Czy to normalne chodzić chorym do pracy?
Odbywam praktyki studenckie w szkole. Niestety 3 tygodnie temu złapało mnie przeziębienie. Wolnego praktycznie wziąć nie mogę, bo muszę wyrobić godziny praktyk. W pierwszym tygodniu wybrałam się tylko na godziny prowadzenia zajęć, bo ich zostało mi dużo, a odpuściłam sobie obserwację (bo tych godzin zostało mi mniej, oczywiście poinformowałam panią opiekun). Usłyszałam od pani opiekun, że "przecież godziny muszę wyrobić... abym zdążyła... ona też jest chora, też ją boli głowa, a przychodzi do pracy... w szkole to łatwo złapać infekcję". Miałam wtedy okropną chrypę, kaszel i ból głowy. W następnym tygodniu został mi tylko kaszel, chodziłam już na wszystko i komentarz, że "ze wszystkim zdążę, nie muszę się martwić". W trzecim tygodniu pojawiły mi się powikłania od niewyleczonej choroby, tym razem okropny katar, duszący kaszel, leki oczywiście biorę. Na szczęście były egzaminy to przepadł mi tylko piątek (nie byłam w stanie zjawić się w szkole i tym bardziej prowadzić zajęć, poinformowałam panią, że mnie nie będzie). Dziś wracam (również tylko na prowadzenie, obserwacji zostały mi dosłownie 2 dni), nic się nie tłumaczę, nie mówię o swojej chorobie, pani też nie pyta, tylko rzuca tekstami "wszyscy są chorzy", "coś mi ta choroba (jej choroba) nie przemija, ale jak trzeba chodzić, to trzeba". Pani nic nie wspominała o tym, że wzięłaby L4, Podejrzewam, że uważa skoro ona może chodzić chora (starsza osoba), to ja tym bardziej (młoda osoba). Ehh... Może są tu jacyś nauczyciele? Czy faktycznie nie wypada brać L4, tylko nieważne co by się nie działo, jak nie byłoby się chorym, należy chodzić do pracy? Czy to może ja jestem jakaś nienormalna, ponieważ uważam zdrowie za najważniejsze?