"Wilk w białej furgonetce" - John Darnielle
Wilk w białej furgonetce to debiut literacki Johna Darnielle'a. Pisarz w momencie premiery powieści był już znanym muzykiem z zespołu The Mountain Goats. Na temat jego muzyki się nie wypowiem, bo jako intelektualista słucham tylko polskiego rapu. Powieść, z tego co się orientuję, dobrze się sprzedała za granicą, a w Polsce oczywiście się okazała klapą finansową, bo Polacy nie czytają.
Książka opowiada o losach osoby, która w przeszłości uległa poważnemu wypadkowi i od tamtej pory żyje trochę poza społeczeństwem, a do renty z ubezpieczenia dorabia sobie tworząc listowne gry fabularne, takie w stylu "Choose your own adventure". Jednakże któregoś dnia wydarza się tragedia i poszkodowana zostaje dwójka graczy, którzy grali w jedną z jego gier co przysparza mu pewnych kłopotów.
Sam "wypadek" głównego bohatera i "wypadek" graczy, owiane są początkowo atmosferą tajemnicy, a z czasem dowiadujemy się tu i ówdzie nowych szczegółów.
Narracja powieści prowadzona jest w pierwszej osobie, gdzie główny bohater lawiruje pomiędzy teraźniejszością, a przeszłością i ta druga gra tutaj pierwsze skrzypce. Protagonista zabiera nas do czasów po wypadku, jego rekonwalescencji, relacji ze swoją rodziną no i oczywiście do tej tragedii, która wydarzyło się niedawno i jej konsekwencjach. Czasem rozdziały też nie rozpoczynają się w sposób, który jasno informowałby, czy autor mówi o przeszłości czy mówi o obecnych czasach. Nie sprawia to za bardzo kłopotów (najwyżej zorientujemy się kiedy akcja się dzieje się po paru akapitach) i jest to prawdopodobnie zabieg zamierzony.
Sama książka jest prosta w odbiorze i ciekawa, aczkolwiek nie porywa czytelnika tak by siedział do drugiej w nocy zaczytując się w tej historii. Trochę jest to literatura piękna, a trochę proza gatunkowa (tak wiem, że ten podział jest sztuczny). Co przez to rozumiem? Autor (szczególnie w pierwszej połowie książki) kończy czasem rozdziały jakimś akapitem, który nawiązuje do najbardziej intrygującego wątku w książce, przypomina to taki "cliffhangerowy" zabieg, by zachęcić czytelnika do rozpoczęcia kolejnego rozdziału, co znamy z prozy gatunkowej. Jednakże to w jaki sposób książka jest napisana już trochę przypomina mi literaturę piękną. Chodzi mi o to, że w połowie książki mamy odpowiedzi na większość pytań postawionych nam przez ten tytuł. Gdybym pisał powieść, która ma jak najbardziej zachęcić czytelnika do jej przeczytania, to pewnie bym ją skonstruował tak by te odpowiedzi były bliżej konkluzji samej książki. Druga połowa książki w głównej mierze robi to samo co pierwsza, czyli daje nam więcej kontekstu co do tego co się wydarzyło w przedstawianej historii.
Mówiłem już o tym, że kluczowymi dla fabuły są dwa wątki, dwóch wypadków. Czytając tę powieść ma się wrażenie, że oba będą równie ważne dla opowiadanej historii, ale koniec końców tak nie jest. Jeden z nich jest ważniejszy niż drugi i ma dużo bardziej satysfakcjonujące zakończenie. Myślałem początkowo o tym jak o wadzie, ale w pewnym miejscu lektury, doszedłem do konkluzji, że jeden z tych wątków pełni inną funkcję i stanowi trochę tło dla tego drugiego, oba wypadki mają ze sobą bardzo dużo wspólnego i wraz z wydarzeniami im towarzyszącymi stanowią paralele dla głównego bohatera oraz czytelnika.
Co mogę jeszcze powiedzieć wartościowego o tym tytule? Nic, bo nie mam nic wartościowego do powiedzenia o literaturze w ogóle. Ale z takich mniej wartościowych rzeczy to np. te gry fabularne, które pisze nasz bohater nie stanowią tylko za jakieś tło, ale pojawiają się tu fragmenty tekstu z tych oto gier (na akapit lub dwa). Pojawiają się by np. wrócić do przeszłości, momentu, w którym ich autor je tworzył, lub stanowią jakąś alegorię czy metaforę do dziejącej się akcji, a czasem są ważnym elementem fabularnym. Te fragmenty według mnie nadają książce więcej charakteru.
Czytałem opinie niektórych osób, że ciężko tę książkę polecić i to może być przyczyna jej porażki finansowej (porażki o tyle dotkliwej z uwagi na to, że wydało tę książkę wydawnictwo ArtRage - znane z wydawania tytułów, które się nie sprzedają, ale nawet oni nie doszacowali skali klęski, która się tutaj wydarzyła).
Po przeczytaniu tej lektury, mam takie samo odczucie. Książka mi się podobała, ale raczej bym jej nie polecił czytelnikowi prozy gatunkowej, bo ten tytuł nie jest zbyt ekscytujący. Bardziej bym polecił tę powieść czytelnikom literatury pięknej, którzy chcieliby coś bardziej lekkiego do przeczytania. Mówiąc słowo "lekki" mam na myśli formę książki, użyty język i stopień skomplikowania powieści, bo tematycznie książka nie jest lekka i porusza poważne problemy.
Czytaliście "Wilka w białej furgonetce"? Jeśli tak to jakie macie odczucia?