u/StaryZgred2012

Local content? Jaki "local content"?

Local content? Jaki "local content"?

"Wiadomo już, że w światowej gospodarce następuje technologiczna rewolucja, którą napędzają innowacje i wiedza. Tymczasem twarde dane wskazują na to, że Polska nie należy do liderów w tych dyscyplinach. Dane Komisji Europejskiej pokazują na przykład, że poziom wykorzystania technologii cyfrowych przez małe i średnie przedsiębiorstwa w Polsce utrzymuje się poniżej średniej UE, co ogranicza innowacyjność i produktywność."

biznes.interia.pl
u/StaryZgred2012 — 13 days ago

Prekariat akademicki i absolwencki

Artykuł porusza problemy francuskie, ale mam wrażenie, że u nas uwarunkowanie kariery koneksjami towarzysko-politycznymi i majątkiem rodzinnym jest jeszcze większe. Skrajnym przypadkiem jest patologia kanciarza ze Szpitala Południowego w Warszawie, który wyraźnie był tak pewny swojej bezkarności pod politycznym parasolem, że nieomal w poziomie bezczelności przeskoczył niegdysiejszego Misiewicza.

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/prekariat-czyli-nowa-klasa-spoleczna-we-francji-kraj-nie-radzi-sobie-z-bezrobociem/gtdh63g

No i gdzie my jesteśmy? I z jaką ofertą wychodzimy do coraz mniej licznych kandydatów na studia? I na ile rozbudzamy ich aspiracje i zaspokajamy potrzeby?

u/StaryZgred2012 — 1 month ago

Polskie uczelnie - liche zarządzanie, marna edukacja, marnotrawstwo środków

W komentarzach pod artykułem "NCN wprowadza ograniczenia w konkursach grantowych!" (Forum Akademickie, 12.06.2026, link) ukazał się komentarz autorstwa malgorzata.academicus (13.06.2026 11:54), który dla wygody dyskusji pozwalam sobie wstawić w całości:

~malgorzata.academicus 13.06.2026 11:54

>Okropnie mnie drażnią te utyskiwania środowiska akademickiego. Włożę kij w mrowisko pisząc, że nie dałabym ani grosza na badania naukowe bez przywrócenia polskim uczelniom ich właściwej roli czyli KSZTAŁCENIA młodego pokolenia, bo na to daje pieniądze podatnik. Polskie uczelnie po transformacji, w mojej skromnej opinii, stały się źródłem stałego upadku polskiego społeczeństwa. Brak szacunku dla prawa, regulaminów, drugiego człowieka. Tego się uczy student bardzo szybko - podobnie jak oszukiwania systemu dla zdobycia dyplomu jak najmniejszym kosztem skoro curriculum studiów trąci myszką. Koterie, walka o kasę, a przede wszystkim całkowity egocentryzm - nastawienie na własną karierę, zarobki i władzę - to jest wizytówka polskiej uczelni i środowiska - ta najbardziej widoczna (przepraszam tutaj pozytywistów, pozostających niestety w mniejszości).. Truizmem jest stwierdzenie, że "takie będą rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie". Problem z Collegium Humanum? Come on, tak jest wszędzie. "Przecież ktoś celowo na to pozwala" - a niby kto misiu? Fikcyjne procedury, brak nadzoru uczelnianego nad procesem dydaktycznym, oczywiste potwierdzanie nieprawdy w raportach samooceny dla PKA, których de facto nikt nie kontroluje. Drop out ma się w najlepsze. Oczywiście system jest do szpiku chory (system creates behaviour), a tzw. "demokracja akademicka" tylko wzmacnia w nim patologie, bo jest egzemplifikacją środowiskowych powiązań zachowania interesów i niszczenia ludzi niepokornych. W imię układów środowiskowych konformizm osiąga poziomy nieakceptowalne z przyzwoleniem dla niszczenia ludzi w imię własnych interesów.. Ostatnim przykładem morale środowiska jest nadanie honoris causa PK Tadeusiewiczowi. Politechnika Wrocławska odmówiła powołania recenzenta, lokalny recenzent (dawny przewodniczący KEN), napisał pozytywną recenzję pomimo wiedzy o recenzji prof. Idziaka, która doprowadziła do odwołania Tadeusiewicza z prezesury OK PAN... Sygnał poszedł jasny - nie wychylać się... Politycy są odpowiedzialni tylko za fatalną ustawę i organizację - tylko, że one są tworzone pod dyktando korporacji środowiskowej. A przy okazji drobne przypomnienie. W latach 2004-2015 Polska zaciągnęła kilka miliardów euro kredytu w EBI na finansowanie nauki (w tym na NCN). Powiedzcie studentom, dla których nie macie czasu zajmując się "nałką, grantozą i punktozą", ze mają całe życie spłacać wasze dodatki do pensji. Strajkujcie, a młodzi sfrustrowani konfederaci pokażą Wam wkrótce co myślą o środowisku akademickim. Czy coś można zmienić? Przestałam w to wierzyć...

Nie ukrywam, że w dużej części podzielam te poglądy. W mojej opinii jakość zarządzania uczelniami przed gowiniadą była kiepska, ale obecnie jest tak licha, że zgłębia poziomy do tej pory nieznane. Do władzy w uczelniach doszły w dominującej większości grupy miernot naukowych i dydaktycznych, które zobaczyły przed sobą szansę na karierę administracyjną i polityczną. A z kolei przerost zatrudnienia wśród nauczycieli akademickich jest duży, a wśród administracji wręcz monstrualny.

A teraz pozwolę sobie wstawić rzecz obrazoburczą, ale znaną osobom śledzącym moje wypowiedzi od lat: środki finansowe postawione w formie subwencji do dyspozycji uczelni SĄ WYSTARCZAJĄCE Z NADDATKIEM do wykonania jedynych zadań uczelni, które są realnie użyteczne społecznie, ekonomicznie i gospodarczo. Proszę pamiętać, że każde 100 etatów przerostu administracyjnego to od 10 do 15 milionów rocznie środków zmarnotrawionych. A tych setek na każdej uczelni jest od kilku do kilkunastu. Analogiczne przerosty wśród nauczycieli akademickich są jeszcze bardziej kosztowne. Nikt z polityków, a szczególnie minister finansów, nie dołoży ani złotówki wobec takiej otchłani przepalania środków bez żadnej korzyści.

Z kolei bez uporządkowania gospodarki finansowej na uczelniach i redukcji zatrudnienia zarobki nie będą podniesione, bo praktycznie każdych dziesięciu nauczycieli akademickich (NA) dźwiga na swoich plecach od sześciu do dziewięciu pracowników z grupy nienauczycieli (NNA).

A od podniesienia uposażeń nauczycieli akademickich zależy, czy podniesiony zostanie poziom nauczania, czyli element o fundamentalnym znaczeniu. Bo jeżeli nawet całość badań prowadzonych na uczelniach i instytutach zniknie to ani świat, ani nawet Polska tego nie zauważy. Bo nie mają żadnego gospodarczego ani społecznego znaczenia. Badania prowadzone na uczelniach od zamierzchłych czasów PRL miały jedno podstawowe zadanie: utrzymanie kontaktu dydaktyków z realnymi pracami badawczymi, czyli jak to ujmuje u/trzy-14, nauczanie choć w części zbliżone do "cutting edge".

No i teraz dochodzimy do punktu, który też głoszę od lat:
zawsze dostajesz to za co naprawdę płacisz.

A za co i ile płacą nauczycielom akademickim? Przyjrzyjmy się strukturze płac. Uprzedzam, że u większości zdziwienie będzie spore.

Otóż parametrem określającym strukturę płacy oraz jej podział na część stałą, badawczą i dydaktyczną jest STAWKA ZA GODZINY PONADWYMIAROWE.

Dowód? Przyjrzyjmy się dwóm stanowiskom z identycznym obciążeniem dydaktycznym, a różniącym się tylko statusem BD vs. D

BD: pensum (dla ustalenia uwagi) 240 godzin, obciążenie 360 godzin

D: pensum 360 godzin, obciążenie 360 godzin

Obciążenie takie samo, a wypłata różni się właśnie o te 120 godzin ponadwymiarowych. Rocznie. Czyli średniomiesięcznie o 10 godzin. Czyli idąc dalej, w zależności od stawek w danej uczelni, od 600 do 1200 zł. Brutto i miesięcznie. I to jest prawdziwa kwota za dodatkowe obowiązki badawcze. I nie przyjmuję argumentacji, że stawki za godziny ponadwymiarowe są inne niż za zawarte w pensum, bo to nie ustoi przed żadnym sądem pracy! Dwie różne stawki dla tego samego pracownika za takie same obowiązki?! Stawka jest jedna i to jest właśnie ta urągająca stawka za godziny ponadwymiarowe!

A teraz przyjrzyjmy się obowiązkom dydaktycznym. U BD to średniomiesięcznie 20 godzin, czyli od 1200 do 2400 zł brutto. U D to średniomiesięcznie 30 godzin, czyli od 1800 do 3600 zł brutto. Reszta to składnik stały.

Czyli podsumowując:

BD: badania (600...1200 zł) + dydaktyka (1200...2400 zł) + składnik stały

D: dydaktyka (1800...3600 zł) + składnik stały

I teraz wyraźnie widać, dlaczego od dekad nie ma w Polsce realnego uprawiania nauki. BO TO SIĘ NIE OPŁACA! Za kwotę rzędu 400...800 zł netto miesięcznie nikt MIT czy Harvardu tu nie zrobi nawet, gdy dostanie środki na sprzęt. Ale tylko sprzęt, bo na wynagrodzenia już nie. Patologiczny przykład wynagrodzeń z grantów NCN jest dobitny! Ani kosmicznej dydaktyki za kwoty rzędu 40...80 zł netto za godzinę lekcyjną zajęć też nie zrobi. A najbardziej demoralizującym jest składnik stały, który ma tym wyższy udział procentowy im niższa jest stawka za godziny ponadwymiarowe. Bo to jest składnik czy się stoi, czy się leży. Więc dominująca większość pracowników przyjmuje jedyną racjonalną postawę maksymalizującą ich marżę: LEŻY SIĘ. Bo przy de facto ryczałtowych wypłatach racjonalna jest jedynie postawa minimalizująca wysiłek.

reddit.com
u/StaryZgred2012 — 1 month ago

Realna koncepcja suwerenności cyfrowej czy kolejna prywatna wydmuszka na publicznych pieniądzach?

Propozycja warta rozważenia, ale podchodzę do tego nieufnie w świetle ujawnionych przez u/trzy-14 wątpliwych osiągnięć IDEAS przy jednoczesnym przepaleniu kilkudziesięciu milionów złotych.

klubjagiellonski.pl
u/StaryZgred2012 — 2 months ago