Ścieżki rowerowe - czyli mam wrażenie, że ktoś kto je w wielu miejscach projektował nienawidzi rowerzystów i w dupie ma czyjekolwiek bezpieczeństwo
O dziwo nie zamierzam psioczyć na ścieżki w Warszawie. Bywają dziwne i nie najlepiej zaprojektowane, ale generalnie da się po nich poruszać (w miarę) płynnie, i w miarę sprawnie. Oczywiście są te dziwne łuczki wokół przejść dla pieszych, przecinają wyjazdy z posesji (więc nie są równe, tylko mają góry i doliny), ale generalnie stanowią (w miarę) spójny i ciągły system, tzn. ostatnio jak jechałem z Pragi Północ na Ursus (a potem dalej na Pruszków i Grodzisk - ale o tym zaraz), to właściwie utrzymywałem średnią prędkość w okolicach 20 km/h i nawet jak w jednym miejscu musiałem zjechać na jezdnię to i zjazd, i powrót na ścieżkę były całkiem sensownie wyprofilowane i zorganizowane tak, że nie miałem jednego wielkiego "WTF?!?".
No właśnie i dojeżdżamy do Pruszkowa, a właściwie nawet nieco wcześniej. Ścieżki co chwilę przejeżdżają tu z jednej strony ulicy na drugą. Kończą się nagle, przechodząc w chodnik ale bez wyraźnego miejsca gdzie można zjechać bezpiecznie i płynnie na jezdnię. Jak już sam się zdecyduję zjechać na jezdnię (bo to właśnie nie jest oczywiste, więc jakieś odcinki jechałem po chodnikach, zwłaszcza, że kierowcy myślą, że te ścieżki są i "za karę" wyprzedzają na żyletki), to po 100 metrach ścieżka znów się pojawia, znów bez oczywistego początku i najczęściej z drugiej strony ulicy, by potem się rozpłynąć po 200 kolejnych metrach, albo w ogóle skończyć w murku (sic!).
A już szczytem była droga pieszo-rowerowa, oczywiście, że też biegnąca wężykiem, wąska na tyle, że się nie da na niej minąć i z zakazem jazdy rowerem po jezdni (tak, żeby nie było za wygodnie jak biegnie po tej drugiej stronie - wtedy można by jechać jezdnią, no ale właśnie jest zakaz). A jeszcze lepsze, że to już jakaś kompletna wiocha, psy dupami szczekają, więc w sobotę w okolicach południa przejeżdżały może 2 samochody - ale po jezdni nie wolno jechać i już! Po co tam w ogóle ta "ścieżka" na chodniku była wyznaczona? W jakim celu??? Żeby samochodziarzom było łatwiej i wygodniej? Czy może żeby wójt mógł odhaczyć "otwarcie ciągu pieszo-rowerowego, inwestycja współrozkradziona ze środków UE?