Starzy ludzie radzący sobie ze śmiercią
Hej. Ze względu na sytuację w rodzinach moich znajomych i mojej własnej ostatnio zastanawiałam się, jak starzy ludzie radzą sobie ze śmiercią przyjaciół/bliskich w ich wieku. Osobiście mam babcię która miała bardzo dużo rodzeństwa, większość była znacznie starsza od niej i mówiła mi, że po jakimś czasie była tak przyzwyczajona do straty, że nawet nie płakała na pogrzebach. Oprócz tego mówiła, że ona nawet jak ktoś bliski jej zmarł, skupiała się nie na stracie i smutku, tylko tym, kto jej został. Z drugiej strony nigdy nie była typem osoby który miał jakichś przyjaciół i który utrzymywał sporo kontaktów z ludźmi, więc jeśli chodzi o obserwacje jej reakcji teraz, nie mam porównania (chociaż np jej szwagierce mocno pogarsza się zdrowie, babcia zaczęła więcej z nią rozmawiać ale też jak ją o to zapytałam powiedziała że nie jest szczególnie smutna bo jest już przyzwyczajona do tego że ludzie umierają, no a szwagierka ma prawie 90 lat).
Jak jest w przypadku Waszych dziadków? Podchodzą/podchodzili do tego w podobny sposób? Mają w ogóle jakichś znajomych albo przyjaciół, jak tak to stricte w swoim wieku czy też np młodszych? Trochę mnie to męczy, bo bardzo chciałabym mieć kiedyś podejście mojej babci, ludzie w moim otoczeniu też mają bardzo pragmatyczne podejście do śmierci, ale chciałam poczytać jak to jest u Was, bo jak czytałam różne posty po angielsku mam wrażenie, że radzenie sobie ze śmiercią mocno jednak zależy od kultury.