
Jak Decathlon leci w kulki z dostawami: obiecaj termin na jutro, weź 4300 zł, a po przelewie powiedz, że towar leci z zagranicy i będzie za półtora tygodnia
Cześć,
Muszę podzielić się z Wami dzisiejszą akcją z Decathlonem, bo poziom bezczelności i wprowadzania klienta w błąd wywaliło mi poza jakąkolwiek skalę. Jeśli planujecie kupić u nich coś na ostatnią chwilę przed weekendem – dwa razy się zastanówcie, bo możecie zostać z ręką w nocniku i zamrożonymi tysiącami złotych.
TL;DR:
Zamawiam we wtorek wieczorem graty na wyjazd za ponad 4,2k zł. Cały koszyk, wybór dostawy i zatwierdzenie zamówienia: gwarantowana data doręczenia czwartek, 8 października. Płacę od razu. Zamówienie wisi w potwierdzaniu do 15:00, po czym nagle cyk – dostawa na 16 października! Wbijam na czat, a tam konsultant bez żenady przyznaje, że najpierw pokazują najszybszą (nierealną) datę, a dopiero PO pobraniu kasy weryfikują towar i podają prawdziwą, po czym sam sobie przeczy i rzuca ankietą satysfakcji z uśmieszkiem 🙂.
Pełna historia:
Planowałem na nadchodzący weekend rodzinny wypad biwakowy. Potrzebowałem dopiąć sprzęt: aneks do namiotu dachowego Quechua, dodatkowe śpiwory, grill kempingowy itd. – łącznie 20 artykułów na kwotę 4 298,81 zł.
- Wtorek wieczór: Składam zamówienie. Przez cały proces, przy każdym kroku i przy wyborze kuriera widnieje data doręczenia: czwartek, 8 października. Idealnie, bo w piątek ruszamy.
- Środa rano: Dostaję link/powiadomienie o płatności, opłacam natychmiast.
- Środa, godzina 15:00: Zamówienie wisi w statusie „potwierdzanie” przez bite pół dnia. Wchodzę na konto sprawdzić, co się dzieje, a tam data dostawy bezczelnie przestawiona o ponad tydzień – na piątek, 16 października!
Wyjazd w weekend zrujnowany. Anulować zamówienia nie ma sensu, bo Decathlon na zwrot środków ma ustawowe 14 dni, więc zostaję bez sprzętu i bez 4300 zł na kupienie alternatywy w innym sklepie.
Rozmowa na czacie z obsługą klienta (czysty Bareja):
Wbijam na czat, pytam, co to ma znaczyć i dlaczego zmieniają termin po zainkasowaniu pieniędzy. I tutaj zaczyna się festiwal:
- Hit nr 1: Konsultant informuje mnie, że:„Niektóre produkty były mniej dostępne po złożeniu tego zamówienia i data wysyłki i dostawy uległa zmianie. Oznacza to, że były dostępne jedynie w magazynie międzynarodowym”. Czyli sklep sprzedaje towar, którego fizycznie nie ma w Polsce, obiecując dostawę na drugi dzień! Co to w ogóle za nowomowa: „mniej dostępne”?! Albo towar jest na stanie, albo go nie ma.
- Hit nr 2 (przyznanie się do mechanizmu): Kiedy piszę, że to celowe wprowadzanie w błąd, konsultant wypala z rozbrajającą szczerością:„jest to pokazane jako szacowana data dostawy, po złożeniu zamówienia pokazuje się najszybsza data dostawy, jednak po zaktualizowaniu w systemie zamówienia oraz potwierdzenie otrzymania środków pojawia się już bardziej przybliżona data wysyłki jak i dostawy”. Czytaj: pokazujemy bajkę, żeby klient kliknął „płacę”, a dopiero jak przelew wejdzie na nasze konto, system raczy sprawdzić stany i pokazać prawdziwą datę.
- Hit nr 3: Piszę mu wprost, że to książkowy przykład nieuczciwej praktyki rynkowej z art. 5 ustawy i że zgłaszam sprawę do UOKiK. Odpowiedź?„Uprzejmie informuję, że nie jest to oszustwo tylko, dopiero gdy system zaktualizuje wszystkie produkty oraz ich dostępność pojawi się już bardziej prawdopodobna data dostawy. Czy mogę jeszcze w czymś pomóc? 🙂”
- Hit nr 4 (samozaoranie): Wytykam mu ten bezczelny uśmieszek i to, że pobierają kasę przed weryfikacją stanów. Gość nagle zmienia wersję o 180 stopni i pisze:„Uprzejmie informuję, że po weryfikacji widzę, iż od razu po złożeniu zamówienia widniała data dostawy na 16 października” (chwilę wcześniej sam pisał, dlaczego data się zmieniła po wpłacie!), po czym dodaje: „Dziękuję za rozmowę! 😊 Za chwilę zostanie wyświetlona ankieta satysfakcji...” i zamyka czat.
Podsumowanie:
Nie jest to moja pierwsza niemiła przygoda z tą siecią (notorycznie na stronie wisi stan magazynowy w sklepie stacjonarnym, jedziesz na miejsce, tracisz czas i paliwo, a towaru nie ma), ale to, co zrobili dzisiaj, to już ordynarne wprowadzanie konsumenta w błąd.
Nigdzie na etapie składania zamówienia nie informują, że data jest „szacunkowa” czy zależna od ściągania gratów z zagranicy. Klient dostaje twardą obietnicę, płaci, a potem zostaje zablokowany.
Sprawa została już zgłoszona oficjalną drogą do UOKiK oraz Miejskiego Rzecznika Konsumentów z kompletem screenów z czatu (bo konsultant sam dostarczył na tacy dowód, jak ten proces u nich wygląda).
Uważajcie na zakupy online w Decathlonie, jeśli zależy Wam na jakimkolwiek terminie. Dla nich „dostawa jutro” oznacza „weźmiemy kasę, a za tydzień może wyślemy”.