Czy powinienem mieć żal o to?
Wypaliłem sie zawodowo i się sam zwolniłem. Siedziałem 10 miesiecy w domu myślałam co zrobić ze swoim życiem. Większość czasu spędzałem przed komputerem robiąc jakieś mini projekty żeby zająć umysł. Sprawy finansowe byly ogarnięte bo dobrze zarabiałem i miałem duże oszczędności, sprawy codzienne tak sam.
Zmierzam do tego, że głównie czas spędzałem w domu co nie jest normalne jak na mnie. Moja partnerka jest typową domatorką i pewnie nie zrobiło jej to różnicy. Po 2 miesiącach zacząłem mieć żal do niej ze mi nie pomogła w tym ciężkim okresie, mówiłem ze chyba mam depresję ale jakoś sie to od niej odbijało. Ten żal tak rósł we mnie aż od ok 7 miesiąca był moja motywacja, żeby sie z tego wyrwać i sie ogarnąć.
Teraz nie wiem czy powinienem czuć ten żal za te zmarnowane miesiące czy porostu jesteśmy dorosłymi ludźmi i musimy sobie sami radzić? Jako facetowi pewnie ciężej jest sie przyznać do słabości, ale kurde ślepy by zobaczył, że cos jest nie tak. Zastanawiam sie nad rozstaniem po ok 10 lat.
Jeszcze dopiszę:
Z perspektywy osoby ktora ma matkę z parkinsonem i musiała sie duzo do edukować w jaki sposób sie z nią obchodzić. Uważam, że jak ktoś ci mówi, że ma problemy, a ta druga osoba nie reaguje to nie jest normalny związek. Terapia i planszowki nie pomogą jeśli ktos ci nawet tego nie zaproponuje.