u/InvestigatorFit4624

▲ 384 r/Polska

Przebranżowiłem się z IT na Majstra

Hej r/Polska, chcialem napisac tego posta juz jakis czas (choc liczylem, ze bedzie to raczej post typu pochwalic sie). Zapewne co jakiś czas widzieliście posty typu "Mam dosc pracy w IT chce uciec, albo po prostu mam dosc pracy w korpo".

Coz, ja akurat nie pisalem takiego posta ale chodzilo mi to po glowie i faktycznie postanowilem to zrobic. Jakies 2 lata temu zlozylem wypowiedzenie, zrezygnowalem z dobrej wyplaty i zdecydowalem sie pojsc do jakiegos majstra na przyuczenie. Plan byl taki, ze jakis czas bede pomagal w remontach, a potem przejde na wlasna dzialalnosc.

Poczatki byly nawet ok, udalo mi sie cos znalezc, bo mialem niskie wymagania. Na start dostalem tak na oko minimalna (oczywiscie pod stolem). Pracowalem +/- 10h dziennie wiec wychodzilo troche ponad minimalna.

Na start mieszalem jakies kleje, cialem glazurke, ukladalem panele na podlodze, malowanie + jakies proste rzeczy typu wywiercic dziury, zawiesic lampy itp.

Najwiekszym zaskoczeniem bylo to... jaka ta praca jest kurewsko ciezka. Bol barkow, plecow, kolan od ciaglego wstawania i kucania... to juz codziennosc.

Po okolo poltora roku postanowilem zalozyc wlasna dzialalnosc, kupilem uzywanego busa, narzedzia, zalozylem dzialalnosc i... i od pol roku szukam zlecen. Doslownie nikt nie chce jakiegos swiezaka XD Bylem tylko pomocnikiem wiec nie mam "portfolio" + jak spotykalem sie z potencjalnymi klientami to widzialem, ze cos im chyba we mnie nie pasuje. Jeden w sumie w twarz mi powiedzial, ze nie wygladam na majstra i on woli jakiegos sprawdzonego janusza z wasem (nie powiedzial tak doslownie ale wiecie o co mi chodzi).

Teraz w miedzy czasie, pomiedzy szukaniem zlecen, probuje znowu wysylac cv do IT, odzew praktycznie zerowy. Po znajomosci udalo mi sie dostac na 2 rozmowy ale duzo mi to nie dalo, bo od razu padalo pytanie o 2 lata przerwy + jak mozecie sie domyslac, mimo takiegos tam douczania siebpo wieczorach, moja wiedza nie jest juz na takim poziomienjak wczesniej, braki na rozmowach tez wychodzily.

To tak moze podsumowujac... z wyplaty ok. 20k i pracy zdalnej zjechalem na okolice minimalnej łamane na 0 (a nawet -30k przez koszta proby pojscia na swoje). Barki, plecy i kolana bola mnie dalej. W IT wypadlem z obrotu i zycze sam sobie powodzenia z powrotem... to chyba tyle. Moze komus innemu sie udalo tskie przebranzowienie? Czy tylko ja bylem tak glupi, aby sie na to zdecydowac? XD

TL;DR Miałes chamie złoty róg ostal ci sie jeno sznur

reddit.com
u/InvestigatorFit4624 — 2 months ago
▲ 0 r/Polska+1 crossposts

Czy rynek IT naprawdę umarł, czy problem jest ze mną?

Z góry przepraszam za post typu żalenie sie ale chyba wkopalem sie w sytuacje bez wyjscia.

Rok 2020, rozpoczela sie pandemia. Przez pandemie stracilem prace jak sporo osob. Dlugo siedzialem na bezrobociu, okolo 3 lat.

Postanowilem, ze czas cos zmienic. Zobaczylem wtedy duzo reklam dotyczacych kursow i bootcampow dla programistow. Poczytalem o tym troche i faktycznie wydawalo sie, ze zawod programisty moze jest dla mnie.

Długo szukalem odpowiedniego kursu, chcialem wejsc w cos czego nie bedzie sie az tak trudno nauczyc ale co pozwoli mi na stabilne zatrudnienie. Chcialem miec pewnosc, ze moj wysilek nie pojdzie na marne dlatego wybralem jeden z drozszych kursow dla frontendowcow z gwarancja pracy. Cena byla spora, okolo 30k pln ale kurs mial trwac az 3 miesiace wiec uznalem, ze to czas w ktory faktycznie bede sie w stanie sporo nauczyc. Specjalnie wzialem pozyczke z banku, aby moc to oplacic, uznalem, ze przy zarobkach programistow szybko to splace.

Sam kurs byl bardzo fajny, nauczyciele byli pomocni, mysle, ze sporo sie nauczylem. I faktycznie po kursie od razu dostalem prace za posrednictwem firmy ktora oferowala ten kurs. Bylem z siebie mega dumny.

Niestety juz po miesiacu moja umowa zostala rozwiazana w zwiazku z "restrukturyzacja". Zglosilem sie do firmy u ktorej studiowalem ale odprawili mnie z kwitkiwm, mowiac, ze otrzymalem gwarantowane zatrudnienie, a ze go nie utrzymalem to juz moj problem...

Nastepny rok spedzilem na poszukiwaniu pracy w zawodzie ale niestety odzew byl zerowy mimo doswiadczenia i projektow na githubie. Uznalem, ze to bez sensu i czytajac opinie na reddicie zrozumialem, ze chyba frontend to nie jest juz technologia przyszlosci...

Postanowilem sie nie poddawac i zaczac od nowa, przebranzowic sie na cos faktycznie uzytecznego. Wybor padl na bootcamp z Analityki biznesowej z elementami AI. Niestety nie mialem juz kasy, a drugiej pozyczki z banku dostac nie moglem. Z chwilowek i pozyczek od znajomych udalo mi sie uzbierac 25 tysiecy i rozpoczac nowa droge zycia.

Ten kurs trwal tylko miesiac ale czulem, ze umiem znacznie wiecej niz po bootcampie z frontendu. Po tym kursie nie bylo "gwarancji zatrudnienia" ale uznalem, ze ta gwarancja to oszustwo wiec to i tak bez znaczenia.

Od czasu skonczenia kursu pracuje na magazynie. Udalo mi sie dostac tylko na 1 rozmowe w korpo na ktorej zostalem grzecznie uswiadomiony, ze mysleli, ze oprocz kursow mam studia i bez tego nie ma szans (mimo tego, ze jak sami mowili bardzo dobrze wypadlem i mam potencjal).

Staram sie na bierzaco doszkalac, doskonale moje umiejetnosci AI, tworze projekty z uzyciem cloude typu strony albo jakies testowe analizy danych i w miedzy czasie wysylam cv i na frontend i na analitykow i AI inzynierow ale z marnym skutkiem.

Co byscie zrobili na moim miejscu? Nie wiem czy nie popelnilem bledu wybierajac swoja droge zawodowa. Zrobilem wszystko tak jak powinienem, uczylem sie, doszkalalem z nowych technologii, a mimo to... nic.

Mam wrażenie, ze kapitalizm jest tak zaprojektowany, aby jednostka, nie wazne jak uzdolniona i nie wazne jak bardzo sie stara, nie miala szans sie wybic. Czuje sie oszukany.

reddit.com
u/InvestigatorFit4624 — 2 months ago
▲ 178 r/Polska

Czemu tak dużo ludzi pakuje się w wesela?

Serio, życie jest drogie, ceny mieszkań odlatują, oszczednosci malo ale chuj, wesele na 100+ osób trzeba zrobić.

Potem nie bedzie na wklad wlasny, oszczednosci nie bedzie, albo nie daj boże jeszcze trzeba splacac jakies kredyty zaciagniete na wesele.

Mam wrażenie, że po prostu gotówka jaka idzie na wesele, szczegolnie na wczesnym etapie zycia moze na prawde duzo zmienic (chocby nawet na ten wklad wlasny), a jest troche marnowana.

Czemu wspolne kameralne spotkanie w gronie najblizszej rodziny, potem ewentualnie w gronie najblizszych przyjaciol nie wystarcza?

reddit.com
u/InvestigatorFit4624 — 2 months ago