u/bartek0703

Inba o strączki w szkolnych stołówkach
▲ 124 r/Polska+1 crossposts

Inba o strączki w szkolnych stołówkach

Z powodu nadchodzącego wielkimi krokami nowego roku szkolnego rozpoczęła się tradycyjna inba dot. szkół i ich niszczenia (według zwolenników opozycji) lub ratowania (według zwolenników koalicji). W tym roku tematem, który wzbudził wielkie poruszenie w social mediach (pod niektórymi postami po kilka tysięcy komentarzy), poza obowiązkową edukacją zdrowotną bez komponentu edukacji seksualnej, są „zmiany i nowe przepisy dotyczące żywienia dzieci i młodzieży w szkołach i przedszkolach“ wprowadzane pod hasłem „szkoła - przestrzeń zdrowego odżywiania“ przez Ministerstwo Zdrowia i Sanepid (chociaż jako że chodzi o edukację, to obrywa się ministrze Nowackiej).

Co ma zostać zmienione? Między innymi mocniej ograniczona ma być sprzedaż produktów przetworzonych w szkolnych sklepikach, zwłaszcza tych bogatych w proste cukry i niezdrowe tłuszcze (typu olej palmowy). Zmiany dotyczą jednak także tego, co ma stanowić główny element obiadów podawanych na stołówkach i to właśnie ten element wzbudza ogromne, na marginesie zupełnie niezrozumiałe dla mnie, emocje. „W skali tygodnia jadłospis powinien obejmować m.in.: co najmniej jedną porcję ryb, jedną potrawę z roślin strączkowych bez dodatku produktów odzwierzęcych, dwie porcje świeżego mięsa...“. A więc w najbardziej „wege“ scenariuszu dziecko otrzyma w ciągu tygodnia 60% obiadów opartych na mięsie (ryba to mięso, wbrew założeniom religii katolickiej, i mówię to jako osoba wierząca) i 40% posiłków mięsa pozbawionych, chociaż w te dni podana może zostać także zupa oparta na mięsnym wywarze.

Informacje o nowych standardach żywienia na swoich profilach w mediach społecznościowych zamieściła Agata Gwiazdowska co wywołało natychmiastową masę komentarzy, oczywiście podchwyconą przez jednoznacznie antyrządowe profile doszukujące się lewackiego spisku.

Zdziwiło mnie natomiast powszechne oburzenie rodziców pod rolką pani Gwiazdowskiej na Instagramie (która wykręciła znakomite zasięgi jak na konto tej wielkości). Pojawiło się kilkaset komentarzy o „zmienianiu dzieci w wegetarian“, „niedoborach białka u dzieci“, o tym, że dzieci będą głodne bo nie zjedzą roślin, że szkoła to nie miejsce na takie eksperymenty oraz że panie kucharki dobrze wiedzą jak karmić dzieci. Oczywiście pojawiły się też teorie spiskowe o depopulacji przez WHO, o wprowadzeniu mięsa z probówek, zatruwaniu ludzi GMO, soi powodującej raka i wzrost biustu u chłopców (który podobno już jest widoczny, mimo że polskie dzieci praktycznie nie jedzą soi wcale) oraz trującej fasoli niszczącej tarczycę czy niszczeniu jelit przez błonnik.

Oczywiście część tych teorii ma ziarnko prawdy jednak przechodząc do meritum nie mają nic wspólnego ze stanem faktycznym. Zjedzenie jednego pozbawionego mięsa posiłku nie wywoła u polskich dzieci niedoboru białka ani anemii. Zwłaszcza, że w kraju stosunkowo rozwiniętym naprawdę trudno jest doprowadzić się do znacznych niedoborów białka. Białko roślinne nie jest pełnowartościowe ale dodając do niego chociażby kaszę jesteśmy w stanie uzyskać pełen zestaw aminokwasów. Fitoestrogen ≠ estrogen.

Chciałbym dowiedzieć się co o tym sądzicie bo naprawdę nie spodziewałem się aż tak negatywnego odbioru próby urozmaicenia diety polskich dzieci. To nie jest zakaz mięsa, to reakcja na statystyki, które pokazują, że 60% dzieci nie je warzyw codziennie. Być może rodzicom zakodowano schemat: obiad = mięso, ziemniaczki, surówka i taki też przekazują swoim dzieciom. Już pomijam współczesne paranoje dietetyczne typu dieta KETO czy paniczny lęk przed glukozą i insuliną.

Nowe zasady żywienia w szkołach od 1 września 2026 – Powiatowa Stacja S–E w Gdańsku

u/bartek0703 — 10 hours ago
▲ 117 r/Polska

Czy naprawdę mamy szturm na medycynę? Czy „efekt Kacprzyka“ istnieje?

W ostatnich dniach media zalane zostały informacjami o SZTURMIE NA MEDYCYNĘ, rzekomo wywołanym wizją zarobków rzędu 300 tysięcy złotych miesięcznie. Wywołało to kolejną burzę na temat pazerności młodego pokolenia, które chce pracować dla pieniędzy, a nie dla idei. Tegoroczna abiturientka, która pochwaliła się zakwalifikowaniem na studia lekarskie na Twitterze (znanej hejterskiej platfornie), została przez wielu użytkowników zwyzywana od „bydła“ i „konowała“, mimo że na uczelni dotychczas spędziła okrągłe 0 godzin. Postanowiłem więc przyjrzeć się temu „szturmowi“ i okazało się (szokujące), że jest to w rzeczywistości zwykły przekaz medialny niemający dużo wspólnego z rzeczywistością.

W roku 2025 do matury przystąpiło ok. 255 tysięcy absolwentów szkół ponadpodstawowych. W 2026 roku było ich już jednak ok. 320 tysięcy. Jest to spowodowane tak zwanym „1.5 rocznika“, który został utworzony poprzez decyzję rządu PO–PSL o likwidacji „zerówek“ i posłaniu do szkół sześciolatków. Na marginesie: za rok będzie jeszcze więcej maturzystów, ponieważ technika ukończy rocznik opisany wyżej a licea kolejny „zdublowany“ rocznik, tym razem wynikający z cofnięcia powyższej reformy przez rząd PiS a za dwa lata licea skończy... pół rocznika. Lecz kto by się tam przejmował takimi dysproporcjami.

W związku z większą liczbą abiturientów wzrosła liczba osób piszących matury rozszerzone z biologii i chemii/matematyki/fizyki, które są niezbędne w rekrutacji na kierunek lekarski. Do dalszych rozważań wykorzystam egzamin maturalny na poziomie rozszerzonym z biologii, ponieważ jest on niezbędny w rekrutacji na wszystkie (?) kierunki lekarskie. Trzeba jednak zaznaczyć, że część maturzystów pisała biologię zupełnie nie z myślą o kierunkach medycznych i np. nie pisała drugiego przedmiotu ścisłego. A więc...

biologia 2025 – ok. 41 718 zdających

biologia 2026 – ok. 71 000 zdających

wzrost o 70% rok do roku

Spójrzmy teraz na liczbę kandydatów na konkretne kierunki lekarskie na „UMedach“i (przykładowo) Uniwersytecie Kaliskim.

UMW 2025 – 13 osób na miejsce × 334 miejsca = 4342 kandydatów

UMW 2026 – 14.1 osób na miejsce × 357 miejsc = 5034 kandydatów

wzrost o 16% rok do roku

GUMed 2025 – 12 osób na miejsce × 326 miejsc = 3912 kandydatów

GUMed 2026 – 16 osób na miejsce × 326 miejsc = 5216 kandydatów

wzrost o 33% rok do roku

WUM 2025 – 6.2 osoby na miejsce × 550 miejsc = 3410 kandydatów

WUM 2026 – 7 osób na miejsce × 550 miejsc = 3850 kandydatów

wzrost o 13% rok do roku

UMed Łódź 2025 – 12 osób na miejsce × 480 miejsc = 5760 kandydatów

UMed Łódź 2026 – 14 osób na miejsce × 480 miejsc = 6720

wzrost o 17% rok do roku

UK 2025 – 21 osób na miejsce × 60 miejsc = 1260 kandydatów

UK 2026 – 49 osób na miejsce × 60 miejsc = 2940 kandydatów

wzrost o 134% rok do roku

Na uczelniach medycznych więc ciężko doszukiwać się opisywanego przez media szturmu, raczej jest to po prostu większa liczba kandydatów związana z większą liczbą maturzystów wynikającą ze skracaniem i wydłużaniem liczby lat spędzanych przez dzieci w przedszkolach sprzed ponad dekady. Trzeba też zauważyć, że większość osób rekrutuje się na wiele uczelni więc osoby te występują w liczbie kandydatów wielu uczelni jednocześnie. Oczywiście wyróżnia się Uniwersytet Kaliski, którego rektor z dumą mówi o najbardziej popularnej i prestiżowej medycynie w Polsce. Czy jednak faktycznie UK stał się wiodącym ośrodkiem tej dziedziny nauki w naszym kraju? Śmiem wątpić. W liczbach bezwzględnych liczba kandydatów na kierunek lekarski na kaliskiej uczelni jest mniejsza niż na „tradycyjnych“ UMedach, podobnie jak wynik niezbędny do przyjęcia, który każdego roku jest jednym z najniższych w Polsce.

Za rok czeka nas kolejna wielka grupa absolwentów szkół ponadpodstawowych i media znów będą opisywać SZTURM. Za dwa lata natomiast doświadczymy najmniejszego rocznika od dekad i media stwierdzą, że studia są już passe. W rzeczywistości jednak medycyna zawsze była jednym z najpopularniejszych kierunków studiów. Miejmy nadzieję, że nowi adepci sztuki lekarskiej chcą realnie nieść pomoc współobywatelom i zarobki nie były ich jedyną motywacją w wyborze tego trudnego, ale pięknego zawodu (nie ukrywajmy i nie czarujmy: przyszłe zarobki powinny i są jednym z elementów wyboru kierunku studiów). Zresztą, jeśli ktoś wybrał ten kierunek, bo chce zarabiać 300 tysięcy złotych miesięcznie... to za kilka lat spotka go przykry reality check.

u/bartek0703 — 11 days ago
▲ 877 r/Polska

Odklejenie „medstudentów–influencerów“ postępuje...

Jestem studentem medycyny, więc algorytm regularnie podsuwa mi konta osób starających się dostać na kierunek lekarski oraz różnych studentów. I mam w związku z tym jedno pytanie: czy odklejenie od rzeczywistości jest warunkiem niezbędnym do zostania konowałem w Polsce? Czy w rekrutacji na studia są za to jakieś dodatkowe punkty? Naprawdę mam wrażenie, że duża część studentów kierunku lekarskiego jest tam tylko i wyłącznie dla wyimaginowanej mitycznej, elitarnej aury „medstudenta“. Najważniejszy jest lans na „najtrudniejszym kierunku studiów“ i możliwość wpisania sobie emotki stetoskopu w opis profilu w social mediach. Oczywiście mile widziane są także materiały sponsorowane przez producentów odzieży medycznej i platformę do nauki Więcej Niż LEK. Wskazane jest także usprawiedliwianie naprawdę niegodnych zarobków: ponad stu tysięcy złotych za miesiąc, co jest sumą absolutnie obrzydliwą i wręcz niewyobrażalną. Być może elementem rekrutacji powinien być jakiś test na wielkość ego i narcyzm?

I nie dotyczy to wszystkich, ale w social mediach można odnieść wrażenie, że to jest zupełnie powszechne. To są studia wymagające dużo nauki, czasami poświęceń a praca jest odpowiedzialna i potrzebna i powinna być jedną z lepiej opłacanych, ale to jak duże jest odklejenie wielu studentów i ich przekonanie o metafizycznej wręcz roli nie daje dużej nadziei na odbudowę opinii społecznej o zawodzie lekarza.

u/bartek0703 — 1 month ago
▲ 142 r/Polska

Słowo o „limitach“ na studia lekarskie...

W związku z gorącą dyskusją na temat zarobków lekarzy wiele osób zwraca uwagę na „ograniczanie dostępu do zawodu przez kastę lekarską (NIL)“. Warto jednak przedstawić realny stan systemu kształcenia medyków w Polsce.

W ostatnich latach liczba miejsc na pierwszym roku kierunku lekarskiego wzrosła trzykrotnie (źródło grafiki: Porozumienie Rezydentów). Była to decyzja rządu PiS o znaczącym zwiększeniu liczebności kadry medycznej. Wiele „klasycznych“ uczelni medycznych zwiększyło nabory, część otworzyła także filie w mniejszych miejscowościach (np. UM im. Piastów Śląskich we Wrocławiu w Wałbrzychu). Kierunek lekarski otworzył się także na wielu uczelniach zawodowych oraz prywatnych – czasami nawet mimo negatywnej opinii PKA – komisji udzielającej uczelniom akredytacji na prowadzenie konkretnych kierunków studiów. Decyzje o wysokości limitów podejmuje Ministerstwo Zdrowia w porozumieniu z Ministrem Nauki, a nie Naczelna Izba Lekarska, która może pełnić jedynie pośrednią funkcję doradczą (członkowie rad doradczych MZ czy też lekarze–profesorowie kierujący uczelniami), a nie decyzyjną. Dowód? MZ przyznawało miejsca uczelniom z negatywną opinią PKA i protestami NIL.

Aby dostać się na „medycynę“ trzeba napisać egzamin maturalny na poziomie rozszerzonym z biologii oraz często chemii/fizyki/matematyki (w zależności od uczelni – czasem jest wybór, czasem jest wskazany przedmiot). Nie ma egzaminów wstępnych na studiach, tj. dziecko z lekarskiej rodziny nie może dostać się „poza listą rekrutacyjną“ czy „poprzez znajomości“. Egzamin maturalny to egzamin zewnętrzny, centralny – każdy pisze ten sam ustandaryzowany egzamin, który może nieskończenie wiele razy (później za pewną opłatą) poprawiać, aby dostać się na studia w kolejnych naborach (liczy się jedynie lepszy wynik). Są też oczywiście miejsca „niestacjonarne“ – nie są to studia wieczorowe czy zaoczne, praktycznie jedyna różnica to odpłatność. Aby dostać się na kierunek lekarski nie trzeba uzyskać 95% z matury. Na najlepsze uczelnie wystarczy spokojnie 85% z dwóch matur, na te „gorsze“ ok. 70% a płatnie nawet 50–60%. Nie jest więc tak, że jeśli ktoś uzyska 92% to się nie dostanie, jest to matematycznie niemożliwe, zwłaszcza że tak wysokie wyniki osiąga niewielka grupa abiturientów.

Przechodząc do głównego tematu: likwidacja limitów na studia nie jest w żadnym wypadku możliwa. Limity zostały zwiększone trzykrotnie, kształcimy obecnie dwukrotnie więcej lekarzy niż w znacznie bardziej ludnych Niemczech. Dlaczego nie można „otworzyć zawodu“ tak jak prawa kilkanaście lat temu? Odpowiedź jest bardzo prosta: studia prawnicze wyglądają zupełnie inaczej niż studia lekarskie. Do wykształcenia prawnika potrzeba kadry akademickiej, sal wykładowych oraz biblioteki. Do wykształcenia lekarza tego samego oraz... prosektoriów, laboratoriów, centrum symulacji medycznej (jeśli nie chcemy, aby lekarze nie potrafili intubować pacjenta, wiadomo o kim mowa) oraz szpitala klinicznego. Oczywiście, duże uczelnie medyczne kształcące od dekad medyków mają tę niezbędna infrastrukturę. Pytanie, czy mają ją nowe kierunki lekarskie. Bardzo często nie. Aktualnie studiować medycynę można na takich uczelniach jak AKSiM w Toruniu (uczelnia ojca Rydzyka) czy Poznańska Akademia Medyczna (znana wcześniej jako... Wyższa Szkoła Prawa i Administracji – tak, absolwenci prawa z tej prywatnej uczelni kończyli akademię medyczną XD). Wiele takich nowych uczelni nie posiada niezbędnego zaplecza, mało tego, studenci z mniejszych ośrodków często muszą dojeżdżać 150–200km na zajęcia do szpitali w miastach wojewódzkich. I nie chodzi tu o to, żeby na „prowincji“ nie było lekarzy, tylko żeby nie tworzyć kolejnego rozwarstwienia, gdzie „prowincja“ może oferować tylko niższa jakość usług.

Kolejna kwestia to system nauczania. Wszyscy wiemy, że im mniejsza grupa, tym lepsze nauczanie. Grupy kliniczne na uczelniach medycznych zostały natomiast zwiększone z 2–3 studentów na 6–8 studentów. W efekcie wielu studentów nigdy nie zbada pacjenta na studiach. Inna kwestia, że raczej żaden pacjent nie zgodzi się na bycie badanym per rectum przez ośmiu studentów po kolei... Kolejne zwiększenie liczby studentów jeszcze bardziej uwypukliłoby tę patologię, w którym praktyczna nauka zawodu odbywa się tylko na papierze. Ale MZ się tym nie przejmuje i powstawania skrócić staż podyplomowy o połowę, bo „w Niemczech nie ma stażu“ (jest).

Podsumowując: nauka odbywa się przy współudziale studentów, kadry akademickiej i infrastruktury. Jeśli zwiększymy tylko jedną z wartości w „excelu“ to jakość musi niewątpliwie spaść. Aby szkolić więcej lekarzy potrzebujemy większej kadry (skąd ją pozyskać; kiedyś kształcono znacznie mniej lekarzy, czego konsekwencje odczuwamy dzisiaj) i nowoczesnej infrastruktury. Obecnie medycynę studiuje bardzo wielu studentów, jednak napotkają oni wielki problem po uzyskaniu PWZL (po egzaminie LEK, który wbrew opinii NIL i PR zawiera większość pytań jawnych i jest bezsensowny): brak miejsc specjalizacyjnych. Kolejne rządy wraz z reliktem PRL – koordynatorami krajowymi wybieranymi przez MZ – zmniejszają liczbę miejsc rezydenckich na rzecz miejsc pozarezydenckich (czyli dla znajomych ordynatora, bo to miejsca tworzone na widzimisię dyrekcji szpitala). Polska potrzebuje specjalistów, regulacji wynagrodzeń, reformy szpitalnictwa, a nie rzeszy lekarzy po szkołach wątpliwej jakości. W ogóle mnie nie zdziwi, jak za kilka lat będziemy słyszeć (już słyszymy!) o niekompetencji młodych lekarzy. Obecnie rząd planuje zmniejszenie limitów o kilkaset miejsc (nadal 3x więcej niż 15 lat temu) ponieważ dziura z lat ‘90–‘00 zostanie zasypana. Można więc spokojnie ustalić limity pomiędzy tym co było dawniej a tym co było na przestrzeni ostatnich lat, aby zapewnić zastępowalność kadry lekarskiej. Likwidacja limitów gdy zostanie lekarzem jest najłatwiejsze w historii jest bezpodstawne i doprowadzi do jeszcze większego spadku jakości kształcenia.

(chyba powinno być w kategorii polityka jednak, ale nie byłem pewny gdzie powinno to trafić)

u/bartek0703 — 1 month ago
▲ 5 r/Polska

czego powinna uczyć polska szkoła?

w związku z końcem roku szkolnego PAP opublikowała wyniki zleconych przez siebie badań dot. sytuacji w polskim systemie edukacji. zdecydowana większość respondentów stwierdziła, że polska szkoła nie przygotowuje do dorosłego życia i nie przekazuje przydatnych w nim umiejętności. czego waszym zdaniem powinna uczyć polska szkoła? na co kłaść nacisk a co odpuścić?

link

reddit.com
u/bartek0703 — 2 months ago
▲ 1.3k r/Polska

upadek edukacji klimatycznej w polsce

we francji trwa ogromna fala upału, temperatury sięgają 44°C w cieniu, prognozy alarmują, że możliwe jest przekroczenie 40°C w polsce w ten weekend – przypominam: rekord absolutny to 40.2°C

jak zwykle w mediach rozpoczęła się dyskusja na ten temat i rozkwit denializmu klimatycznego. wiele osób pisze, że temperatury 40°C w latach ‘90 były na porządku dziennym (co nie potwierdzają żadne pomiary z tamtych lat) czy chociażby wrzuca AI–slopowe mapki temperatur z prognoz pogody gdzie np. w 1976 w warszawie jako przyjemna, słoneczna pogoda podane jest 35°C (w tamtym miesiącu tylko raz przekroczono w warszawie 30°C i to nieznacznie)

nie każdy musi zgadzać się z polityką zielonego ładu UE czy (źle zaplanowanego) systemu kaucyjnego (który nie ma nic wspólnego z temperaturą) ale nie mogę pojąć negowania zmian klimatu jako takich, liczba dni upalnych w polsce się podwoiła, mamy coroczne susze, morze śródziemne bije rekordy temperatur co może wywołać kolejny groźny niż genueński i powodzie...

dlaczego ludzie nie chcą zaakceptować tego co widzą? czy to zbiorowa amnezja, upadek edukacji czy mózg sprany denializmem klimatycznym?

zwłaszcza bawi to w kontekście konserwatystów–denialistów, którzy sami siebie nazywają tymi, którzy „konserwują/zachowują“ ale dotyczy to tylko braku równości małżeńskiej i kościelnych przywilejów a nie zachowania planety dla cywilizacji

reddit.com
u/bartek0703 — 2 months ago
▲ 607 r/Polska

czy polacy kiedykolwiek zrozumieją jak działa SOR?

powyższa pani to działaczka PiSu, która dotarła na SOR UM w Poznaniu – największy i jeden z najnowocześniejszych w Polsce ze względu na złamanie palca u stopy. dosłownie oddział RATUNKOWY, gdzie trafiają ludzie walczący o życie a Pani się oburzyła na brak triażu (chyba jednak był skoro czekała 4h) i co gorsza... brak internetu, bo jak wiadomo pacjenci ze stanem zagrożenia życia nie mają nic innego do roboty jak pracować na laptopie na SORze

oczywiście większość ludzi w komentarzach, którzy trafili na ten SOR z realnym zagrożeniem życia zachwala i pisze o szybkim przyjęciu i pomocy

czy polacy mogą w końcu zrozumieć, że SOR to nie POZ? że jeśli ich życiu nic nie zagraża to będą musieli czekać? że często czeka się nie z powodu widzimisię lekarza a w oczekiwaniu na wyniki badań?

u/bartek0703 — 2 months ago
▲ 64 r/Polska+1 crossposts

jaki zawód powinien być uznawany za „elitarny“?

w toku dyskusji o zarobkach lekarzy przeczytałem komentarz, że „lekarzom wydaje się, że są elitą a są zwykłymi pracownikami jak sprzątaczki czy budowlańcy“ – zacząłem się więc ogólnie zastanawiać nad tym, które zawody według polaków możnaby zaliczyć jako „elitarne“, te w których powinni pracować najmądrzejsi i najlepiej wykwalifikowani polacy a od których jednocześnie powinno wymagać się jak najwyższych standardów moralnych i dobrze opłacać (w granicach zdrowego rozsądku)

„elitę intelektualną“ nie definiuje jako sam zawód, bardziej jako zbiór cech takich jak empatia, umiejętność szerokiego myślenia, szczególna chęć dbania o dobro wspólne czy przewodzenie narodowi. i nie, konował okradający państwo jest bogatym patusem a nie żadną elitą, wbrew swojemu mniemaniu

reddit.com
u/bartek0703 — 2 months ago