Obecna rekrutacja to jakiś absurd. Mam dość.
Szukam od kilka miesięcy pracy. Przeszłam już dużo rozmów rekrutacyjnych. Niektóre naprawdę absurdalne. Dzisiaj już myślałam że wyjdę z siebie, jak odrzucono mnie po rozmowie, uzasadniając iż byłam za mało zaangażowana podczas rozmowy i że poszukują kogoś kto będzie inicjował rozmowy. Spytałam sie o mojej kompetencje i czy one nie powinny być najważniejsze. Pani menadżerka przyznała że moje kompetencje i wiedza są wystarczające ale mówiłam za mało z pasją. Jest to praca dokumentowo-excelowo-klepaczowa. Rozumiecie? Poszukują kogoś z inicjatywą rozmowy i biznesowym zacięciem do wprowadzania danych w tabelki. To jest po prostu szczyt. Rozmowa trwała godzinę a ja sama opowiadałam o swoich kompetencjach dłuuugo. Mam dość. Następnym razem mnie odrzucą bo nie ten kolor oczu, zły uśmiech, albo za szeroki uśmiech, albo za mało szeroki uśmiech. Nie liczą się twoje kompetencje, tylko czy zawajbujesz z rekruterką czy menadżerem. A i tak na koniec dadzą ci odtwórczą pracę, którą może wykonywać małpa. Za to lista wymagań jak do NASA. Jak myslę o następnej rozmowie to chce mi się rzygać. Jeszcze na koniec wspomnę że raz mnie odrzucono z procesu bo byłam według nich za mało "data driven" (nie pytajcie się co to oznacza w praktyce, nie wiem).