Jak odróżnić 'intuicję', 'złe przeczucie' od zwykłych lęków?
Hej! Z natury jestem ogromnym overthinkerem, ostrożna w podejmowaniu decyzji, martwiąca się na zapas. W najbliższym czasie planuję zamieszkać z chłopakiem, ale im bliżej tego momentu tym czuję się tym coraz bardziej przerażona. Wizja opuszczenia swojego mieszkania (które wynajmuję za dużą kasę) i przeprowadzka do niego (do jego mieszkania własnościowego, więc finansowo będzie to dla mnie korzystne) wywołuje we mnie duży, wręcz fizyczny niepokój. Mieszkałam wcześniej z innymi partnerami, więc nie jest to dla mnie coś nowego ani nie jestem osobą, która preferuje mieszkanie w pojedynkę będąc w związku.
Stuknął nam już rok razem, temat przeprowadzki jest omawiany przez nas od kilku miesięcy, głównie z inicjatywy partnera (mieliśmy też kłótnie z tego powodu już ok. 6 msc temu, gdy ja nie chciałam się jeszcze do niego przeprowadzić, a on naciskał). Ogólnie jest dobrym chłopakiem i dobrym człowiekiem, widzę, że mu na mnie zależy, dba o mnie. A od początku nie było lekko - dla mnie ostatni rok był bardzo trudny bo dostałam diagnozę przewlekłej choroby, która powoduje ból, z którym żyję każdego dnia już od 1,5 roku. Miałam też po drodze kilka zawirowań zawodowych i innych, ogólnie bardzo dużo wyzwań i ciągły stres - psychicznie nie jestem w najlepszym miejscu - choroba i trudności w jej leczeniu bardzo mnie dobijają, trudno mi psychicznie i fizycznie, co się pewnie też odbija na mojej postawie względem partnera. ogólnie temat tej przeprowadzki powinien być prosty, a mam ogromne wyrzuty sumienia, ze nie umiem się nią cieszyć i nie jestem podekscytowana tak jak on. Nie mam do niej żadnej motywacji ani przekonania, wywołuje to we mnie stres, choć nie ma ku temu realnych powodów... jedyne czego się boję to że partner jest osobą dość wybuchową, szybko się złości, potrafi powiedzieć coś niemiłego z byle powodu (po czym od razu przeprasza). Zdarza się to często i jest dla mnie przykre i stresujące. Ale ogólnie dba o mnie i zależy mu. A mimo to ja czuję jakiś lęk na myśl o zamieszkaniu u niego... jak się rozeznać? Czy to moja paranoja, zjebanie, mój ogólny zły stan zdrowia fizyczny i psychiczny czy jednak 'gut feeling', który mówi mi, że to nie jest dobry czas / właściwa osoba?
Szczerze mówiąc boję się z nim o tym porozmawiać otwarcie. Wiem, że się wścieknie bo przekładam te przeprowadzkę z miesiąca na miesiąc i wciąż nie byłam na to gotowa. Brakuje mi też na to sił fizycznych bo codziennie żyję z bólem, jestem tym wykończona, nie mam nawet motywacji do spotykania się z przyjaciółmi. Ostatni raz przeprowadzałam się rok temu, dla mnie to bardzo niedawno (dużo mnie to kosztowało nerwów i pieniędzy bo musiałam wyprowadzić się z dnia na dzień, poza tym przywiązuje się bardzo do miejsca i własnego kąta i każda zmiana tej podstawowej przestrzeni, jaka jest miejsce zamieszkania, wywołuje we mnie duży stres. Mam wyrzuty sumienia, że nie jestem tak zdecydowana jak on i że tak mi jakoś trudno w tej sytuacji. Czuję się serio jakaś zje*ana, niezdolna do podjęcia decyzji, w zakopana w lęku i niepewności.