nie radzę sobie ze sobą i z rodzicami, potrzebuje pomocy
Tak, tutaj się z tym żale, bo nie mam nikogo innego. Pewnie możecie sobie pomyśleć, że znowu jakiś zdenerwowany gówniarz i smarkacz się żali w internecie. To może od razu zacznę – oboje wiecznie tylko mnie poniżali za dziecka, co wylałem wodę na podłogę to od razu były wrzaski, nie krzyki, wrzaski. Przy tym mówiąc, że do niczego się nie nadaje i przy tym mnie wyzywając od gnojów oraz chujów.
Jak miałem problem i poszedłem do matki, to ona zamiast mi na prawdę pomóc, to wolała pogłaskać po głowie, a następnego dnia wyśmiać mnie na forum całej rodziny, cytując "Gnój robi nam wiecznie problemy, a weź później sprzątaj po nim to gówno. Nie potrafi się przystosować gówniarz". A ja wszystko słyszałem z pokoju, z ciężkim sercem. Myślałem, że miała wtedy zły dzień, więc kiedyś do niej poszedłem też o pomoc… i skończyło się na tym samym. Tak samo jak fakt, jak bardzo oni mają mnie w gdzieś, jak kiedykolwiek chciałem z nimi porozmawiać o sztuce, albo i filmie, to coś przytakiwali przy tym niemal że zawsze wracając do obgadywania przyjaciół i rodziny, oczywiście rozmawiając między sobą omijając mnie.
W dodatku ironiczny jest fakt, że moja matka pracuje jako pedagog szkolny, i do takiego dzieciaka z downem czy innym turetem, ma pełno empatii, a do swojego syna którego pobili w szkole ma już w dupie, a jak już przyjdzie co do czego, to będzie się bronić, że jest "super matką" bo tylu dzieciom już pomogła albo że będzie podważać rzeczywistość, że jej tego nie mówiłem, przy tym zwalając jak zwykle całą winę na mnie.
A jak była w szkole jakaś wycieczka, to nawet tam mi nie dała spokoju, bo mnie pilnowała żebym czegoś o rodzinie nie rozgadał. To cud, że mnie jeszcze w ogóle do szkoły wysłała. Kiedy zacząłem ją prosić, żeby mnie zapisała do pedagoga, to wtedy tym bardziej spanikowała i zaczęła znowu gadać, że "ona wszystko rozgada! Przyniesiesz nam wstyd!" Itd.
Kiedy w tamtym roku zdiagnozowali mi raka, to matka nawet nie była tym wzruszona, nie wspominając o ojcu, gdzie miał to głęboko w dupie.
Właśnie, ojciec. Był taki sam jak matka tylko z większą ignorancją i jak się zdenerwował, to już na całego – była sytuacja nad morzem, kiedy chciałem chwilę dłużej posiedzieć na piasku, to tak się wkurzył, że przy ludziach mnie wyzywał od oczywiście gnojów, skurwieli, chujów, a nawet cweli… to było gdzieś na wieczór jak pamiętam. A jak wróciliśmy do pensjonatu, to matka też się odpaliła… a ojciec to już zaczął grozić, że mnie pobije, lub zamorduje. Od tamtej pory na prawdę zacząłem się bać rodziców, szczególnie ojca.
W sumie to tak wyglądało moje dzieciństwo z nimi aż do tej pory…
Że już nie wspominając o gówno kłótniach, typu "ty tego w cale nie powiedziałeś i to wszystko twoja wina!" Co już o tym nawet nie chce mi się gadać, bo po prostu to już robi się żałosne, ile można zwalać odpowiedzialność na syna. Z każdym rokiem ich zachowanie zaczyna mnie coraz bardziej męczyć, nic tylko wiecznie kłótnie, ignorancja, czy robienie kłótni o gówno sprawy typu: nie mam na coś ochoty, albo że zmieniłem zdanie, po mimo tego że cały czas o tym informowałem. A jak wygląda zachowanie na codzień? Coś tam ledwo zjemy razem obiad i wracamy do swoich zajęć, szczególnie rodzice do obgadywania wszystkich wokół.
Nie wiem, jestem tylko głupim maturzystą i pewnie słabym, że nie daje rady z rodzicami… po prostu potrzebuje pomocy, bo już nawet z samym sobą ostatnio nie daje rady.