Dostawcy jedzenia na ścieżkach rowerowych i chodnikach
Dzisiaj pojechałem na zwykłą przejażdżkę rowerem i szczerze mówiąc zaczyna się robić bbardzo niebezpiecznie. Co chwilę mijał mnie elektryczny motor albo ciężki fatbike lecący spokojnie 40 km/h po ścieżce rowerowej, często bez dzwonka, bez zwalniania, czasem kilka centymetrów ode mnie. Policja stoi obok i nic nie robi.
I nie chodzi mi nawet o samych kierowców tych przybytków. Większość z nich to pewnie dostawcy jedzenia pracujący dla wielkich aplikacji typu Uber Eats czy Glovo. Amerykańskie korpo zbudowały sobie model biznesowy, w którym koszty infrastruktury ponosi społeczeństwo a zysk jest prywatyzowany.
Nawet ścieżka rowerowa nie jest już miejscem dla ludzi tylko elementem darmowego łańcucha logistycznego. Bezpieczeństwo czy zwykły komfort innych rowerzystów schodzą na dalszy plan.
Nie mam nic przeciwko ludziom próbującym zarobić, ale obecny stan jest absurdem. Jeśli pojazd jedzie 40 km/h, jest szeroki jak motor i waży więcej niż rowerzysta z rowerem razem wzięci, to może nie powinien zapierdalać po tej samej drodze co dzieci, starsi ludzie i zwykli rowerzyści.