Być stale w centrum rzeczywistości. Recenzja wystawy „Jesteś w centrum zmian. Surrealizm i antyfaszyzm” w MSN
▲ 1 r/lewica

Być stale w centrum rzeczywistości. Recenzja wystawy „Jesteś w centrum zmian. Surrealizm i antyfaszyzm” w MSN

Wystawa w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej przełamuje obiegowe wyobrażenia o surrealizmie. Pokazuje, że polityczność była wpisana w DNA tego ruchu. I stawia pytanie o aktualność nadrealizmu dzisiaj.

W 2024 roku hucznie obchodzono stulecie ogłoszenie przez André Bretona „Manifestu surrealizmu”. Zorganizowano szereg wystaw, wyszły liczne książki. Można było spodziewać się tak dużej celebracji tej rocznicy. Niewiele kierunków w sztuce zdobyło bowiem tak wielką popularność. Surrealizm stał się częścią kultury masowej, a wymyślone przez twórców tego nurtu sposoby obrazowania do dziś są wykorzystywane w modzie, reklamie, filmie czy klipach wideo. A teraz żeruje na nich AI. A jednocześnie surrealizm w sztuce zbanalizował się, powielany przez kolejnych, kolejnych i kolejnych naśladowców, czego przykładem są rozmaite współczesne wcielanie realizmu magicznego i twórczość Rafała Olbińskiego czy Jacka Yerki. 

Jest jeszcze jeden problem. W potocznej świadomości pod hasłem surrealizm – jak gorzko zauważają twórcy zorganizowanej w rocznicowym roku wystawy „Aber hier leben? Nein danke” w monachijskim Lenbachhaus – kryje się „niewielkie grono wybitnych artystów (André Breton, Max Ernst, René Magritte i Salvador Dalí)”. A „wielkie wystawy i ilustrowane albumy propagują bezzębną wersję surrealizmu – która łączy kult gwiazd z domieszką seksu, anegdotami o zmianie partnerów i naskórkowym freudyzmem – jakże chętnie powielaną przez instytucje sztuki” [1]. Nieustannie powtarza się zatem te same dzieła tych samych artystów, czyniąc z nich ikony masowej wyobraźni. I wraca się stale do biografii ich twórców. Czasami jedynie wyłamując się ze stereotypów, jak w filmie „Lee. Na własne oczy” (2023) Ellen Kuras opartym na biografii Lee Miller, lub niebanalnie, co udało się twórcom serialu „To nie jest zagadka kryminalna” (2025), w którym René Magritte’a obsadzono w roli amatora-detektywa. 

W ostatnich latach zaczęto przypominać, że surrealizm miał bardziej różnorodne oblicze. Głośniej mówi się o tym, że nurt ten zmieniał się z czasem, ewoluował. O tym, że był zjawiskiem międzynarodowym, wykraczającym dalece poza powszechnie znany krąg kilku twórców. Wreszcie, że ważną rolę odgrywały w nim kobiety. Bez nich bowiem – widzianych jako samodzielne twórczynie, a nie jedynie muzy, żony i kochanki – nie można odpowiedzialnie opowiedzieć jego historii. Ten bardziej skomplikowany obraz pokazywała duża, przeglądowa wystawa „Surréalisme” zorganizowana w paryskim Centre Pompidou w 100-lecie ogłoszenia manifestu André Bretona. Nie mniej ważna była przywołana już ekspozycja w monachijskim Lenbachhaus. Jej zmienioną i znacznie rozszerzoną wersję, zatytułowaną „Jesteś w sercu zmian. Surrealizm i antyfaszyzm” przygotowało Muzeum Sztuki Nowoczesnej. 

Krytyka zachodniego kolonializmu

Na wystawie w Warszawie znalazły się prace czołowych surrealistów: Hansa Arpa, René Magritte’a, André Massona czy Joana Miró. Nie zabrało Pabla Picassa, który także miał związki z surrealizmem. Jednak twórczynie „Jesteś w sercu zmian” – Dorota Jarecka i Magda Lipska – nie powielają obiegowych przekonań o surrealizmie. Przeciwnie, pokazują mniej znane jego wcielenia, jak w Czechosłowacji, w Wielkiej Brytanii czy w Egipcie. Ważne miejsca w Muzeum Sztuki Nowoczesnej zajmuje twórczość kobiet: Eileen Agar, Leonory Carrington, Leonor Fini, Claude Cahun czy Toyen. Jednak najważniejsze jest zwrócenie uwagi na polityczny wymiar surrealizmu. 

„Jesteś w sercu zmian” przypomina, że polityczność była immanentną częścią tego nurtu. Bowiem, jak podkreślają kuratorzy i kuratorki monachijskiej wersji wystawy „przedrostek «sur-» nie oznacza braku zaangażowania i zajmowania pozycji ponad sprawami dnia codziennego, wręcz przeciwnie – implikuje mierzenie się z afektami, emocjami i wyparciami, które współtworzą rzeczywistość” (ich tekst znalazł się w bardzo ciekawej publikacji towarzyszącej „Jesteś w sercu zmian”) 

Warszawska wystawa opowiada o skomplikowanych relacjach tego nurtu z polityką. Powszechnie znane są związki niektórych surrealistów z marksizmem, zwłaszcza że niektórzy z nich, jak Paul Éluard, z czasem stali się ważnymi komunistycznymi aktywistami, zrywając jednocześnie z surrealizmem. Jednak marksizm w wydaniu stalinowskim to nie był jedyny możliwy wybór – o czym przypomina „Jesteś w sercu zmian”. Przeciwnie, niemniej istotne były chociażby kontakty surrealistów z Lwem Trockim czy flirt z anarchizmem. Marksizm stał się dla nich przede wszystkim narzędziem przydatnym do diagnozy rzeczywistości, ale też myślenia o jej zmianie. Nieprzypadkowo twórczynie wystawy przywołały znaczące słowa André Bretona z 1935 roku: „«Przekształcić świat» – powiedział Marks; «zmienić życie» – powiedział Rimbaud: dla nas te dwa cele stanowią jedno”. Nie był to jedynie slogan.

Surrealiści w latach trzydziestych włączyli się w ruch antyfaszystowski. Opowiedzieli się po stronie republiki w hiszpańskiej wojnie domowej. Potępiali europejski kolonializm. 

I te dwa wątki – antyfaszyzm i sprzeciw wobec kolonializmu – stały się głównymi osiami wystawy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. 

Do niedawna rzadziej mówiono o stosunku surrealizmu do polityki Zachodu w Afryce czy Azji. Tymczasem znacząco wpłynęła na poglądy polityczne surrealistów prowadzona w latach 1921–1926 przez Francję i Hiszpanię wojna z rdzennymi mieszkańcami terytorium Rif w Maroku, a potem Międzynarodowa Wystawa Kolonialna w Paryżu w 1931 roku, będąca apoteozą polityki mocarstw wobec podbitych pozaeuropejskich terenów. Częścią tej ostatniej było między innymi zorganizowane w paryskim Jardin d’Acclimatation „ludzkiego zoo”, w którym osoby z Nowej Kaledonii wystawiono niczym zwierzęta. I to właśnie krytyka zachodniej polityki kolonialnej zapewne sprawiła, że surrealizm stał się ważny i atrakcyjny poza granicami Europy, by wymienić jedynie założoną przez poetę Georgesa Heneina w 1938 roku w Kairze grupę Art et Liberté, której członkinią była między innymi wybitna malarka Inji Efflatoun. 

Materiały prasowe MSN. Fot. Alicja Szulc.

Znacznie więcej pisano o zaangażowaniu części surrealistów po stronie hiszpańskiej republiki. Do legendy przeszedł pawilon Republiki Hiszpańskiej na Wystawie Światowej w Paryżu w 1937 roku – na wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej znalazł się jego model. Budynek zaprojektowany przez Josepa Lluísa Serta i Luisa Lacasę Navarro pomieścił nie tylko „Guernicę” Pabla Picassa, ale też między innymi „Fuente de Mercurio” Alexandra Caldera i monumentalny mural „El Segador” Joana Miró. Pawilon stał się jednym z najważniejszych wydarzeń w sztuce ubiegłego wieku, a obraz Picassa jednym z najważniejszych w dziejach malarstwa. Jednocześnie przysłonił inne zaangażowania polityczne surrealistów, którzy bardzo szybko musieli mierzyć się z faszyzacją życia publicznego w Europie. 

Przemiana w sztukę zdegenerowaną

W 1930 roku bojówki faszystowskich organizacji Liga Patriotów i Liga Antyżydowska przerwały w paryskim kinie Panthéon projekcję „Złotego wieku” Luisa Buñuela oraz zniszczyli zorganizowaną przy tej okazji wystawę, w tym dzieła Maxa Ernsta, Joana Miró i Yves’a Tanguy’ego. A nagonka na film Buñuela, z udziałem między innymi „Le Figaro”, doprowadziła do zakazania jego dystrybucji we Francji. I była to dopiero przygrywka to tego, co miało stać się kilka lat później. Po dojściu nazistów do władzy część artystów i artystek wyemigrowała. Innych pozbawiono możliwości tworzenia. Dzieła przedstawicieli awangardy usunięto ze zbiorów publicznych, a niektóre z nich pokazano na wystawie „Sztuka zdegenerowana” zorganizowanej w Monachium w 1937 roku, a potem prezentowanej w innych niemieckich miastach. 

Wystawa przypomina, że polityka nazistów wobec kultury spotykała się z poparciem także w Polsce. Nasza prasa prawicowa, ale także popularna używały wobec surrealizmu określenia „sztuka zwyrodniała”. Swoich zwolenników miał wówczas Benito Mussolini, a o buncie Francisca Franco pisano z uznaniem. Jednocześnie dzieła czołowych surrealistów Hansa Arpa, Maxa Ernsta, Kurta Seligmanna znalazły się w kolekcji grupy a.r., przekazanej w 1931 roku do Muzeum Historii i Sztuki im. Juliana i Kazimierza Bartoszewiczów w Łodzi. Później do jego zbiorów nabyto między innymi obraz bliskiego pittura metafisica triesteńskiego malarza Arturo Nathana, zamordowanego w 1944 roku w obozie koncentracyjnym Bergen-Belsen. Pod koniec lat trzydziestych Łódź ze swoim muzeum stała się unikalnym miejscem w Europie. 

Surrealiści nie uciekali od polityki, ale też ona ich nieustannie dopadała. Emigracja z nazistowskich Niemiec była jedynie początkiem. 

Do kolejnej zostali zmuszeni ci, którzy po 1933 roku znaleźli schronienie w Czechosłowacji. W 1940 roku Francja internowała wielu obywateli i obywatelek Niemiec, którzy schronili się na jej terytorium, uciekając przed Hitlerem. Wreszcie wielu surrealistów, między innymi André Breton, Marcel Duchamp i Max Ernst, musiało uciekać z okupowanej przez Niemców Francji. Zagrożenie było bardzo realne, o czym przypominają losy pierwszej żony tego ostatniego, historyczki sztuki i pisarki Luise Straus-Ernst, która po dojściu do władzy nazistów wyemigrowała do Francji i w 1944 roku została aresztowana, a następnie zamordowana w Auschwitz. 

Max Ernst, „Głowa anioła ogniska domowego”, ok. 1937. Materiały prasowe MSN © ADAGP Paris.

Inni wybrali opór. Na wystawie znalazło się miejsce dla zbyt mało obecnie znanej grupy La Main à plume, składającej się z młodych poetów i malarzy zafascynowanych surrealizmem. Zaangażowanych politycznie, o lewicowych poglądach, ale, jak sami podkreślali, tak samo dalekich od związanego z komunistami Louisa Aragona (współtwórcy surrealizmu), jak od zafascynowanego faszyzmem Pierre’a Drieu la Rochelle’a (w czasie wojny jednego z czołowych francuskich kolaborantów). Tworzyli, wydawali książki, ale też włączyli się we francuski ruch oporu. Na swój sposób walczyły związane z surrealizmem Claude Cahun i Marcel Moore, obecnie uznawane za jedne z najważniejszych osób LGTB+ w sztuce. Po zajęciu przez Niemcy wyspy Jersey, na której od 1937 roku mieszkały, rozpoczęły kolportaż antynazistowskich ulotek. Długo pozostawały nieuchwytne, jednak po ich aresztowaniu zostały skazane na śmierć – wyroku szczęśliwie nie wykonano. 

Polityczny był zarówno sam program artystyczny surrealizmu, jak i głoszony światopogląd – pochwała absolutnej wolności i postulat uwolnienia się od wszelkich nakazów ze strony państwa, Kościoła czy społeczeństwa. 

Rewolucyjny potencjał miała wreszcie twórczość surrealistów – nie była bezpodstawną intuicja skrajnej prawicy (i nazistów), że to ich sztuka niesie ze sobą zagrożenie. Ambicją artystów była zmiana rzeczywistości, a narzędziem do tego – wyobraźnia. Bowiem tylko ona, jak ogłosił w swym manifeście André Breton, mówi „o tym, co może być”.

Wystawa, opowiadając o postawach surrealistów wobec faszyzmu i kolonializmu, stawia jeszcze jedno pytanie: na ile daje on narzędzia pozwalające na zmierzenie się z dramatycznymi wydarzeniami: wojną, Holokaustem? Czy surrealistyczna poetyka może pozwolić adekwatnie odpowiedzieć o tych traumach? Znajdziemy tu przykłady dzieł, które o nich mówią: czeskiego artysty i teoretyka sztuki Emila Filli, który aresztowany przez Gestapo 1 września 1939 roku trafił do obozu koncentracyjnego Dachau, a następnie do Buchenwaldu, czy Erny Rosenstein, która była świadkinią zamordowania jej rodziców przez polskiego szmalcownika.

Oswojenie nadrealizmu

Po zakończeniu drugiej wojny ponownie zaczęto organizować Międzynarodowe Wystawy Surrealizmu – pierwszą w 1947 roku w paryskiej Galerie Maeght, która z czasem stanie się jedną z najważniejszych galerii w powojennej Europie. Surrealizm stał się częścią artystycznego mainstreamu. Jego czołowi przedstawiciele odnieśli komercyjny sukces, a Salvador Dalí w masowym obiegu zostanie uznany z jego najsłynniejszą i najbardziej reprezentatywną twarz. Paradoksalnie, bo już w 1934 roku, André Breton urządził „proces”, zarzucając Dalemu między innymi fascynację faszyzmem, a pięć lat później ostatecznie został usunięty z grupy. 

Victor Brauner, „Spotkanie przy ulicy Perrel 2”, 1946. Materiały prasowe MSN © ADAGP Paris.

Jednak – mając świadomość jego „oswojenia” przez system – nadrealizm nadal intrygował kolejne pokolenie, w tym też inspirował do politycznego zaangażowania. „Surrealizm stał się bronią, którą wybrałem do samoobrony, i zawsze był i będzie moim sposobem na życie” [2] – pisał w liście do André Bretona afroamerykański artysta Ted Joans, który w latach sześćdziesiątych uciekł przed rasizmem panującym w jego kraju. I to z ruchu zapoczątkowanego w 1924 roku wywodzi się pamiętne hasło: „Soyez réalistes, demandez l’impossible”, o którym trzydzieści lat później napisał Philippe Sollers: „Oto najpiękniejsze hasło Maja ’68, najgłębsze, najbardziej jawnie surrealistyczne. Można je powtarzać w każdej chwili” [3].

A surrealizm dziś? W nowym stuleciu pojawiła się grupa artystów i artystek, którzy nagle zaczęli się odwoływać do sztuki spod znaku André Bretona. Sięgnęli oni po wzorce, stylistyki czy też techniki, które często uchodziły za całkowicie martwe. Skutecznie, bo wzbudzili zainteresowanie publiczności, a nawet odnieśli rynkowy sukces. Okrzyknięto ich nawet nowymi surrealistami – prestiżowe wydawnictwo Phaidon w 2023 roku wydało nawet tak zatytułowaną książkę, umieszczając na jej okładce obraz Ewy Juszkiewicz. Tylko czy nadrealizm ma zatem nadal polityczny potencjał? Czy też stał się jedynie zasobem rozmaitych chwytów formalnych, po które w razie potrzeby można sięgnąć? Być może w dobie płynnej nowoczesności, powtarzających się kryzysów, niepewności, a nawet poczucia cywilizacyjnego wyczerpania, lekcja surrealizmu pozwala lepiej zrozumieć naszą rzeczywistość. Przede wszystkim jednak: obnaża ona niebezpieczeństwo rozmaitych lewicowych i prawicowych retropii, które, jak pisał Zygmunt Baumann, proponują ucieczkę w lepszą przeszłość zamiast szukania rozwiązań w przyszłości. 

Przypisy:

[1] Stephanie Weber, Adrian Djukić, Karin Althaus, Ara H. Merjian, „Ale żyć tutaj? Nie, dziękuję. Surrealizm i antyfaszyzm” [w:] „Jesteś w sercu zmian. Surrealizm i antyfaszyzm”, pod red. Doroty Jareckiej i Magdy Lipskiej, Muzeum Sztuki Nowoczesnej W Warszawie, Warszawa  2026, s. 15.
[2] Cytat za: „Jesteś w sercu zmian. Surrealizm i antyfaszyzm” [tekst kuratorski towarzyszący wystawie].
[3] Philippe Sollers, „Soyez réalistes, demandez l’impossible”, „L’Express”, 16 kwietnia 1998.

Wystawa:

„Jesteś w sercu zmian. Surrealizm i antyfaszyzm”, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Warszawa, 26 czerwca 2026 – 10 stycznia 2027, kuratorki: Dorota Jarecka i Magda Lipska.

Piotr Kosiewski

Historyk i krytyk sztuki, publicysta. Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Wiceprezes Sekcji Polskiej AICA. Laureat Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy za 2013 rok.

kulturaliberalna.pl
u/BubsyFanboy — 4 days ago
▲ 3 r/lewica

Wojna na lewicy. Czy partia Razem dogada się z Tuskiem?

„Podział lewicy według klucza «popieramy Tuska czy nie» jest fundamentalny i przesądzi o osobnych startach. Zresztą ze strony Razem pójście na wspólnej liście byłoby nierozsądne. Nie po to nie wchodzili do rządu, by na ostatniej prostej układać się z lewicą, którą krytykują za «koryciarstwo». Jeśli sondaże wskazują, że są blisko progu wyborczego, to moim zdaniem, zaryzykują samodzielny start” – twierdzi prezes Klubu Jagiellońskiego w audycji „Sabat symetrystów”.

Paweł Musiałek był gościem Grzegorza Sroczyńskiego w „Sabacie symetrystów”

9 października 2026

Ludzie o tych samych poglądach zwalczają się najbardziej

Zapytany o zaostrzenie konfliktu między lewicami Paweł Musiałek stwierdził:

– Jest rzeczą oczywistą, że spór między Nową Lewicą a Razem musi być spektakularny. Obie formacje walczą bowiem o ten sam elektorat. To zupełnie naturalne, że ludzie o podobnych poglądach ideowych ścierają się najostrzej, bo ubiegają się o te same głosy.

Pojawia się jedynie pytanie, czy najlepszą formą rywalizacji z Razem jest dawanie im pretekstu do pojawiania się w mediach i udostępnianie im mikrofonu, co pozwala im zabłysnąć.

– Dla Nowej Lewicy najbardziej pożądany jest scenariusz, w którym pokazują różnice między sobą a Razem, ale nie stwarzają sytuacji zmuszającej dziennikarzy do pytań kierowanych do polityków Razem. A to właśnie zrobiła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk – kontynuował.

W polityce kluczowe są personalia

– Jednej listy oczywiście nie będzie. Z jednej strony Razem wierzy, że może samodzielnie przekroczyć próg wyborczy, ale jest też ważniejszy powód. W polityce, szczególnie polskiej, kluczowa bywa nie zbieżność ideowa, lecz stosunek do konkretnych ludzi. To relacje personalne często definiują tożsamość polityczną. Powinno być oczywiście odwrotnie: najpierw poglądy ideowe, a z nich wynikające kwestie personalne. W Polsce jest na odwrót.

Podział lewicy według klucza „popieramy Tuska czy nie” jest fundamentalny i przesądzi o osobnych startach. Zresztą ze strony Razem pójście na wspólnej liście byłoby nierozsądne. Nie po to nie wchodzili do rządu, by na ostatniej prostej układać się z lewicą, którą krytykują za „koryciarstwo”. Jeśli sondaże wskazują, że są blisko progu wyborczego, to moim zdaniem, zaryzykują samodzielny start – stwierdził.

Tusk a jedna lista

– Podstawowe pytanie brzmi: czy z punktu widzenia Donalda Tuska jedna lista z Lewicą jest wariantem optymalnym? Można postawić tezę, że ten scenariusz budzi pewne wątpliwości. Korzyści są zrozumiałe. Mechanizm systemu d’Hondta daje dużej liście premię. Są jednak argumenty wskazujące na problematyczność takiego rozwiązania.

Weźmy chociażby PSL. Gdyby Stronnictwo miało startować na jednej liście z Koalicją Obywatelską, to pod warunkiem, że bez Lewicy, inaczej oznaczałoby to dla nich anihilację. Pamiętamy ostrą krytykę ze strony wyborców PSL po wspólnym starcie z Lewicą w wyborach do Europarlamentu, co nie przyniosło wówczas dobrego wyniku.

Szeroka lista obejmująca tak różne formacje i głosy może też zniechęcać część wyborców do pójścia do urn. To pierwsza okoliczność, która sprawia, że wspólna lista z Lewicą nie jest przesądzona – stwierdził Musiałek.

– Jest też drugi argument, a mianowicie pytanie: czy z punktu widzenia Donalda Tuska przekroczenie progu wyborczego przez partię Razem jest korzystne? Poprzednim razem premier nie wziął ich do rządu, bo nie musiał. Mógł stworzyć koalicję bardziej zwartą i mniej uciążliwą. Wiedział, że Czarzasty jest dużo bardziej skłonny do ustępstw niż „razemki”, które są jak kundelki, nieduże, ale bardzo głośno szczekają.

Więc w tamtej sytuacji Tusk ich nie wziął. Jeśli jednak w przyszłości będzie zmuszony wziąć ich na pokład, bo to właśnie Razem da mu większość parlamentarną, to sprawa będzie wyglądać inaczej. Tusk wie oczywiście, że to oznacza konkretny koszt i konieczność zagwarantowania im pewnych spraw. Wolałby tego uniknąć, ale zmuszony sytuacją przedłoży porozumienie z Razem nad oddanie władzy prawicy – podsumował prezes Klubu Jagiellońskiego.

klubjagiellonski.pl
u/BubsyFanboy — 5 days ago
▲ 0 r/Socjalliberalizm+1 crossposts

Dlaczego warszawskie referendum okazało się klapą?

Przede wszystkim zawiódł timing i typowe przeszacowanie wpływu afer na postrzeganie rzeczywistości przez wyborców. Ale jest też coś, czego organizatorzy nie zrozumieli na temat dzisiejszej Warszawy.

30.09.2026

Nie będzie referendum ws. odwołania Rafała Trzaskowskiego ze stanowiska prezydenta Warszawy. Liberałowie mogą zacierać ręce, bo wreszcie dostali jakąś prestiżową wygraną nad prawicą, która tak prze do władzy. Prawicowi (zwłaszcza) kierowcy mogą zagryzać wargi ze wściekłości. Przecież jeszcze kilka tygodni temu tak bardzo wierzyli, że nadchodzi koniec tego strasznego „terroru” zwężania ulic i stawiania słupków. Lewacy mogą, jak zwykle, postać z boku i zająć się komentowaniem. Albo swoimi sprawami.

Czy to źle, czy dobrze, że do referendum nie dojdzie? Nawet wśród umiarkowanych zwolenników Trzaskowskiego zdania mogą być podzielone. Wszak nic tak nie dopinguje władzy, jak perspektywa jej odwołania. A miejski aktywizm obywatelski jest jednym z niewielu przejawów oddolnej demokracji, która się w Polsce autentycznie udała.

Ważniejsze jest chyba pytanie, dlaczego się nie udało? I co musi się stać, aby w innych przypadkach się jednak udało?

Nosił Wilk razy kilka

Przede wszystkim zawiódł timing i typowe przeszacowanie wpływu afer na postrzeganie rzeczywistości przez wyborców. Podpisy zbierane były w okresie wakacyjnym, a więc wtedy, gdy miasto pustoszeje. Dodatkowo całą akcję zorganizowano na skutek wybuchu afery Szpitala Południowego. Problem w tym, że media i przeciwnicy Trzaskowskiego sklejali tę aferę przede wszystkim z Tuskiem i rządem, a nie z samym prezydentem Warszawy.

Mało tego, z Trzaskowskiego latami robiono nie tylko „pomagiera” Tuska, ale także Kierwińskiego, który ma faktycznie rządzić Warszawą, więc trudno było teraz przerzucić cały ciężar winy na prezydenta stolicy. Zwłaszcza że ten szybko zrzucił z sań polityków zasiadających w radach nadzorczych. W pewnym sensie chciejstwo prawicy, by dopaść Donalda, osłabiło impet ataku na Rafała.

Dodatkowo organizatorzy, a właściwie organizator, Maciej Wilk, stanął przed kluczowym dylematem każdego z niepartyjnych organizatorów. Czy oprzeć się na partiach opozycyjnych, tracąc apolityczność, ale zyskując za to ich zasoby finansowe i pomoc ludzką przy zbiórce, albo przeciwnie: strzec apolityczności, ale polegać na zasobach własnych?

Czytaj także„Budujcie, byle nie na moim podwórku”. Warszawska lewica przeciwko rewitalizacji SkryArtur Troost

Problem Wilka polegał na tym, że owszem, dopuścił zarówno PiS, jak i polityków czy nawet działaczy skrajnej prawicy, ale, jak sam dziś narzeka, wydatnej pomocy finansowo-osobowej nie dostał. Politycy PiS chętnie fotografowali się przy wolontariuszach, ale sami kwestować nie chcieli. Partia jest w fatalnej kondycji finansowej, a w konkurencji o wyciąganie pieniędzy od wyborców jest jeszcze o wiele skuteczniejsza TV Republika. W takiej sytuacji inwestowanie w ryzykowną inicjatywę generującą wysokie koszty, z której śmietankę może spijać organizator, a nie PiS, nie było dla partii zbyt kuszące.

Z drugiej strony należy pamiętać, że wbrew pozorom PiS ma w Warszawie silniejsze poparcie niż lewica, co nieco zadaje kłam tezie o „lewackiej Warszawie”. Tobiasz Bocheński zdobył w 2024 r. 178 tysięcy głosów, a gdy doda się jeszcze Korwina i Wiplera, to razem daje to około 200 tysięcy głosów prawicowych w Warszawie. Organizatorzy referendum uzyskali 110 tysięcy. Wydaje się to wynikiem przyzwoitym, ale chyba wciąż dalekim od optymalnego nawet w samej bazie prawicowej w Warszawie.

Kto nie rozumie Warszawy?

To rozdwojenie organizatorów między apolitycznością samej inicjatywy a wyraźnym mruganiem w prawicową stronę sprawiło, iż brakowało wyraźnego programu pozytywnego. Sama idea referendum odwoławczego skupia się zwykle na odwołaniu, a nie na proponowaniu zmian. Ale pytanie „co i kto po Trzaskowskim?” ciągle wisiało w powietrzu, podobnie jak problem ogromnego sporu między pieszymi a „samochodziarzami”.

Czytaj takżeNocna prohibicja w Warszawie działa. Lewica miała racjęGalopujący Major

Ci ostatni traktowali referendum jako swoisty plebiscyt na poparcie własnych postulatów, podczas gdy Wilk próbował nadać ruchowi większy ideologiczny sens. I znowu się to nieco rozjeżdżało. Dodatkowo sam Maciej Wilk był w owej kampanii referendalnej, delikatnie mówiąc, mało porywający pod względem merytorycznym. Kto pamięta go z udanej kampanii dotyczącej budowy CPK mógł mieć wrażenie, że sprawy miasta czuje bardziej jako niedawno przyjezdny mieszkaniec tudzież polityk opozycyjny, a nie merytoryczny ekspert. A właśnie to pomagało mu w punktowaniu rządu Tuska i jego hipokryzji w sprawie budowy lotniska.

Najważniejszym jednak powodem, który moim zdaniem zaważył na wyniku, jest przewrót godnościowy, którego akurat w wydaniu warszawskim szeroko rozumiana prawica od lat nie potrafi zauważyć. Potrafiła to wychwycić w sprawie CPK, w której nie chodziło o żadne lotnisko, tylko o wielki tożsamościowy projekt Polaków, ale teraz nie zrozumiała, iż w Warszawie czymś takim są właśnie instagramowe inwestycje Trzaskowskiego.

To bulwary warszawskie, to ta wyśmiewana kładka Trzaskowskiego, to wreszcie nowa, zielona Złota czy nawet ów biały klocek Muzeum Sztuki Współczesnej sprawiają, iż masa warszawiaków jest ze swojego miasta dumna. Owszem, można się z tego śmiać, można się dziwić, można drwić, że coś jest zaledwie „kawałkiem trawniczka”, ale przecież nie o trawniczek tu chodzi, a o pewną próbę równania miasta do tego, co Polacy widzą za granicą, gdy masowo wyjeżdżają na city breaki do europejskich metropolii. Po zachłyśnięciu się manhattanizacją lat 90. w stolicy, a następnie „obwodnicozą” coraz gęściej oplatającą stolicę, przyszła pora na spełnianie aspiracji przez miejsca zielone, bez samochodów, przeznaczone dla pieszych, rodzin z dzieckiem i na niedzielne spacery, które mieszkańcy po prostu uwielbiają. Kto tego nie rozumie, ten nie rozumie Warszawy.

Warszawski brutalizm i krakowski spleen

Trzaskowski, czy szerzej obóz liberalny, szybko to zrozumieli. Wiedzą, że politycznie niewiele to kosztuje, a specyfika inwestycji miejskich polega na tym, że łatwiej docenić naziemny trawniczek niż o wiele bardziej kosztowną wymianę sieci wodociągowej pod ziemią. Nie mówiąc o mieszkaniach komunalnych. Prawica tej zmiany nie czuje, chociaż sama jej ulega za każdym razem, gdy klaszcze tym wszystkim zagranicznym turystom wrzucającym zdjęcia z zachwytem nad przyjazną (i właśnie instagramową) Warszawą.

Czytaj takżeDwa tysiące wydarzeń rocznie. Co dokładnie dzieje się w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej?Agnieszka Wiśniewska rozmawia z Joanną Mytkowską

Można spytać, dlaczego takiego efektu pogoni za instgramozą nie ma w Krakowie? Być może jest on miastem o wiele mniej estetycznie zakompleksionym, które jako perła architektoniczna po prostu nie musi nakładać żadnych zielonych łat na postkomunistyczny brutalizm Warszawy, który, poza garstką hipsterów, zwykle się nie podoba. Może timing, miliony Łukasza Gibały, brak szerokiej bazy dla KO i dla odmiany o wiele większe problemy z komunikacją miejską sprawiły, że w Krakowie liczyło się co innego niż w Warszawie.

A może po prostu każde miasto ma swoją specyfikę. Dlatego prowadzenie kampanii krakowskopodobnej w Warszawie nie mogło się udać, tak jak warszawskopodobny prezydent Miszalski nie mógł się sprawdzić w Krakowie.

Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

krytykapolityczna.pl
u/BubsyFanboy — 11 days ago
▲ 7 r/lewica

PORAŻKA Nawrockiego i Tuska. Paliwo DROŻEJE + wybory w Krakowie | Podsumowanie tygodnia (01.10.2026)

Zapraszamy na #83 podsumowanie tygodnia Razem, a w nim: Adrian Zandberg o bitwie POPiSu, na której jak zawsze tracą Polki i Polacy, Prezydent Karol Nawrocki wetuje ustawę, Tusk zwala winę na Prezydenta i rozkłada ręce, Aleksandra Owca zdobywa czwarty wynik w wyborach w Krakowie, a Razem rośnie i się wzmacnia. Chrystian Talik o kolejnych sprawach koryciarstwa Platformy Obywatelskiej w Warszawie. Oraz Mateusz Merta jak zawsze z segmentem: co słychać w Razem?

00:00 Ceny rosną, płace nie
04:18 Kto się boi Razem?
06:43 Ze studia w Krakowie
08:26 TurboPolska
09:02 Stołki dla swoich (znowu)
11:35 Co słychać w Razem?
13:35 Kącik muzyczny!

youtube.com
u/BubsyFanboy — 14 days ago
▲ 17 r/lewica

ZANDBERG: W niedzielę zagłosuj na Owcę!

Kraków głosuje! Wybory już w niedzielę- oddaj głos na Razem! Aleksandra Owca 2027

youtube.com
u/BubsyFanboy — 20 days ago
▲ 8 r/lewica

Nowa Lewica BLOKUJE darmowe obiady w szkołach | Podsumowanie tygodnia Razem #81 (17.09.2026)

Zapraszamy na #81 podsumowanie tygodnia! Tym razem Adrian Zandberg o tym jak Nowa Lewica (Tomasz Trela) przyznała w końcu czemu tak naprawdę blokują prace nad ustawą Razem o darmowych obiadach w szkołach. Poza tym: PiS i Koalicja Obywatelska przepychają się w sprawie pomocy dla obywateli. Uparta przepychanka między Karolem Nawrockim, a Donaldem Tuskiem skończy się drogim paliwem. A poza tym: ostatni tydzień kampanii Aleksandy Owcy w Krakowie, afera Orlenu w Financial Times, Prawo i Sprawiedliwość odstawia szopkę w Sejmie i więcej!

00:00 Cynizm Nowej Lewicy
01:51 Cynizm PO-PiS
05:35 WAŻNE
06:11 Kraków!
09:32 Cyrk PiSu
11:02 Co słychać w Razem?
13:38 Orlen stracił $230mln

youtube.com
u/BubsyFanboy — 28 days ago
▲ 9 r/lewica

Konfederacja nie zebrała podpisów w Krakowie | Podsumowanie Tygodnia Razem (11.09.2026)

Zapraszamy na podsumowanie tygodnia Razem. Adrian Zandberg i Aleksandra Owca o rosnącym AFD w Niemczech, konfederacka kompromitacja, czyli o tym jak Konfederacja nie zebrała podpisów i nie zarejestrowała kandydata, Bartosza Bocheńczaka w wyborach w Krakowie i o Sławomirze Mentzenie, który wściekł się na swoją partię. Poza tym: Mateusz Morawiecki zakładając Rozwój Plus miał być "racjonalną prawicą", tymczasem toczy wojnę z warzywami, a Nowa Lewica kompletnie traci kręgosłup moralny i zdradza wyborców.

00:00 AFD
02:28 Konfederacja niezarejestrowana
05:29 Morawiecki
08:00 Nowa Lewica grzecznie głosuje
09:40 Afera i po aferze
11:50 Co słychać w Razem?

youtube.com
u/BubsyFanboy — 1 month ago
▲ 21 r/BubsyTheodoreBobcat+1 crossposts

The Twins being mischievous Goobers! (Bubsy 4D Highlight stream Ft. Katey Byrd)

Video by Plush Animates / TGSP

Description:

This took longer to edit, not only cause I was laughing my ass off and editing a lot, but it’s because there was so much improv when it came to the kids!

I can tell Katey has so much fun playing these two. Anyway, yeah this is the same stream only I focused on the dozens of improv we did as Bubsy and the kids, with the occasional oblivia cameo lol.

Yeh that’s all.

Edited by Me ofc, and featuring ‪@KateyByrdVA‬

youtube.com
u/BubsyFanboy — 1 month ago
▲ 8 r/lewica

ZONDACRYPTO - wielka afera prawicy się nie zatrzymuje! Podsumowanie tygodnia Razem (03.09.2026)

Zapraszamy na #79 podsumowanie tygodnia z Razem! Adrian Zandberg o aferze z Zondacrypto i prawicy, która przerzuca między sobą winę za nieuregulowany rynek kryptowaluty. Poza tym koalicja rządząca wysyła ministra do Trybunału Konstytucyjnego, a premier Donald Tusk twierdzi, że minister z jego rządu to najlepszy wybór na naprawę upartyjnionego trybunału. Aleksandra Owca o wyborach w Krakowie. Marcelina Zawisza o brutalnej eksmisji w Poznaniu na osiedlu maltańskim. I więcej!

00:00 Zondacrypto
03:07 Minister Berek
05:02 Błaszczyk
06:06 Maltańskie
08:02 Maltańskie
11:17 Co słychać w Razem?

youtube.com
u/BubsyFanboy — 1 month ago
▲ 18 r/BubsyTheodoreBobcat+1 crossposts

Bella And Drake Dancing (Bubsy Animation)

Video by Plush Animation / TGPS.

Description of the video:

Yes it’s a loop. And that’s the joke.

Yeah I struggled with this one. Bella was not that difficult to animate, but Drake and his legs was the most complicated, as I suck at leg movement and I studied this shit in college, so you think I’d get it by now.

Anyway. The one and only reason why I made this was because when I was listening to one of Tim curry’s songs (I was coping after his death) I pictured in my head of Bella and Drake dancing in a disco 80s club with that one dance from Kronks New Groove.

So I did what any animator would do and I animated it as best as I could. I used no reference, I just sketched it and prayed it worked.

And it did. It’s also fitting that Drake was originally a Tim Curry inspired character, but that shifted to his own character, so it made sense to use this song for the loop animation lol.

That’s all, Rest in peace to Tim Curry, you were an absolute legend.

Music:    • Paradise Garage  

youtube.com
u/BubsyFanboy — 2 months ago
▲ 13 r/lewica

Mróz-Gorgoń i raport pełen BZDUR | Podsumowanie Tygodnia Razem #78 (27.08.2026)

Zapraszamy na #78 podsumowanie tygodnia Razem! W tym odcinku, afera dotycząca raportu "Polaków Portret Własny", czyli raport powstający pod okiem (zdymisjonowanej od tego czasu) pełnomocniczki rządu ds. promocji marki Polski (Barbara Mróz-Gorgoń). Kompletna kompromitacja! Raport miał być w znaczącym stopniu wygenerowany w AI. Co zawierał? O tym Adrian Zandberg. Poza tym w dzisiejszym odcinku: reforma podatkowa, 1 miesiąc do końca kampanii w Krakowie, Palantir i więcej!

00:00 Raport
04:02 Reforma Podatkowa
06:52 Kraków!
07:52 Palantir
11:32 Bezpieczeństwo na drogach
12:30 Co słychać w Razem?
14:57 Kącik Muzyczny

youtube.com
u/BubsyFanboy — 2 months ago
▲ 26 r/lewica

Plan Mieszkaniowy Razem oraz odwieczna wojna PO-PiS | Podsumowanie Tygodnia Razem (20.08.2026)

W tym tygodniu w Podsumowaniu Tygodnia Adrian Zandberg opowie o planie mieszkaniowym Razem. W kilka minut streści najważniejsze postulaty dot. najmu i podatku antyspekulacyjnego oraz pokaże Wam, jak rozprawić się z kryzysem mieszkaniowym.

Aleksandra Owca, prosto ze studia w Krakowie, podsumuje co działo się w minionym tygodniu - a działo się jak zwykle sporo! Afera o Trybunał Konstytucyjny, ucieczka Romanowskiego do prorosyjskiego Naddniestrza i wybory w Krakowie. Pamiętajcie, by zapisać się do drużyny wolontariuszy!

Mamy też nowych gości - ekipa z Poznania, a dokładniej Ania Pieciul i Adam Jura-Czarnecki wyjaśnią, co dzieje się na osiedlu maltańskim.

Chrystian Talik tym Razem dłużej, bo opowie o przepychankach Karola Nawrockiego oraz Donalda Tuska na osobnych obchodach święta Wojska Polskiego. Tak jak w tytule - odwieczna wojna PO-PiS, a tracimy na niej my wszyscy. Merta nadal na urlopie, więc i tym razem Chrystian opowie Wam co słychać w Razem.

Na koniec oczywiście DJ Adrian, lecz trochę inaczej niż zwykle.
Polecamy!

00:00 - Intro
00:26 - Plan Mieszkaniowy Razem
04:41 - wieści z Krakowa
06:03 - Tusk i Afera w TK
08:04 - Gdzie jest Romanowski?
10:06 - Tusk vs Nawrocki
13:30 - Osiedle Maltańskie
16:30 - Co słychać w Razem?
19:35 - Kącik Muzyczny

youtube.com
u/BubsyFanboy — 2 months ago