ludzi, interesowność, zakłamanie, rywalizacja o pieniądz i karierę, zazdrość, kolesiostwo.

Oni działają w ten sposób opublikuje post z ewentu i oznaczę post z CEO któremu chce się podlizać, od którego coś chcę, żeby mnie zauważył, nie robią tego z bezintereswnych pobudek, tylko po to żeby mieć korzyść z tego.

Przykładowo baba z HR oznacza jakiegoś CEO wyżej postawionego któremu chce się podlizać, potem zaglądam na jej profil a tam produkcja postów, że teraz na rekrutacjach liczy się widoczność, networking, posty na linkedin, a nie zwykłe CV na kartce no-name'a. Wolą zatrudnić linkeidn influencera bez kompetencji niż kogoś bez profilu na linkeidn z dobrą edukacją.

Nie chciałbym pracować z takimi kreaturami, są sztuczni, zakłamani, interesownini, może to i dobrze że się oznaczają.

Normalnie zachowanie ludzkich NPCtów. Śliskie kreatury, ohydny sposób promowania się, podlizwanie się korporacjom. Ci sami ludzie popierają zbanowanie instgrama i tiktoka nastolatkom, bo szkodzi psychice, ale czym różni się linkedin, gdzie starzy ludzie pokazują prawdziwą ludzką zakłamaną i materialistyczną naturę? Promocja kultury zapierdolu, zezwierzęcenie w pogoni za pieniądzem.

Nic dziwnego że ludzie są coraz bardziej samotni nie tworzą związków jak widzi się ten sztuczny cyrk na linkeidn, co te małpy odpierdalają, nie ma żadnej szczerości, bezinteresowności, NPC przeliczają wszystko na zasięgi i "markę osobistą" samo w sobie to określenie nazywać siebie "marką" to nieźle we łbie trzeba mieć najebane. Markę ma samochód, produkt, przedmiot a nie człowiek.

Cyrkowcy z linkedin to szkodnicy społeczni, są przyczyną rozpadu relacji międzyludzkich, zaufania, wspierają kapitalizm i wyzysk kulturę zapierdolu.

My jako zwykli ludzie moglibyśmy mieć lepszy work-life balance, lepsze zarobki, mniej stresu gdyby każdy piętnował cyrkowców korporacyjnych try hardów , oni powodują że ciężej ludzie muszą zapierdalać, rywalizować ze sobą, zamiast wspólnie być silni przeciw korporacjom z bilionami dochodów. Przyjdzie taki cyrkowiec lizus i podkręca ludzi żeby więcej zapierdalali po godzinach na milionerów CEO.

reddit.com
u/No-Week-26 — 6 days ago
▲ 178 r/praca

​

Nie skończyłem jeszcze 30 lat a już mam dosyć pracy zespołowej w korporacji. To jest taki cyrk że zwierzętami że szkoda gadać, praca grupowa z ludźmi to najgorsze co mnie spotkało. Robię z jakimiś idiotami, mam polaka kierownika który został awansowany i robi chlew, czy polak menadżer zawsze musi być burakiem? Ludzie zachowują się jak małpy w cyrku, jeden chce się wykazać odwala jakiś szajs żeby być widocznym, chce dostać awans lizus i robi to kosztem żeby drugiemu było gorzej.

Dlaczego w korporacjach pracują tacy pieardolniąci ludzie? Małpie zachowanie, bachory w przedszkolu zachowują się bardziej cywilizowanie, niż dorośli ludzie 30+. Każdy wyrobnik chce się wykazać,

Jak robić w takim kołchozie do emerytury kiedy teraz mam dosyć pracy z polakami.

Jest głośno o tym jak polacy parkują swoje graty na chodnikach, srają i szczają z psami gdzie popadnie. Ostatnio widziałem babe szła z psem po mieście, po chodniku, jej pies oszczał drzwi wejściowe do sklepu bo go nie wyprowadza do parku, ale jej pies sra na chodnik brukowy centralnie, gdzie wszędzie beton i zbiera to gowno potem z chodnika.

Jak ludzie się zachowują tak na codzień to jak w robocie mają się zachowywać? Jeszcze większy małpi gaj.

Dajcie znać jak u was w kołchozach jest.

reddit.com
u/No-Week-26 — 15 days ago
▲ 10 r/studia

​

Zastanawiam się nad wyjazdem na studia za granicę do UK lub USA jest jedna kwestia która mnie interesuje, jak wygląda studiowanie za granicą?

W Polsce ludzie pomagają sobie nawzajem, dzielą się notatkami, slajdami, jak ja studiowałem to były tworzone dyski z opracowanymi pytaniami z poprzedniego roku. Grupy dla całego roczniku. Ogólnie ludzie współpracowali razem i choć zaliczenia były trudne u profesorów, to gdyby nie współpraca całego rocznika to nie dało by się niektórych ezgzaminów zaliczyć ucząc się tylko z wykładów, bo w większości na polskich studiach jest tak że zupełnie inne zagadnienia wykładowca daje na egzminie, zupełnie coś innego jest na wykładzie. Wykład to taka prezentacja przedstawia definicje, a potem na egzminie dają zadania do policzenia których nigdy wykładowca nie trenował że studentami na zajęciach... Na polskich studiach żeby zaliczyć trzeba mieć dostęp do gotowców, bazy pytań z zeszłych lat. Znałem ludzi którzy byli odludkami, nie integrowali się z grupą, ale chodzili na wszystkie wykłady, notowali, a w końcu i tak uwalali bo profesorek co innego pokazywał na wykładzie co innego dawał na egzaminie... Ja gdybym nie miał dostępu do dysku z bazami z zeszłych lat jestem przekonany że uwaliłbym studia.

Nie podobało mi się wkuwanie co było rok temu na egzaminie, no ale cóż, tak wygląda studiowanie w polsce, wykładowcy co innego pokazują na zajęciach, co innego dają na egzaminie.

Stąd moje pytanie czy ktoś studiował na zagranicznych uczelniach i wie jak tam wygląda system edukacji? Czy studenci też ściśle ze sobą współpracują opracowują pytania razem, czy panuje wyścig szczurów?

Ja uważam że studia w Polsce są łatwe, bo ludzie tworzą wspólne grupy, 200 osób razem współpracuję i jest łatwiej.

Ciekawi mnie jak to wygląda za granicą czy też ludzie mocno trzymają się razem, mają bazy, dyski, etc. Nigdzie nie mogłem znaleźć jakichś grup studenckich do college który by mnie interesował.

W polsce ludzi na facebookach robią grupy, na discordach. Wręcz to jest standard że każdy rocznik ma grupę. Ciekawi mnie jak to wygląda w UK na przykład , chciałbym podpytać ludzi z zeszłych lat jak wygląda studiowanie na uczelni na którą chce aplikować ale jakby wszystko jest ukryte, na facebookach nie mogę znaleźć żadnych grup dla studentów, stąd moje pytanie czy oni w ogóle współpracują ze sobą grupowo czy tam jest kultura taka że każdy indywidualnie, wyścig szczurów, nie ma baz pytań, nie dzielą się notatkami całą grupą?

reddit.com
u/No-Week-26 — 18 days ago
▲ 0 r/praca

​

Zastanawiam się nad wyjazdem na studia za granicę do UK lub USA jest jedna kwestia która mnie interesuje, jak wygląda studiowanie za granicą?

W Polsce ludzie pomagają sobie nawzajem, dzielą się notatkami, slajdami, jak ja studiowałem to były tworzone dyski z opracowanymi pytaniami z poprzedniego roku. Grupy dla całego roczniku. Ogólnie ludzie współpracowali razem i choć zaliczenia były trudne u profesorów, to gdyby nie współpraca całego rocznika to nie dało by się niektórych ezgzaminów zaliczyć ucząc się tylko z wykładów, bo w większości na polskich studiach jest tak że zupełnie inne zagadnienia wykładowca daje na egzminie, zupełnie coś innego jest na wykładzie. Wykład to taka prezentacja przedstawia definicje, a potem na egzminie dają zadania do policzenia których nigdy wykładowca nie trenował że studentami na zajęciach... Na polskich studiach żeby zaliczyć trzeba mieć dostęp do gotowców, bazy pytań z zeszłych lat. Znałem ludzi którzy byli odludkami, nie integrowali się z grupą, ale chodzili na wszystkie wykłady, notowali, a w końcu i tak uwalali bo profesorek co innego pokazywał na wykładzie co innego dawał na egzaminie... Ja gdybym nie miał dostępu do dysku z bazami z zeszłych lat jestem przekonany że uwaliłbym studia.

Nie podobało mi się wkuwanie co było rok temu na egzaminie, no ale cóż, tak wygląda studiowanie w polsce, wykładowcy co innego pokazują na zajęciach, co innego dają na egzaminie.

Stąd moje pytanie czy ktoś studiował na zagranicznych uczelniach i wie jak tam wygląda system edukacji? Czy studenci też ściśle ze sobą współpracują opracowują pytania razem, czy panuje wyścig szczurów?

Ja uważam że studia w Polsce są łatwe, bo ludzie tworzą wspólne grupy, 200 osób razem współpracuję i jest łatwiej.

Ciekawi mnie jak to wygląda za granicą czy też ludzie mocno trzymają się razem, mają bazy, dyski, etc. Nigdzie nie mogłem znaleźć jakichś grup studenckich do college który by mnie interesował.

reddit.com
u/No-Week-26 — 18 days ago

I'm wondering if being a woman in tech makes them better in this job market or worse. If there are so many candidates, does being a woman give higher chances to be employed, or do they have even less chance to land a job because there are so many males that are very good and skilled, that they have it even worse to compete with them? If, for example, the woman is mediocre, are women even recruited? Stereotypically, women are seen as less skilled; there are fewer very good women software engineers, so what happens to them in this competitive job market? Or do employers pay attention to equity still, even if a woman is less skilled, or do they look at social skills that women more often possess?

reddit.com
u/No-Week-26 — 20 days ago