Do ekstawertyków po trzydziestce - gdzie ładujecie baterie? (postuję to na tym subie bo automat mi usunął z PolskiNaLuzie xD nie jestem z warszawy)
Jestem stuprocentowym ekstrawertykiem (kobietą), który pracuje z domu i ma znajomych z małymi dziećmi, którzy stracili zainteresowanie życiem towarzyskim poza rodziną. W kilka lat udało mi się nawet stworzyć nową paczkę znajomych, ale ostatnio nasza "główna" para do wspólnych wyjazdów się rozstała i znowu się towarzystwo rozjechało. Spędzam absurdalnie dużo czasu na podtrzymywaniu i pielęgnowaniu znajomości w wiecznej nadziei na to, że ktoś odwzajemni ten wysiłek, ale zdarza się to bardzo rzadko. Wpędza mnie to serio w depresję, bo moje potrzeby towarzyskie są wiecznie niezaspokojone. Mój facet nie ma żadnych znajomych, bo on jest na drugim końcu tego spektrum i nie ma żadnych potrzeb w tej materii (zazdroszczę w cholerę).
Nie zlicze ile razy już okazywalam komuś sympatię i zainteresowanie, organizowalam imprezy u siebie w domu tylko po to, żeby nigdy nie doczekać się podobnego zaproszenia. Czuję się wtedy jak kompletny frajer.
Pytanie tylko do ekstrawertyków - jak sobie radzicie z rozjeżdżaniem się towarzystwa po trzydziestce, i czy też jesteście tym typem "organizatora", który zawsze jest odpowiedzialny za wszystkie aktywności i imprezy i czasami wam jest smutno, że was rzadko ktoś zaprosi?