Żadna praca nie jest już bezpieczna - o co chodzi z tym rynkiem pracy?
Mam wrażenie, że bardzo dużo osób uważa, że to stricte ich branża ma problemy i odbiera brak ofert dla juniorów oraz wysoką rywalizację o stanowisko osobiście. Prawda jest jednak taka, że o ile ludzie w IT, finansach i marketingu mogą mówić o chorej ilości chętnych na juniorów, to samo może powiedzieć każda inna praca.
Każdy mówi, żeby pójść do pracy fizycznej, stolarz, glazurnik, budowlaniec, elektryk. Tylko, że moment w którym faktycznie wyszukacie sobie, nawet na tej grupie, opinie o tych zawodach, to macie ludzi wypowiadających się o tym, że nie dość, że nie mają szczególnie dużego pola manewru na rynku pracy gdy nie są jakoś absolutnie wybitni z latami doświadczenia, to jeszcze wymieniają wszystkie problemy zdrowotne jakie te zawody im przyniosły.
Ja sama mogę powiedzieć, że na pracę studencką, jak i na taką zwykłą pracę dla robola na magazynie, są po 100-200 CV. Wiem, bo sama się do takiej załapałam i szukaliśmy akurat pracownika. Moja managerka powiedziała, że CV jest ogrom (dwa dni po wystawieniu ogłoszenia), i w sumie to wolałaby kogoś z polecenia - a mowa o pracy w gastronomi, gdzie podobno jeden z kandydatów usłyszał, że 2 lata na kelnerce to za mała na złapanie aktualnie nowej pracy, również na kelnerce. Prace dla studentów, przypomnę. Nie mówię, że tak jest wszędzie, bo mi jakoś się udało. Ale mówię, że to coraz częstsze i występuje.
Ta sama sytuacja na magazynie u mojego znajomego, praca za minimalną, dodam. Praca na produkcji? W firmie, w której pracuje jeden z moich rodziców, od lat były jedynie wystawiane ogłoszenia o pracę, nikt nie słyszał o czymś takim jak masowe zwolnienia. Po raz pierwszy od lat, nie dość że nie zatrudniają, wywalili ogrom ludzi (i wcale nie takich, którzy ciągle byli na L4 i uważali, że minimalna płaca = minimalna praca, tylko dobrych i uczciwych), a i na wakacje po raz pierwszy przestali brać studentów do roboty.
Zakładając dalszy outsourcing i rozwój AI, skoro każdy już tak przewiduje, że ludzie w IT stracą pracę, oprócz tej top 10% która będzie wydawać AI polecenia, to śmiało możemy stwierdzić, że przed pełnym pozbyciem się ludzi z IT, pozbędziemy się też 80% księgowości, finansów, marketingu, hr, a także dużej ilości inżynierów mających pracę biurową, którą nieraz da się zautomatyzować. Praca fizyczna ich wszystkich nie przyjmie, bo już teraz jest ciężko.
Ludzie nie będą mieć pracy, nie będą mieć jak kupować produktów tych wszystkich korporacji które wymieniły ich na hindusów i roboty. Wtedy nawet ci mityczni lekarze którzy biorą 80 tysięcy na fakturę będą w d... bo ludzie bez pracy i pieniędzy nie zapłacą im za prywatne leczenie pieniędzy, których nie mają.
I w sumie na całym tym rancie chcę oprzeć pytanie - jak myślicie, co będzie dalej? Czy w tej sytuacji po prostu czeka nas nieunikniona klęska ekonomiczna? Czy te wszystkie firmy wymieniając pracowników, nie myślą o tym, że inne firmy, których pracownicy są również ich klientami, robią to samo i w ten sposób nikt już nie będzie kupować żadnych usług?