r/KatowiceArea

Katowice vs Kraków do życia z rodziną – czy Kraków jest wart +800 tys.?

Hej, mamy z mężem rozkminę, gdzie docelowo kupić mieszkanie/dom i coraz poważniej rozważamy Katowice zamiast Krakowa.

Jestem urodzoną Krakuską, ale od 4 lat mieszkamy w Warszawie, gdzie wychowujemy mojego prawie 8-letniego syna. Życie tutaj nam się podoba, ale zaczęłam tęsknić za rodziną (no dobra, głównie za mamą XD) i przyjaciółmi. W perspektywie kilku lat planujemy też drugie dziecko, więc bliskość mamy byłaby dodatkowym plusem.

Oboje pracujemy zdalnie w IT, więc praca nie przywiązuje nas do żadnego miasta. W każdym razie doszliśmy do wniosku, że chcemy wrócić w moje rodzinne strony.

Problem jest taki, że Kraków, który znam i lubię, to głównie centrum – praktycznie całe życie mieszkałam tam, gdzie wszędzie chodziło się pieszo lub miałam tramwaj pod nosem. Tymczasem przy naszych obecnych potrzebach, czyli mniej więcej 95–120 m² / ewentualnie dom, budżet kieruje nas już w lokalizacje dużo bardziej peryferyjne. I trochę boli mnie wizja pakowania się w ogromny kredyt za 90–100 m² w Krakowie, w lokalizacji, która nawet niespecjalnie nas zachwyca. 😀

Dlatego zaczęliśmy patrzeć na Katowice i… różnica jest ogromna. Przy podobnych mieszkaniach potrafi wynosić 700–900 tys. zł. Przykładowo coś za ok. 1,1–1,2 mln w Katowicach może kosztować w Krakowie bliżej 1,8–2 mln.

Największym argumentem za Krakowem są rodzina i znajomi, ale realistycznie widywalibyśmy się pewnie 1–2 razy w tygodniu, a nie codziennie. Z Katowic do Krakowa jest około godziny autem, więc zaczęliśmy się zastanawiać, czy ta „premia za Kraków” rzeczywiście jest tego warta.

Najbardziej interesują mnie opinie osób, które mieszkały w obu miastach albo dobrze znają Katowice:

  • jak żyje się tam z dziećmi?
  • jakie dzielnice warto rozważyć?
  • jak komunikacja, zieleń, szkoły, knajpy i kultura?
  • czy regularne jeżdżenie do Krakowa jest męczące?
  • czy jest coś, czego po przeprowadzce z Krakowa/Warszawy szczególnie by nam brakowało?

I przede wszystkim: 110 m² w Katowicach za 1,2 mln czy podobne mieszkanie w Krakowie za 1,9 mln, jeśli praca nie wiąże Was z żadnym z tych miast?

reddit.com
u/beishia — 9 days ago
▲ 11 r/KatowiceArea+1 crossposts

Scamed in Katowice airport by, ACE rent operated by OSEK rent

Hello friends,

I was a victim of a premeditated fraudulent scheme in Katowice by a car rental company, ACE rent operated by OSEK rent -

It has now been three weeks since I returned the car, and to this day I have received no proper explanation as to why my €1,000 deposit has not been returned. I have tried contacting the company several times by phone and email, but received no response.

The car was booked through Booking.com. After I contacted Booking.com, they informed me that the rental company was claiming that the windshield had been damaged.

If you take some time to search for this company online, you will find that many customers report the same pattern that the deposit is allegedly withheld because of minor scratches or other damage.

There are newspaper articles about their business practices, Facebook groups with people reporting similar experiences, and if you dig deeper, you will find many more complaints.

It's sad that a company like that can legally exist in the EU in 2026.

u/magoratt — 8 days ago

Przeprowadzka z Wrocławia do Katowic– gdzie szukać mieszkania, jeśli chcę żyć bez auta i mieć wszystko pod nosem?

Cześć! Potrzebuję opinii osób, którzy naprawdę mieszkają w Katowicach, bo z mapy można wyczytać, że „wszędzie coś jest”, a mnie bardziej interesuje, jak się w danym miejscu faktycznie żyje na co dzień. 😄

Wraz z partnerem musimy przeprowadzić się z Wrocławia na kilka lat. On będzie pracował w małej miejscowości pod Zawierciem. Plan jest taki, że dojeżdża na dworzec, jedzie pociągiem do Zawiercia, a tam przesiada się w firmowe auto i nim jedzie dalej do pracy. Ja pracuję głównie zdalnie, planuje również otworzyć firmę - w miejscu bardzo gęstym od ludzi, to będzie usługa, ale nie robię jeszcze w tym celu rozpoznania.

Póki co to mój partner dostał fantastyczną perspektywę na rozwoju w tej nowej firmie, więc ja zostawiam olbrzymi, budowany ponad dekadę kapitał znajomości w branży w której pracuję i od lat się kształcę we Wrocławiu, aby wesprzeć partnera w jego rozwoju. Dlatego szukamy mieszkania do kupienia i mieszkania na te kilka najbliższych lat (lub dłużej, kto wie jak się życie ułoży?). Dlatego zależy mi, żeby naprawdę dobrze wybrać miejsce w którym zamieszkamy, bo nie będzie to wynajem „na próbę”.

Największe wyzwaniem jest fakt, że jesteśmy bardzo szczęśliwi we Wrocławiu ze stylem życia, jaki obecnie prowadzimy - zastanawiam się na ile da się go odtworzyć w Katowicach.

Mieszkam teraz tuż-tuż za granicą Starego Miasta, ale to ciągle blisko centrum, przy Powstańców Śląskich. Samochodu używamy głównie do wyjazdów w góry, poza miasto oraz mniej więcej raz w tygodniu na większe zakupy. Do poruszania się po mieście właściwie nie jest nam potrzebny i uważam to za olbrzymi plus.

Najchętniej chodzę pieszo. Jeśli muszę wybrać się gdzieś dalej, wybieram tramwaj. Potem rower, ewentualnie pociąg. Autobusów nie lubię i korzystam z nich bardzo rzadko - nie znoszę stać w korkach, ani jako pasażerka samochodu, ani autobusu.

We Wrocławiu pod domem mam dużą ulicę-arterię, którą jeździ kilkanaście tramwajów. Nie sprawdzam rozkładu przed wyjściem, bo wiem, że za kilka minut przyjedzie następny, który mnie zawiezie tam, gdzie chce dojechać, albo na przesiadkę. Jeśli mi się spieszy albo pada, po prostu podchodzę na przystanek i wsiadam. Życie bez konieczności sprawdzania rozkładów jazdy i świadomość, że dojadę w najodleglejsze zakątki miasta to jest dla mnie jedna z najważniejszych plusów życia w dużym mieście.

Ale najczęściej nie korzystam z tramwajów i rowerów miejskich, tylko idę pieszo.

I właśnie tego najbardziej boję się stracić.

Mogę wyjść z domu właściwie bez planu. Idę spokojniejszymi ulicami, po drodze mogę wybrać drogę przez parki, place, deptaki, potem wchodzę do centrum zamkniętego dla ruchu samochodowego - to jest olbrzymi plus. Tak naprawdę mogę ogromną część drogi z domu do Rynku przejść tylko przechodząc kilka razy przez świszczące samochodami ulicę - ale nie musząc iść wzdłuż głośnych ulic. To miasto, które sprzyja spacerom. Mam Rynek, fosę, Ostrów Tumski, Wyspę Słodową, galerie (w sensie, że galerie sztuki, centra aktywacji artystycznej), kina, muzea, galerie handlowe też, knajpy, kawiarnie, piekarnie, drogerie, sklepy z ubraniami, małe sklepiki, duże dyskonty itd.

Zwykłe wyjście z domu w czwartek o 15:30 by nadać kilka listów na poczcie może wyglądać tak, że robię zakupy spożywcze, po drodze odwiedzam jakąś wystawę, spontanicznie wchodzę do sklepu z mangami, przypominam sobie, że muszę kupić nowe żarówki - wiec wchodzę do sklepu 10 metrów dalej by kupić żarówki, nadaje listy, a później spotykam się ze znajomymi na kawę odkrywając nowo otwarte lokale, a na koniec biorę książkę i idę posiedzieć na leżaku na barce przy Wyspie Słodowej.

I nie traktuję tego jako „wycieczki po mieście”. To jest po prostu mój zwykły dzień.

Bardzo dużo korzystam też z kultury. Chodzę na festiwale filmowe, wystawy, koncerty, wydarzenia ASP, performance, targi rękodzieła i designu, pub quizy, warsztaty. Lubię sklepy z mangą, sklepy z azjatyckim jedzeniem, specjalistyczne sklepy plastyczne itd. Za jakiś czas prawdopodobnie będę też chciała wrócić na studia artystyczne - już wiem, że będę dojeżdżać weekendami albo do Wrocławia, albo Poznania, albo Gdańska lub Krakowa, bo wiem, że Katowickie ASP nie ma niestety oferty w mojej specjalności - i to jest okay.

Druga ważna rzecz to rower. Nie chodzi mi tylko o ścieżkę rowerową wzdłuż ulicy. Lubię trasy, po których mogę przejechać kilkanaście kilometrów praktycznie bez samochodów, a jednocześnie nadal jestem w mieście. We Wrocławiu mogę jechać przez parki, wały nad Odrą, 12km wokół Wielkiej Wyspy, przez okolice zoo i Hali Stulecia. We wszystkich tych miejscach cały czas jest pełno spacerowiczów, mogę się zatrzymać się na kawę albo w beach barze, na koncercie, na imprezie i właściwie przez cały czas nie słyszeć ruchu samochodowego. Ale gdyby pogoda się skiepściła - zostawiam rower na stacji i wsiadam w tramwaj i w 30 min jestem w domu.

Mam też psa z lękiem separacyjnym, więc tym bardziej zależy mi na tym, żeby dużo rzeczy było naprawdę blisko (dodam, że jak jeżdżę rowerem mam przyczepkę dla psa). Nie chcę, żeby każde wyjście do parku, na kawę, na wystawę czy na trening oznaczało osobny dojazd i pół dnia planowania: jak dojechać gdzieś, gdzie zrobię coś, a potem będę musiała się martwić jak zdążyć na transport powrotny. Bo to się skończy tym, że stres związany z logistyką obierze mi frajdę z życia i coraz częściej będę wybierać "a po co tyle stresu sobie fundować, zostańmy w domu". Nie chcę tego, boję się takiego scenariusza.

Chyba najlepiej umiem to opisać tak: nie zależy mi tylko na mieście, które „ma wszystko”. Zależy mi na mieście, w którym to wszystko jest na tyle blisko siebie, że mogę z tego normalnie korzystać bez ciągłego jeżdżenia z punktu A do punktu B.

Lubię też anonimowość dużego miasta. Nie chcę czuć, że po dwóch latach znam już wszystkie miejsca i wszystkich ludzi. Lubię świadomość, że zawsze dzieje się gdzieś coś, o czym jeszcze nie wiem, i że mam więcej możliwości niż czasu, żeby z nich skorzystać.

Piszę o tym wszystkim, bo przedwczoraj (sobota) pojechaliśmy do Sosnowca oraz do Dąbrowy Górniczej - dość oczywiste pierwsze wybory jeżeli chodzi o ich bliskość dojazdu koleją do Zawiercia. Też nie chcemy oczywiście, aby mój małż spędzał na dojazdach 3h dziennie, więc naturalnie zaczęliśmy od tych miejsc w aglomeracji.

Niestety ta wizyta wprawiła mnie w stupor. 👀

Zaznaczę: nie chcę nikogo obrażać i wiem, że dla wielu osób to może być świetne miejsce do życia. Po prostu się różnimy i mamy inne priorytety, inne style życia. Dąbrowa wydała się być miejscem dla kogoś, kto lubi przemieszczać się samochodem, ceni wizualnie duże przestrzenie i łatwy dostęp do Pogorii, ale ja poczułam tam ogromne rozproszenie funkcji i brak ciągłu pieszo-usługowego miasta. Czułam się jakbym widziała puzzle, które ktoś źle dopasował na etapie układania. Miałam wrażenie, że są pojedyncze wielkie place, sklepy, instytucje czy tereny rekreacyjne, ale pomiędzy nimi nie ma tego, co dla mnie tworzy miasto – ciągu ulic przeznaczonych dla pieszych, pięknej infrastruktury urbanistycznej, wielu przeplatających się usług, spacerujących ludzi, knajpek z ogródkami, sklepów i miejsc obok których po prostu przyjemnie spacerować we wtorek po pracy z psem i iść dalej, aby niespodziewanie trafić na artystów ulicznych, a potem koncert Nocnego Kochanka, na który można wejść tuż po zakupieniu pyszne chałki w lokalnej piekarni na rogu. Z niedowierzaniem odkryłam, że ul. 3-maja to jedyny długi deptak w mieście, który jest... wymarły w sobotę o 12 w południe.

Pochodzę z niewielkiego miasta w woj. opolskim, którego małomiasteczkowości bardzo nie lubiłam (z którego z ulgą się wyprowadziłam do Wrocławia), a mimo jego niewielkiej skali (jest 3 razy mniejsze niż Dąbrowa) ma ono zwartą strefę pieszą, która nie koliduje z ruchem samochodowym, jest rynek, deptaki pełne usług, olbrzymią strefę parków w okuł ścisłego centrum, dworzec w gęstej zabudowie miasta, sklepy, kino, targowisko, aquapark, trzy duże CH, ścieżki rowerowe itd. Dlatego nie spodziewałam się, że znacznie większe miasto może być dla mnie odczuwalnie mniej „miejskie”. A jednak. 👀

Sosnowiec zrobił na mnie dużo lepsze wrażenie, szczególnie centrum i okolice Modrzejowskiej. Tam pierwszy raz pomyślałam: „okey, tutaj faktycznie jest kawałek miasta, po którym chce mi się chodzić i w którym chce się żyć”. Uważam, że to śliczne, urokliwe miasteczko, miałam wrażenie, jakbym była w jakimś uzdrowisku typu Polanica Zdrój albo turystycznym Karpaczu - niziuteńka zabudowa urbanistyczna, ale wszystko sensownie zaplanowane pod ruch pieszy, duża oferta kulturalna, dworzec jako część tkanki miejskiej. Myślę, że Sosnowiec powinien więcej reklamy wokół siebie robić, bo jest prześliczny, idealny na wakacje z bajtlami, takie 1-2 tygodnie odpoczynku od codzienności. Nadal jednak mam obawę, że jego skala byłaby dla mnie za mała i że po większą część życia kulturalnego i tak jeździłabym do Katowic.

Dlatego coraz poważniej patrzymy właśnie na Katowice.

I teraz moje pytanie do Was:

Gdzie w Katowicach szukać mieszkania, jeśli zależy mi przede wszystkim na tym, żeby wyjść z klatki i od razu móc normalnie żyć pieszo?

Na mapie podobają mi się okolice Placu Miarki, Plebiscytowej, Kochanowskiego, Jagiellońskiej, Wojewódzkiej, Francuskiej i ewentualnie zachodnia część Paderewskiego.

Chciałabym mieć w rozsądnym zasięgu pieszym:

  1. dużo kawiarni i restauracji,
  2. sklepy z artykułami codziennego użytku (Lidl, Biedra, apteki, rossmann, hebe, papierniczy, drukarnia itp) i specjalistyczne (jedzonko z azji, sklepy dla plastyków, dla psiaków, rower),
  3. kino, galerie, muzea i wydarzenia,
  4. siłownię i najlepiej saunę,
  5. park albo inną zieleń do spacerów z psem,
  6. tramwaje, które jeżdżą na tyle często, że nie muszę układać pod nie dnia.

Dobrze byłoby też móc wsiąść na rower i stosunkowo spokojnie dojechać do Trzech Stawów i dalej w zieleń, bez jazdy przez pół miasta obok samochodów.

Czy jest w Katowicach taki fragment miasta?

I bardzo chętnie usłyszę odpowiedzi nie tylko „gdzie jest fajnie”, ale właśnie takie codzienne szczegóły:

  • „tu po 20 robi się pusto”
  • „tu tramwaje są świetne, ale zakupy słabe”
  • „tu masz właściwie wszystko w 10 minut pieszo”
  • „ta ulica wygląda dobrze na mapie, ale jest potwornie głośna”
  • „tu można wyjść z psem i przy okazji spontanicznie spędzić na wydarzeniach kulturalnych pół dnia”
  • „tu bez auta jest super / bez auta zaczyna być upierdliwie”.

Jeśli ktoś przeprowadził się do Katowic z Wrocławia, Krakowa, Poznania albo Warszawy, to już w ogóle bardzo chętnie przeczytam, jak odebraliście tę zmianę.

Nie szukam drugiego Wrocławia 1:1. Chcę po prostu znaleźć takie miejsce, w którym po przeprowadzce nie będę miała poczucia, że moje życie nagle skurczyło się do mieszkania i kilku miejsc, do których trzeba specjalnie dojechać. Jestem świadoma, że będę musiała iść na kilka kompromisów, ale chcę wiedzieć jak wiele ich przede mną.

EDIT

A! Bo ja nawet nie mam prawka. Nigdy nie potrzebowałam - zawsze mieszkałam przy fantastycznej komunikacji kolejowej. We Wrocławiu nigdy nie potrzebowałam samochodu. Mażł ma fioła samochodowego, kocha prowadzić i ma do tego pasję, więc dobrze się tym dzieliliśmy jako zespół. Biorę pod uwagę możliwość zrobienia prawka, pewnie. Ale absolutnie nie chcę być zależna wyłącznie od samochodu.

reddit.com
u/Efficient-Emu-6382 — 10 days ago

Tesknie za Katowicami

Kto by się spodziewał że to napiszę i przyznam przed sobą - po przeprowadzce do Krakowa okropnie tęsknię za Katowicami, nawet okolicami rynku (wiem, grzech) :( próbuje polubić Kraków ale oprócz architektury, rynku, vibeu xd to nie widzę powodu dla którego niby to miasto tak się wyróżnia

reddit.com
u/snorleais — 10 days ago

Jak się żyje w Jaworznie?

Cześć,

Szukam fajnego miejsca do życia na Śląsku, które przy okazji jest fajnie skomunikowane z Krakowem. Byłem kilka razy w Jaworznie, i w sumie całkiem mi się podobało, więc chętnie poznam opinie osób które tam mieszkają.

Jak Wam się żyje w Jaworznie? Czy jest spokojnie i bezpiecznie? Czy są jakieś dzielnice których powinno się unikać? Jedyna rzecz która mnie w sumie niepokoi, to to, że widziałem sporo artykułów o tym, że w mieście jest mocno aktywna scena pseudokibiców, przez co miasto nie jest zbyt bezpieczne - ale z drugiej strony, mieszkam teraz w Krakowie, więc chyba nie ma miejsca w którym będzie gorzej jeżeli chodzi o takie rzeczy xD

Dzięki za odpowiedzi!

reddit.com
u/SKNRSN — 10 days ago

Klinika dermatologiczna z własnym dermatologiem

Mam pieprzyk do usunięcia. Dermatolog z NFZ stwierdził że to znamie włókniakowate i najlepiej usunąć laserem.

Próbowałem w 1 klinice ale oni chcieli zaświadczenie od dermatologa. Dermatlog napisał że to znamie włókniakowate i nic więcej. Klinika #1 powiedziała że to za mało i mi tego nie usuną.

Nie mam ochoty bawić się w pingponga pomiędzy 3 lekarzami znowu. Może być usunięte laserem, wycięte skalpelem itp. Prywatnie, NFZ też mi obojętne.

Najlepiej południe Katowic ale dojade nawet do Sosnowca jeżeli trzeba ;)

reddit.com
u/anothercopy — 8 days ago

Weterynarz dla kota

Hej

Zna ktoś jakiegoś dobrego weta? Szczególnie takiego dla kotów (tak, wiem, każdy wet pomoże kotu. Ale to trochę jak z ludzkimi lekarzami - chirurg da radę wyleczyć cię z kaszlu... Ale lepiej zrobi to internista, czy ktoś z specjalizacja w chorobach górnych dróg oddechowych)

Jakby nie kosztował tysiąca m

onet, to też było by fajnie.

Obecnie chodzę do Bonifacy i Pankracy. Zazwyczaj jestem z nich zadowolony... Choć czasem mam wrażenie, że mają trochę olewczy stosunek do klientów (nie kotów, a klientów - w sensie zbadają itd... ale jakoś tak czasem nie powiedzą za dużo)

reddit.com
u/osa_1988 — 11 days ago