Korpo-logika w pigułce: Awansujesz, a potem zastępują cię osobą bez kwalifikacji
Pracuję w moim korpo od 3 lat. Po długich staraniach i spełnieniu naprawdę wielu trudnych wymogów, w końcu udało mi się awansować na wyższe stanowisko. Niestety, radość nie trwała długo, bo w firmie pojawiło się hasło: cięcie kosztów.
Okazało się, że za jakiś czas moje obowiązki przejmie koleżanka wracająca z bardzo długiego urlopu macierzyńskiego. Kiedyś pracowała na podobnym stanowisku, ale tu pojawia się spory problem. W mojej obecnej roli język angielski to absolutny, codzienny wymóg, a ona niestety nie posługuje się nim w ogóle.
Dla firmy to jednak nie jest przeszkoda, bo mają idealną furtkę. Akurat kończy mi się aneks do umowy na to wyższe stanowisko. Dostałem więc od szefostwa niezbyt przyjemny wybór: albo spokojna degradacja i powrót na dawne, niższe stanowisko, albo pożegnanie z firmą.
Rozumiem, że po powrocie z urlopu firma musi zapewnić jej miejsce, a że z mojego stanowiska można teraz łatwo uciąć koszty, to padło na mnie. Smutne jest jednak to, że to już nie pierwsza taka sytuacja. Wcześniej przez jej powrót ze zwolnienia ktoś inny też musiał zmienić swoje stanowisko, żeby zrobić jej miejsce.
Morał z tego taki, że można spełniać wszystkie wysokie wymagania, starać się z całych sił i ciągnąć wózek do przodu, a na koniec i tak przegrywa się z Excelem i firmową logistyką. Nieważne, że nowa osoba nie ma kluczowych umiejętności do tej roli.
Miał ktoś z Was podobną, frustrującą sytuację w swoim korpo?